Awantura o psa

Nie będę owijać i już na samym wstępie powiem, że jestem przynajmniej wkurwiony. A co mnie tak bardzo wkurwia? Były właściciel mojego psa.

Niedziela, popołudnie. Kolejny sielankowo niedzielny dzionek. Radmen idzie sobie z psem na mały spacer. Nagle mija nas samochód, zatrzymuje się. Okazało się, że to były właściciel. Ledwo wyszedł, a już z ryjem na mnie, że jak ja mu mogłem psa zabrać. Właściwie sugerował mi mocno, że mu psa ukradłem. Ja grzecznie (o dziwo powstrzymałem nerwy) powiedziałem mu, że wszystko było załatwione z jego córką (albo synową sami nie jesteśmy pewni, w każdym bądź razie z kimś z jego rodziny). Na co ten przypał twierdzi nadal że pies jest jego i domaga się jego zwrotu. Ja mu powiedziałem, żeby pogadał sobie z moim ojcem i z nim załatwiał, bo to w końcu on wiedział lepiej jak wyglądała ta rozmowa.

Dzisiaj było lokalne zebranie SLD. Ponieważ mój ojciec jest członkiem partii wybrał się tam. Przez całe posiedzenie był spokój. Aż nagle pojawia się pan “Zły”. Tatę tknęło sumienie i chciał całą sprawę z nim wyjaśnić. W zamian usłyszał masę bluzgów i nic poza tym. Pan Zły po bluzganiu wyszedł sobie jakby nigdy nic… Ojciec jutro zamierza psa iść oddać, bo nie ma zamiaru się kłócić…

Psa mamy 2 miesiące. Zaszczepiony, karmiony, (w miarę) odchowany. To my przez ten czas o niego dbaliśmy. A teraz przychodzi jebany w dupe jego mać pierdolony gbur, który domaga się psa twierdząc, że go ciągle szukał. O dziwo jego córka (synowa, nvm) znała imię i nazwisko taty (na wszelki wypadek) ale ten chujogłowiec nadal twierdzi, że nic o tym nie wie, a my mu psa ukradliśmy. W ciągu tych dwóch miesięcy w całej wsi nie było ani jednego ogłoszenia o zaginionym psu. Jakim prawem ta cipa mówi mi, że go szukał. Kurwa jebał go ktoś w dupsko, że nagle się obudził?

Matka powiedziała, że psa nie odda. A tak w ogóle to rodzice teraz się kłócą. Już nawet sam nie wiem o co…
Gdyby ktoś nie zauważył jestem wkurwiony i to niemało. Po prostu nie panuję nad tym. U mnie w pokoju prawie leci na maksa Behemoth, bo tak mnie straszliwie rozpierdala od wewnątrz i mam ochotę się wyżyć do samego końca… Kurwa!

UPDATE:
Ten jebany frędzel wygrał. Jednak dostanie z powrotem swojego psa. Mam nadzieję, że znowu mu spierdoli i już nigdy więcej do tego uzbekistańskiego konfidenta nie wróci. Chuj mu w dupę, byle duży i zimny ;[

8 Responses to “Awantura o psa”

  1. medra March 6, 2007 at 9:46 pm #

    Nie pamietam gdzie to dokladnie znajdziesz, ale jak trafil do mnie moj freciak to sie troche tym interesowalam te pare lat temu.. Jest gdzies zapisane ze jesli znajdziesz zwierzaka, opiekujesz sie nim przez ponad miesiac czy wlasnie 2, a do tego wlasciciel go nie szuka – nie ma ogloszen, zgloszen do schronisk o poszukiwaniu to zwierzak ma nowego opiekuna prawnego w osobie „wybawcy”.
    Troche zakrecilam ;) Dziwnie w tym momencie mi mysli przekazac na.. monitor. Ogolnie nie musicie psa oddawac – bylo dogadane z matka/corka, o ile pies ma ksiazeczke zdrowia i w niej jest wpisana matka/corka to sprawa zalatwiona :) I jestem tego pewna co pisze, bo mysmy sie bali inwestowac w kastracje freciola w momencie gdy mogl sie po niego ktos zglosic.
    Ja mialam ulatwiona sprawe – wiem ze freciak byl po czacie zle traktowany, na paskudnej diecie itp. Znudzil sie smarkuli i go wywalili za drzwi bo przyszedl do domu legwan..

    Pogadaj z rodzicami, przeszperaj neta znajdziesz napewno te informacje w sensowniejszym jezyku niz moj w tym komentarzu ;) A potem.. Zglos na policje ze facet Cie przesladuje.

  2. radmen March 6, 2007 at 9:46 pm #

    medra: to nie jest takie ławte… Ponoć z gościa jest kawał skurwysyna i to w tym jak najbardziej nagatywnym sensie. Skoro synowa (córka, nvm) nic mu o tym nie powiedziała to podejrzewam, że dalej nic nie powie. My zrobilismy psu książeczkę zdrowia, a weterynarz (jedyny w okolicy) nie przypominał sobie, żeby takie podobnego psa szczepił…

  3. medra March 6, 2007 at 9:46 pm #

    Jesli nie jest „sobem” w sensie takim ze moze zrobic krzywde fizyczna lub finansowa (np zrujnowac kariere ktoregos z rodzicow i odciac Was od zrodla dochodu i utrzymania). To pogadac z wetem czy bedzie swiadkiem, dalej toz+policja i pozamiatane. Jesli przeciwnie to faktycznie olejcie sprawe ale zgloscie anonimowo do tozu ze sie psiurkiem nie zajmuje bo szkoda zwierzaka.

  4. radmen March 6, 2007 at 9:46 pm #

    Myślę, że psem da radę się zająć. Ma całą hodowlę tych psów. Foksteriery nie czują przywiązania do właściciela. Nam też już zwiał parę razy. Tylko, że my natychmiast pofatygowaliśmy się aby go znaleźć
    Tak się składa, że na wsi ludzie się lepiej znają, a gościu który się nie zawacha przed niczym jest groźny. Mój ojciec zna się na ludziach i myślę, że wie co robie nie narażając mu się.

  5. Albi March 6, 2007 at 9:46 pm #

    Co nie zmienia faktu, że gówno na świecie się szerzy :/ Osobiście mieszkam w mieście (Lublin), ale sytuacja faktycznie nieciekawa…

  6. Dizzer March 6, 2007 at 9:46 pm #

    Logic hit me like a diomond bullet, ja bym nie byl w stanie slodkiego piesia oddac :<

  7. radmen March 6, 2007 at 9:46 pm #

    nic nie poradzę na to… ;/
    Gościu zaczął naprawdę kombinować i to się mogło źle skończyć…

  8. parv March 6, 2007 at 9:46 pm #

    szkoda tej Twojej piesy. Fajnie bylo wyjsc czasem na spacer. Moj morderca zdazyl juz polubic Reksia. Tez mam nadzieje, ze Reksio zwieje temu skurwielowi. Mama dzisiaj zaproponowala, zeby Ci oddac Amara ;-) nie boj sie, nie dam Ci go ;P juz sobie wyobrazam co by zrobil, gdyby u Was mieszkal. Wszystkie buty zezarte ;)