Historia pewnego NIPu

Co Urząd Skarbowy to inna historia. Historia mojego NIPu zaczęła się w Kartuzach, a dokładniej w tamtejszym urzędzie. Wszystko wydawało się banalne, ale jak zwykle musiało się niepotrzebnie komplikować… Miła pani, odpowiedziała mi, że w moim wniosku NIP-3 nie wypełniono pola z danymi pracodawcy.

Okazało się, że nasi lokalni urzędnicy wymagają tych danych. Gdy mój pracodawca się o tym dowiedział to normalnie ich wyśmiał. Okazuje się, że w Szczecinie nic takiego nie jest wymagane, ot wniosek i po paru dniach ma się przydzielony numer NIP. W Kartuzach procedura wygląda dość skomplikowanie. Najpierw ja składam wniosek NIP-3 (co też zrobiłem) z wymaganymi polami (w tymi i te dane pracodawcy), po sfinalizowaniu umowy o dzieło pracodawca przesyła PIT (chyba 8a, lub 8b) do Kartuz i dopiero wtedy dostane ten przeklęty NIP.

O dziwo dzisiaj pani listonoszka przyniosła magiczną kopertę zaadresowaną do mnie. Co w niej znalazłem? Mój numer NIP. Wszystko fajnie, tylko nie przesłano wymaganego PITu ;-]

2 Responses to “Historia pewnego NIPu”

  1. Koval July 19, 2007 at 11:10 pm #

    halo halo przeciez nip-3 to numer podatkowy dla tych ktorzy chca oplacac skladke us a nie poadaja dzialanosci gospodarczej ani pracodawcy…. wiec jak masz tam wpisac cos czego nie ma?
    secundo – czemu ty wypelniasz i zalatwiasz nip? to pracodawca powininen zrobic
    3 – kurde ja sie od roku zbieram na nip bo chce w gielde GPW uderzyc a bez niego nie moge

  2. radmen July 19, 2007 at 11:10 pm #

    Mogę również indywidualnie odebrać, nawet kiedy jestem bezrobotny. Do tego celu właśni musiałem wypełnić formularz NIP-3