Rekolekcje – koniec, podsumowanie

Słowem wstępu

Wyjazd był w czwartek 8 lutego o 8.00. Przyjechałem Dzisiaj rano o 4.00. Kartuzy->Toruń->Licheń->Strzelno->Licheń->Częstochowa->Kartuzy tak to mniej więcej wyglądało, reszta w dalszej części.


Kartuzy 8.00

Autokary już stoją. Wsiadam do tego z numerkiem 3, znajduję swoje miejsce. Po chwili wyjeżdżamy. Właściwie nic ciekawego :]
Wnioski: jak narazie brak

Toruń

Zajechaliśmy do takiego małego kościółka. Świątynia nowa, ale posiadała swój milutki klimat. Tam odbyła się spowiedź, nauka oraz msza św. Później wyjeżdżamy do WSD. Biedni klerycy bardzo mnie rozwalili tekstem, że są na bieżąco. Mogą wychodzić na 2 godziny trzy razy w tygodniu, raz dziennie oglądają TV. Poza tym miejsce całkiem fajne, podobała mi się kapliczka, która również miała swój wyjątkowy klimacik. Sam budynek uczelni miał raczej spartański wystrój.
Później jedziemy do Wyższej Szkoły im. Mikołaja Kopernika. Tam właściwie nie było nic ciekawego. Po tym wyjeżdżamy w dalszą drogę, tym razem do Lichenia.

Niestety z powodu spóźnienia nie mieliśmy żadnego czasu dla siebie, a szkoda. Miałem zamiar odwiedzić starówkę, wypić kawkę przy jednej z licznych tam kawiarenek. Kiedyś byłem na tej starówce, bardzo fajny klimat tam panuje. Szkoda, że tym razem nie mogłem tam ani chwilki zabawić.
Wnioski: jeszcze brak

Licheń

To miejsce “podzielę” na kilka “fragmentów”.
Dzień pierwszy:
Przyjeżdżamy o jakiejś, prawie, godzinie wieczornej. Szybkie zakwaterowanie w domu pielgrzyma “Arka”. Potem jakaś mini konferencja organizacyjna z nauką.
Trzeba przyznać, że dom “Arka” zrobił na mnie spore wrażenie. Pokoje były bardzo czyste, warunki tam panujące również były na 5+. Ja spałem w pokoju 4-osobowym. To było moje ogromne szczęście, ponieważ mogłem się spokojnie wyspać. Ci co byli w większych pokojach często się nie wysypiali, bo był taki hałas, że po prostu nie dało rady spać. Błogosławieństwem małego pokoju było również, to że nie było żadnych problemów z łazienką. Każdy pokój miał jedną łazienkę. Wiem, że dziewczyny z pokojów 10-osobowych miały spore problemy z załatwieniem swoich potrzeb.. :-]

Dzień drugi:
Pobudka, śniadanie, zwiedzanie ogromnej bazyliki. Ta bazylika to ogromny budowla. Można powiedzieć, że to “dzieło” to jeden ogromny kicz. Wydano ogrom pieniędzy, a w zamian mamy Kilka(naście?) kaplic, ogromną przestrzeń, nieudana próba nawiązania do polskich korzeni wraz z jakimś przecudnym połączeniem kilku epok.

Na większości ścian od wewnątrz widać jedynie tabliczki z imionami i nazwiskami osób, które darowały pieniądze na budowę. Rzeźby, jakkolwiek całkiem ładne, są zwykłymi odlewami, na dodatek pustymi w środku. Wracając do korzeni polskich często można spotkać obrazy z różnymi królami polskimi, szlachtą. W nawie głównej przy ołtarzu są takie “lampy”, na których od frontu widać ogromny Szczerbiec (chyba nie muszę tłumaczyć co to za miecz). Mieszanka baroku, ze stylem współczesnym, przesyt złota powoduje, że tam nie można się skupić na niczym innym, niż podziwianie tego wszystkiego. Wprawdzie mówię cały czas negatywnie, ale po prostu widząc ten ogrom nie można przestać się nadziwić patrząc na to. Cały czas nasuwa się tylko jedno pytanie: “po co to było?”, a zaraz po tym pytaniu przychodzi kolejna poważna myśl: “A dzieci w Afryce głodują“. Wydano w cholerę pieniędzy na to i w jakie imię? Wiary? Bo kiedyś tam się objawiła Maryja ? To objawienie ponoć nie zostało nawet uznane przez Watykan, a ludzie postanowili wydać tyle pieniędzy na budowę czegoś tak ogromnego. Chcieli świątyni? Należało zbudować większy kościół, a resztę pieniędzy przeznaczyć na coś bardziej pomocnego (choćby na pomoc ubogim rodzinom). Wiem, kiedy zaczęto budować tą bazylikę nie było jeszcze pieniędzy na finalizację budowy. Te fundusze cały czas spływały z różnych źródeł, ale i tak uważam, że nie warto było.
Wniosek: ogromna świątynia, ogrom pieniędzy nie czuć tej atmosfery towarzyszącej w każdym kościele, są problemy ze skupieniem się na modlitwie. Jedynie organy grały bardzo ładnie.

