Koniec LO…

Dzisiaj był mój ostatni dzień zajęć w LO. Wprawdzie dopiero 30 IV odbieram świadectwo to dzisiejszy dzień uznaję za koniec, bo odbiór świadectw to już tylko formalność…

Cóż mogę powiedzieć. Cholernie szkoda, że to się tak szybko skończyło. Wprawdzie siedziałem w tej szkole 3 lata to jednak mógłbym jeszcze spędzić rok więcej… Wiele się działo, czasami sporo nerwów, czasami totalny luz. Moja klasa dla mnie była taka średnia. Kilku dobrych znajomych, z innymi tylko taka sztuczna relacja. Jedni mnie wkurwiali, inni byli “wporzo”, ale mimo wszystko to była moja klasa. To były moje debile, za którymi już teraz tęsknię…

Oczywiście mogę sporo złego powiedzieć o pewnych przedmiotach, nauczycielach itd… Nie wiem czy warto, to już było i minęło także to już nie jest mój problem. Na pewno zapamiętam p. Daszkowską (aka “Dasia”), kobietę od franca. Żywa skamielina, jak na nią mówiono, zawsze budziła “szakucen” wśród innych. Możliwe, że jej się bali, ale przynajmniej na jej lekcjach nikt się nie rzucał. Wiem, że były dwa (a może trzy) przypadki, kiedy sfrustrowani uczniowie dosłownie najebali jej tuż pod drzwiami jej mieszkania, ale mimo wszystko ona długo uczyła…

Największym żalem i bólem był poziom nauczania informatyki, ale wiem, że ten problem nie tylko u nas był także jakoś to przebolałem. Strasznie mnie wkurzał angielski. Rozumiem, że facet miał swój świat. Ale nigdy nie pojmę jakim cudem dziewczyna, która po angielsku nie wymówi poprawnie ani jednego zdania (ba ma nawet problemy z czytaniem lub powiedzeniem czegokolwiek) ma 5…. Dużą stratą dla mnie było to, że po siedmiu (a może ośmiu) latach prywatnych korepetycji trzy lata w LO sprawiły, że większość z tego co umiałem po prostu została zapomniana. Można powiedzieć, że mając rozszerzony angielski najmniej właśnie mówiłem w tym języku (nawet na francu częściej miałem okazję używać tego języka). Może i dlatego szanowny pan G. otrzymał kswykę GIPS, czyli G. Is a Piece of Shit [-;

Ogółem wspomnień masa wraca... Przypominam sobie jak to w pierwszej klasie, nie znając się, biegaliśmy jeden za drugim aby znaleźć klasę w której były lekcje. Kocenie też było całkiem fajne , pamiętam jak później trendy w tym się zmieniły ;-)

No cóż mógłby jeszcze naprawdę dużo mówić... Pomimo tego, że wiele rzeczy w tej szkole mnie wkurzało cały czas chciałbym w niej być. Przede wszystkim chciałbym po LO utrzymywać kontakt z tymi wszystkim których poznałem, co sobie i innym życzę.

Ogółem to "JOŁ" dla ziomków, ziomali, czarnuchów i innych żydków, których miałem okazję poznać. Naprawdę się cieszę, że miałem takową okazję i mam nadzieję, że po LO jeszcze nie jeden (ani nie dwa) razy wypijemy to "pifsko" i powspominamy jak to było ;-]

4 Responses to “Koniec LO…”

  1. Mateusz Kozak April 27, 2007 at 5:20 pm #

    ha! a ja jeszcze 3 lata technikum ;-)

  2. Zamber April 27, 2007 at 5:20 pm #

    A ja sobie rok temu zasponsorowałem 4ty rok liceum ;]

  3. Ewela April 27, 2007 at 5:20 pm #

    LO…
    te lata też już za mną.
    ogólnie to lubię jeszcze czasem sobie powspominać, pooglądać fotki i pomyśleć…
    minął już rok, a ja coraz mniej pamiętam.
    ludzie się porozjeżdżali, wiele kontaktów po prostu sie urwało.
    no ale zaczęłam nowe życie! :)
    to, co było już nie wróci.
    trzeba żyć dalej… bo po to właśnie jest życie… :)
    także głowa do góry! przed Wami matura! i to teraz jest najważniejsze…
    jeszcze będzie czas na wspomnienia… :)

  4. blog radmena April 27, 2007 at 5:20 pm #

    Już pożegnania nadszedł czas

    Nie wcale nie myślę o porzuceniu joggera. Wprawdzie w piątek był mój ostatni dzień lekcji w LO, to dopiero dzisiaj był uroczyste zakończenie i rozdanie świadectw.
    Cała uroczystość długa, przedstawienie króciutkie, czasami zabawne, ale [...]