Rząd musi być!

Tym razem nie będzie o polityce. Nie będę krytykował kaczorów, Lepperów i Giertychów. Nie zjadę również koalicji LiS, bo przestało mnie to już interesować. Tym razem opowiem bardzo króciutko o pewnym zjawisku, które mi się przypomniało. Całość działa się dawno temu, a właściwie wtedy kiedy byłem jeszcze w gimnazjum…

Zawsze (tzn. wtedy, teraz sprawa nieco się zmieniła, ale pewnie Ci ludzie aż tak bardzo nie) uważałem część mojej klasy za totalnych debili. Może to i są ludzie będący w porzo, ale oni są w porządku tylko wtedy kiedy są z osobna. Wtedy też tak było. Jedynie kiedy byli w kupie to nagle ich ego rosło do ogromnych rozmiarów. Pewnie zasada trzymajmy się kupy, kupy nikt nie ruszy była im szczególnie znana. No więc, kilka typów (takie koksiki) zrobiły “rząd”. Czyli lokalną mafię, która na każdej przerwie swoją obecność oznajmiała okrzykiem “rząd musi być!”…

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego to im sprawiało taką radość… Byli w kupie i dopiero wtedy czuli się naprawdę silni. Każdy każdemu musiał jakoś dorównać to zawsze starali się aby to jakoś pokazać. Wkrótce potem olano ich, jednak okrzyk i “rząd” nadal pozostał. Im to zwisało, że wszyscy mieli to w dupie. Oni robili swoje. Dopiero gdy byli razem ich bary rozrastały się i nagle na korytarzach brakowało miejsca…

Doprawdy dziwi mnie to. Może to po prostu był taki wiek, że trzeba było każdemu się popisać, pokazać jakim to jest się menem itd… Teraz o rządzie nie ma słyszeć. Stara paczka “ministrów” pozostała, a teraz to im tylko chlanie, imprezy i takie tam w głowach. Nadal są w jakiś sposób w porządku, ale właściwie każdy z osobna. Gdy byli razem zapominali o uprzejmości, ba w ogóle o wszystkim zapominali i traktowali wszystkich jednakowo.

Teraz pytanie, skąd mi się wzięło to napisać? Ja szczególnie nie ucierpiałem na ich “działalności”. Właściwie mi nic nie zrobili, a byłem akurat na tyle obojętny, że nie obchodziło mnie to co oni odstawiają. Gdzieś tam ze znajomymi po prostu się śmialiśmy jak głupim trzeba być.

Jednak wydaje mi się, że to jest całkiem normalne zachowanie, które występuje nie tylko u dzieciaków. Nie jestem psychologiem, ale wiadomo, że tłum stymuluje zachowania jednostki. Wiadomo, że jak kilka osób będzie patrzało się w to samo miejsce (np w górę) to przechodnie będą robili to samo całkiem nieświadomie. Skąd w takim razie bierze się takie coś, że gdy zbierze się pewna grupa osób, to nagle im bary rosną, a mięśnie napinają się? Domyślam się, że to zależy także od tego jakie osoby są w tej grupie, ale mimo wszystko ten fakt pozostaje dla mnie zagadką..