The End

Prowadzę tego bloga ponad sześć lat. Nie sądziłem, że będę w stanie w miarę regularnie prowadzić jakikolwiek dziennik. Jednak wraz z końcem roku postanowiłem zamknąć pewien rozdział swojej dziennikarskiej kariery. To jest ostatni wpis jaki się znajdzie na tym blogu.

Jednak nie oznacza to, że kończę pisać. Postanowiłem stworzyć nowego bloga, na zupełnie nowych rozwiązaniach. Nie chce mi się przenosić napisanych postów, dlatego ten blog będzie funkcjonował jako archiwum w zupełnie innej domenie. Skoro minęło sześć lat to archiwum będzie moją pierwszą Heksalogią. Druga ruszy niebawem pod tym samym adresem.

Jeśli będę dość wytrwały za kolejne sześć lat zamknę drugi tom i rozpocznę trzeci.

Dzisiaj jest odpowiedni dzień aby to zakończyć. Jutro nowy dzień nowego roku. Niech to będzie również nowy dzień nowego dziennika.

Czas przygotować się na odpowiednie uczczenie tego co było, oraz przygotowanie się na to co będzie.

Miniblog: Myśl dnia

Mam swoje zasady. Z zasady nie biję ludzi silniejszych ode mnie. Nie dlatego, że się boję. Takie mam zasady.. rozumiesz..

Relacja z końca świata

Pobudka była zupełnie zwyczajna. W trybie zombie przygotowałem śniadanie dla mojej kobiety, po czym wpadłem w nieznośny latarg. Po ponownym przebudzeniu nie miałem za dużo czasu.

Szybko doprowadziłem się do porządku i wybiegłem do pracy. Celowo założyłem glany, w końcu nie wiadomo po kim w ten dzień przyszłoby mi deptać.
W pracy można było wyczuć lekki niepokój. Widmo zepsutego weekendu dało się we znaki, jednak wizja wszamiania sushi poprawiała humory.

O godzinie zero nadszedł czas na przerwę w pracy. Zebraliśmy się wszyscy aby odsłuchać ostatnich instrukcji szefa, po czym rozdzieliliśmy się. Zdesperowani zabrali ze sobą wódkę i poszli w świat, ci drudzy pozostali na stanowiskach z nożami w ręku.

Widok noży latających w powietrzu nadal rozgrzewa me serce. W ciągu chwili udało się przygotować wspaniałe sushi.
Wrócili nawet ci co uciekli. Przyszli z choinką (pewnie wymienili się za wódkę), wyglądali na głodnych. Nie chcieli też powiedzieć co się działo na zewnątrz.

Nasza ostatnia wieczerza była zacna. Po niej pozostał jedynie hedonizm w czystej postaci – wódka i śpiewy… i sushi.

Końca świata jednak nie było.

Ostatnie przemyślenie

Koniec świata jest kwestią godzin. Tak przynajmniej wynika z kamiennego symulatora Majów. Ponoć Sierpniowcy nie zgadzają się z tą tezą, ale ich symulacje wykonane na plaży zmyły się (no i nie są tak medialni jak wytępiony lud).

Zakładając, że ten koniec świata jest prawdziwy, co robisz w ten dzień? Czy modlisz się do boga, spijasz resztki alkoholu, czytasz ulubioną książkę, gwałcisz dziewice? A może, tak jak ja, zastanawiasz się co zjesz jutro po pracy?

Gdyby faktycznie to miało nastąpić, czy żałowałbym, że ostatnie chwile spędziłem przy komputerze pisząc notkę o tym co myślę? Jakże zabawna jest myśl, że w obliczu zagłady moje myśli wędrują wokół spraw codziennych.

Jeśli przeżyję jutrzejszą zagładę zrelacjonuję przeżycia tamtejszego dnia. Natomiast jeśli to się nie uda dla potomnych (ehm.. zmutowanych myszy?) pragnę pozostawić info, że w dniu, w którym umrzemy miałem zjeść sushi.

Miniblog: Świnta

Właśnie odkryłem, że najgorszym pytaniem jakie można mi zadać to: co chcesz dostać na święta?. Nie dlatego, że mam miliony pomysłów. Po prostu nie wiem co chciałbym dostać w prezencie.