Strzelno

Strzelno to taka mała pipidówka, która jest z całą pewnością gdzieś w Polsce. Ta wiocha właściwie nie byłaby znana gdyby nie dwa kościoły, które w niej są.
Jeden z nich to kościół klasztorny posiadający ogrom relikwii (w tym drzazgę z Krzyża Pańskiego). Ten kościół jest cały czas w renowacji, co chwila są znajdywane kolejne freski, rzeźby ukryte “gdzieś tam”.
Drugi kościół to Rotunda św. Prokopa. Mały budynek zbudowany z kamienia, posiadający grube ściany. Niemcy kiedyś wypakowali go ładunkami wybuchowymi to jedynie fragment kopuły został zniszczony, a cała reszta została nietknięta.

Sama wieś to straszne zadupie. Właściwie nic tutaj nie ma. Widać biedę i ludzi, którzy za wszelką cenę chcą przeżyć. Można powiedzieć, że “więcej życia jest na cmentarzysku”. Naszą uwagę i szczery śmiech przykuł “Salon pielęgnacji włosa”.
Wnioski: małe kościółki, klimat stu krotnie lepszy niż w bazylice licheńskiej.

Licheń – cd.

Ze Strzelna wróciliśmy z powrotem do Lichenia. Obejrzeliśmy film “Wyspa”. Należy przyznać, że film był, co tu dużo mówić, zajebisty. Bardzo dobra fabuła, efekty, dobry, wyszukany humor oraz aktorzy. Film niósł ważne przesłanie, a właściwie przedstawił jak to może być z klonowaniem ludzi…
Wieczorem znowu były imprezy po pokojach. Ktoś dał cynk katechecie, że ludzie z mojej klasy piją. Dorwał ich i teraz będą mieli jakieś problemy. Facet normalnie zapowiedział, że zostawi takie osoby i one będą wracać na własną rękę. Jednak było to kilka osób i zabrał je z nami.
Kolejny dzień:
Budzimy się wcześnie, wyjeżdżamy do Częstochowy.

Częstochowa

Przecudne miejsce. Tamtejsza bazylika może i nie zrobiła aż tak ogromnego wrażenia, ale za to klimat w niej panujący zdecydowanie. Mieliśmy sporo czasu dla siebie, także bujaliśmy się po mieście. Znaleźliśmy nawet siedzibę “Młodzieży Wszechpolskiej”. Stanęliśmy sobie pod jej “tablicą” i zrobiliśmy sobie zdjęcie pamiątkowe z gestem “pięć piw!”. Wprawdzie ludzie troszkę dziwnie na nas patrzeli, ale było za to zabawnie.

Nieco później był różaniec, na którym sporo przysypiałem. Natomiast później była msza, która bardzo mi się podobała. Zachwycił mnie chór dziewczyn, który tak przecudnie śpiewał, że aż odechciało mi się spać :)

Później już był powrót do domu

Wnioski – podsumowanie

Podczas całej podróży poznałem lepiej sporo osób z mojej szkoły.
Bazylika w Licheniu zrobiła na mnie tak negatywne wrażenie, że właściwie nie zamierzam się tam ponownie wybierać.
Troszkę (a właściwie sporo) się “potrzodziło” było warto.
Koszt wyjazdu – 135zł, wydatki na jedzenie – ~70zł wrażenia – bezcenne

Offtop

Postanowiłem przywrócić możliwość komentowania dla wszystkich. Jeżeli znowu pojawią się bezsensowne komentarze od “nie joggerowiczów” to zmienię te ustawienia, tak aby już tylko joggerowcy komentowali.

4 Responses to “Rekolekcje – koniec, podsumowanie”

  1. zikii February 11, 2007 at 3:04 pm #

    Pielgrzzymka byla calkiem fajna mozna by powiedziec ze swietna, gdyby nie moja i radmena wychowawczyni.

  2. radmen February 11, 2007 at 3:04 pm #

    hehe :]

  3. Dizzer February 11, 2007 at 3:04 pm #

    Nic nie dodales o naszych porannych spiewach!!!! a tak sie z kolegami staralismy!!!

    I’m so excited….
    I need a hero i inne hity!!

  4. radmen February 11, 2007 at 3:04 pm #

    Tia… te Wasze hiciory :P