Czyżby piec nam się spalił?

Co za noc… Jeszcze sobie siedziałem (właściwie nadal siedzę, ale zaraz idę spać), gdy nagle słyszę jak ludzie biegają z góry na dół… Myślę sobie WTF?

Nagle słyszę jakieś bulgotanie… Hmm właściwie to brzmiało tak jakby się dom trząsł i to tak mocno… Biegnę piętro niżej pytam co się dzieje. Ponoć piec się zagotował…
W piwnicy trochę węgla leży na podłodze, dziwny widok, bo czegoś takiego normalnie tam nie ma. Okazało się, że piec przekroczył dopuszczalną temperaturę paleniska i po prostu postanowił przeciwdziałać temu. Całą wodę wylał gdzie popadło (czyli w kaloryfery) i sam się wyłączył.

W instrukcji jest napisane, że gdy piec przekroczy temperaturę to próbuje zagasić palenisko zasypując je. I właśnie tak się stało. Gdy otworzyliśmy drzwi okazało się, że ogień nadal jest. Komora jest cała wypełniona węglem, a małe metalowe (żeliwne?) palenisko jest aż czerwone…

Część tego węgla wywaliliśmy. Piec odłączyliśmy od prądu, zobaczymy co z nim będzie rano. Mam małą nadzieję, że gdy się ochłodzi da radę go odpalić… Mam całkiem poważne podejrzenie, że elektryka mogła się spalić :/