Niestety zwykłe nic nie wystarcza.

… skarpety?

Miniblog: Taki zabiegany

Dawno nie było takiego okresu. Praca w pracy, praca w domu. Nawet odpoczynek muszę dodać do listy zadań, bo inaczej nigdy nie nastąpi. Pomyśleć, że dawniej było lepiej.. Aż się chce wrócić do tamtego okresu (dzieciństwo?). Wiadomo jednak, że tak się nie stanie. A może by tu tak trochę na skróty i się z lekka najebać…?

Ps. pomyślałem, że warto odnotować dlaczego ostatnio nie pisam za dużo.

Weź tu gadaj

x: Wpadłem w małą depresję. Nie mam zbyt wielu znajomych, mam problem z poznaniem nowych osób. Szukam dziewczyny od dłuższego czasu i nic z tego nie wychodzi

(parę chwil, godzin, później)

x: Właściwie to mam wyjebane w to czy kogoś obrażę czy nie.

y: Biorę po trochu ze wszystkich religii. Wierzę w karmę, niebo, anioły, co do istnienia piekła nie jestem przekonana, wierzę również w apokalipsę zombie. Skoro to wszystko jest możliwe, to zombie również.

Cytaty luźno przytoczone. Z powodu przeraźliwej trzeźwości nie byłem w stanie zapamiętać ich lepiej.

Chyba jednak na imprezach powinno się chlać, densować, ruchać, przygotowywać na apokalipsę zombie, a nie wykładać filozofie.

Ps. Bycie trzeźwym w lokalnej społeczności pijanych szkodzi.

Miniblog: Mądrości z zapiekankowej budki

Poznań liczy sobie 100 tys. mieszkańców. Wśród nich żadnego poznaniaka.

True story.

Katharsis

Katorga Alkoholowej Chwili, Katatoniczny Atak Czkawki, Kosmiczna Apopleksja Cieśli, lub też zwykły prosty KAC. Już raz o nim pisałem. Co najmniej raz był on powodem do zaprzestania mojej przygody z alkoholem.

Tym razem odkryłem drugą naturę kaca. Doznałem oczyszczenia. Bo jak inaczej nazwać mechanizm drastycznej regulacji toksyn w organizmie? Jednak ja nie o tym. Natura dobrze radzi sobie z takimi problemami. Wyłączy większość kluczowych funkcji organizmu, tylko po to aby pozbyć się trucizny. Skutkiem ubocznym są wszelkiego rodzaju cierpienia natury psychicznej.

Tym razem zrozumiałem jednak, że to cierpienie przynosi oczyszczenie. Bo jak inaczej można nazwać mechanizm w którym wszystkie problemy znikają na dalszy plan? Nagle wszystko co dręczyło przestaje mieć znaczenie. Ważna jest ta krótka chwila cierpienia, a po niej przychodzi jeszcze większa radość. Czyż tak nie powinno być ze wszystkimi problemami jakie napotykamy w życiu? Wygląda na to, że kac w sensie metaforycznym, może przynieść ulgę od spraw bieżących.

Co prawda kac jedynie oddeleguje problemy na później, ale przynosi pewne zrozumienie – każdy z tych problemów traci na znaczeniu w obliczu poalkoholowego zabójcy.

Ps. jako wujek dobra rada polecam (po ustabilizowaniu pracy żołądka) wypicie hektolitrów przesłodzonej herbaty.

Uczelnia Reloaded

student’s cat’s playground by @yariire

Napełniony kawą i zestawem celnych ripost byłem gotów na epickie starcie z panią z dziekanatu. Byłem zdecydowany, zdeterminowany. Byłem gotów przyjąć każdy atak i dotkliwie atakować zamiast się bronić.

… zostałem wyśmiany. Bez walki, bez krzyku, bez użycia celnej riposty. Bez ogródek wyśmiano mnie, a ja podjąłem wyzwanie i śmiałem się również.

Po raz kolejny nadszedł czas na epicką walkę z jedynym i najwspanialszym (spośród wspaniałych) przedmiotem. Ciekawe czy z tej potyczki wyjdę cało.