Z cyklu przemyśleń…

Te święta potrafią skłonić do jakiś przemyśleń. Ostatnio miałem ich całkiem sporo i muszę przyznać, że są one strasznie nie posegregowane i czasami totalnie bzdurne. O dziwo już wielu z nich nie pamiętam…

Na pierwszy plan kłania się post, o którym troszkę wcześniej pisałem. Narp słusznie stwierdził, że tak naprawdę Ci co poszczą (dla picu) są tylko kłamcami, bo ideą postu nie jest odmówienie sobie czegoś na pewien okres czasu, a później świadomy powrót do tego. Mówiąc “świadomy powrót” mam na myśli fakt, że ktoś pości aby pościć, ale wie, że po poście od razu wraca do starych nawyków…

Ten okres jest jedynym momentem, który sprawia, że moja wiara jest w jakiś sposób podtrzymana. Nie umiem tego wytłumaczyć dlaczego. Fakt śmierci Chrystusa, cały mistycyzm wokół tego sprawia, że nadal czuję przynależność do Kościoła Chrześcijańskiego… W moim życiu był jeszcze jeden taki moment, który utwierdził mnie w wierze.. Były to światowe dni młodzieży, które odbyły się w Kolonii w 2005 roku. Poza nimi nie pamiętam takich pojedynczych wydarzeń, które miałyby na mnie tak ogromny wpływ. Jedynie Wielki Tydzień i wszystko z nim związane sprawia, że ta wiara w pewien sposób się umacnia…

Kolejnym takim małym przemyśleniem jest pewien krzyż, będący “dekoracją” świąteczną, w naszym kościele. Nad nim widnieje napis “Zabici zgodnie z prawem”, po lewej stronie napis “aborcja”, po prawej “eutanazja”, a pod nimi kilka malutkiuch krzyży będących symbolem tych co zostali “poddani” takiemu zabiegowi…

Co do aborcji to wyraziłem już swoje zdanie na ten temat.. Z eutanazją mam pewne wątpliowści, ale przyznam, że to akurat może wynikać z mojej niewiedzy. Jeżeli osoba w pełni umysłu chce popełnić samobójstwo to proszę bardzo niech to zrobi. Jeśli nie jest w stanie to ok, ma prawo poprosić kogoś o wykonanie tego. Moje wątpliwości bardziej budzi to, że ponoć bliscy, w myśl tej ustawy, również mogliby podejmować tego typu decyzję, za kogoś z rodzinny mocno cierpiącego. Osobiście jestem stanowczo przeciw czemuś takiemu. Jeśli ktoś chce się zabić to niech to będzie jego własna decyzja, a nie kogoś.
Oczywiście może być tak, że pod presją rodziny, taka osoba ulegnie i z “własnej” woli będzie chciała podjąć się eutanazji….

To by było właściwie z tych bardziej poważnych problemów… Miałem w głowie jeszcze kilka bardziej prostackich i ludzkich przemyśleń, ale szczerze mówiąc zapomniałem :|

Jest jeszcze jedna pewna myśl. Właściwie powinienem o niej napisać na samym wstępie… Uczucie tęsknoty właściwie nie było mi obce. Często bywało tak, że byłem spory kawał od domu, ale nie sądziłem, że kilka dni rozłąki z pewną osobą sprawi, że będę, aż tak bardzo tęsknić… Po tym czasie czuję, że w naszym związku zaczyna się coraz wyraźniej pojawiać pierwiastek zwany uczuciem. Zanim wszystko się zaczęło raczej ciężko było stwierdzić, że to jakieś uczucie. Chcielibyśmy być ze sobą i po prostu stało się. Teraz po tych kilku dniach stwierdzam jednak, że to coś zwane uczuciem gdzieś tam jest. Z każdą chwilą czuję je coraz wyraźniej…
Na moje ogromne szczęście jutro spotkam się z moją ukochaną :)