Trudna resocjalizacja

Problemem jest próba podjęcia zmiany kogoś, ale tak naprawdę zmiana samego siebie jest wyczynem…

Po zerwaniu postanowiłem, że zmienię w sobie parę rzeczy.
Głównie chodziło mi o poprawę pewnych moich reakcji na rzeczy, które nie podobają mi się i wywołują przypływ nagłej złości. Jestem cholerykiem i to strasznym cholerykiem, niestety jak na razie tego nie udało mi się poprawić…

Kolejną rzeczą miał być, że tak to nazwę, mój osobisty “poziom”. Są sytuacje, w których zachowuję się jak typowy pajac, ale akurat myślę, że mogę sobie na to pozwolić. Są też pewne momenty kiedy moja kultura powinna być na jak najwyższym poziomie. Z tym są jakieś postępy i cały czas staram się robić wszystko by to polepszyć. Nie zamierzam być gburem, który wygrzebał się spod komputera i postanowił przemówić do ludzi l33tem. Gdy biorę udział w jakiejś dyskusji staram się rozmawiać, argumentując swoje racje i również przyznawać rację innym. Nie pozwalam sobie na rozmowę typu “moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza”.
Niestety czasami zdarza się, że moja natura choleryka sprawia, że nagle zapominam o pewnym narządzie zwanym powszechnie mózgiem. Nagle moja kultura osobista zaczyna spadać i podchodzę do sprawy już tylko emocjonalnie. Czyli znowu wracam do punktu nr 1, czyli poprawienie zachowania w określonych sytuacjach.

Mam jogga. Powiedziałem sobie, że to nie będzie kolejny blog “shalonej tokjo fankii” tylko człowieka, który ma swoje spojrzenie na świat i chce to w jakiś sposób wyrazić. Poziom notek staram się trzymać na poziomie, ale z tym akurat bywa różnie. Chętnie podejmuję dyskusję w komentarzach nt. tego co napisałem, myślę, że najlepiej potrafi to odwzorować ta notka.

Ten wpis traktuję jako mały wstęp, a zarazem podsumowanie tego co zamierzam w sobie zmienić i czy mi się udaje to, czy też nie. Podjęte działanie postaram się konsekwentnie podejmować dalej, ale to naprawdę nie jest prosta sprawa. Spory problem sprawia zmienienie nawyków, przyzwyczajeń, przyswojenie pewnych zachowań. U choleryków również jest problemem zapanowanie nad emocjami i dla mnie to jest spory problem. Czas pokaże czy da radę siebie zmienić..

Najważniejsze jest opanowanie nerwów. Jak na razie cienko to wychodzi, ale jestem dobrej myśli. Do plusów mogę zaliczyć fakt, że już tak nie kłócę się z moją wychowawczynią. Kiedyś cały czas się z nią kłóciłem, praktycznie o wszystko. Teraz na spokojnie ją wysłucham, powiem co sądzę i tyle, czasami nawet przyznam jej rację – dla świętego spokoju :P Ta kobieta wyjątkowo mnie denerwuje, ale jakoś przy niej umiem już zapanować nad nerwami, teraz czas się nauczyć panować nad nimi w każdej sytuacji…

Oj zebrało się tego…

6 Responses to “Trudna resocjalizacja”

  1. sakievka December 19, 2006 at 8:32 pm #

    Hm…zmienic kogos jest latwo, lecz zmiana siebe wymaga nie lada upartosci w dazeniu do celu.
    Mi sie udalo zmienic, powodzenia

  2. parv December 19, 2006 at 8:32 pm #

    wyczuwam pewną aluzję…

  3. radmen December 19, 2006 at 8:32 pm #

    żadnych aluzji, po prostu napisałem

  4. againw.jogger.pl December 19, 2006 at 8:32 pm #

    bycie opanowanym w wielu sytuacjach bardzo pomaga w osiągnieciu czegoś…

    a wiecie co… :> ja nie znosze kiedy wyrażam swoja opinie, własne, osobiste zdanie z emocją, która nakreśla mój stosunek do sprawy, a ktos mówi mi: „spokojnie! nie denerwuj sie!” :> wtedy mam ochote powiedzieć brzydkie słowo ;] bo JA SIE NIE DENERWUJE tylko mówie cos z przekonaniem ;) zdarza wam sie cos takiego? :>

  5. radmen December 19, 2006 at 8:32 pm #

    to tak, ale w takim wypadku nie wprowadzam emocji, po prostu napieram argumentami :]

  6. againw.jogger.pl December 19, 2006 at 8:32 pm #

    ja tez :] jestem opanowana, ale to mnie wiele kosztuje- wierz mi ;)