Przeczytane: Kapłan

Kapłan :: okładka

Żyjesz spokojnie tyle lat, aż nagle dostajesz “ataku”. Praktycznie miesiąc wycięty z życiorysu (i wcale nie mowa tutaj o okresie ;p), ale gdy dochodzisz do siebie jesteś kimś zupełnie innym. Uświadamiasz sobie nagle, że pamiętasz zdarzenia, które spotkały przodków z twojej linii. Niestety nie pamiętasz wszystkiego dokładnie, ale w zamian posiadasz wszelkie umiejętności swoich przodków. Jesteś mistrzem fechtunku, potrafisz stworzyć 50 różnych trucizn, władasz ponad 60 językami z czego część to języki wymarłe kilkaset lat temu… Niestety od wieków poszukuje ciebie pewne bractwo, które chce tą wiedzę wykorzystać do swoich celów.

Przyznam się, że do zakupu tej książki zachęciła mnie reklama w portalu nasza-klasa. Miałem troszkę pieniędzy do zbycia (te 30zł to nie jest wiele) i postanowiłem kupić i przekonać się czy warto było.

Odniosłem wrażenie, że Krzysztof Kotowicz (autor), trochę wzorował się na “Kodzie Leonarda da Vinci”. Tu niedomówienia, później okazuje się, że wszystko niby jasne, ale jednak czegoś nie powiedziano do końca itd. Fabuła wciąga i jest bardzo fajnie przeniesiona na polskie realia. Wspomniane bractwo ma również bardzo ciekawą interpretację Boga, czyli mamy tutaj również wątki związane z religią (już widzę, jak “tró” katolicy będą chcieli tą książkę palić).

Książka jest podzielona na dwie części. Niestety wadą każdej z nich jest dość banalny koniec. Odniosłem również wrażenie, że ta druga część już nie była aż tak ciekawa jak pierwsza.

W skrócie mogę powiedzieć, że książka warta pieniędzy. Ciężko było się oderwać i jakoś te 500 stron przeczytałem w 3-4 dni. Bardzo spodobało mi się cofnięcie do przeszłości Kapłana, różne wstawki dotyczące wielu kultur (nie tylko polaków – Wikingów, dawnych Polan). Przedstawiona przeszłość wydaje się tak bardzo prawdopodobna, że można w to uwierzyć. Mamy nawet własną interpretację zdarzeń z 11.09, wykorzystaną na cele książki :) Moja ocena 4/5.

6 Responses to “Przeczytane: Kapłan”

  1. Fi February 19, 2008 at 9:18 am #

    Zachęciłeś mnie. Może nawet jeszcze przed matÓrą przeczytam (przyda się jako prowizoryczna powtórka na historię :P ).
    Ten miecz na okładce jakiś taki kiczowaty znowu…

  2. radmen February 19, 2008 at 9:18 am #

    Fajny, poza tym zobaczysz, że nie bez znaczenia dali tam ten miecz ;p

  3. Fi February 19, 2008 at 9:18 am #

    Że ma jakieś znaczenie to ja się domyślam, ale jego dizajn mnie odstrasza jakoś… Podobne są do kupienia na ścianę w działach „miecze fantasy”. Ten przynajmniej nie ma nigdzie jakiejś badziewnej czaszki (przynajmniej nie widzę w tej rozdzielczości). Wygląda jeszcze znośnie, ale cechuje się wyjątkowym marnotrastwem (za Paktofoniką ;) ) „powierzchni tnącej” ;) A ta klinga to co? Wbudowany otwieracz do piwa ma?

    No, dobra, dobra. Nie odzywam sie już na temat broni białej… Dziewczyna chyba nie powinna o tym gadać :P

  4. radmen February 19, 2008 at 9:18 am #

    A tam powinna, niepowinna… ;p Miecz może faktycznie i wybujały, ale podejrzewam, że w sprawnych rączkach (a w tej książce wielu takie ma ;p) to potrafi zrobić pewne „ku ku” :)

  5. Fi February 19, 2008 at 9:18 am #

    Rączki musza być baaaardzo sprawne i baaaardzo silne jak na mój gust. Jeśli miecz jest w tej samej proporcji co kapłan na okładce, to ktoś musiałby go trzymać w jednej łapie (ewentualnie to półtorak, ale pół rękojeści zajmuje ten smoczy (??) łeb, więc…). Klinga wydaje się bardzo ciężka, co raczej utrudnia robotę jak się go ma w jednaj łapie. Za ciężka na miecz jednoręczny. No, ale wtedy faceci byli silniejsi :P
    A później ten otwieracz ich jakos motywował, jak już wymyślili piwo butelkowane. ;>

  6. tarat February 19, 2008 at 9:18 am #

    Zostało mi 100 stron do finalnej kartki tejże książki i również, tak jak radmen, mogę ją szczerze polecić :)

    Co prawda jest tutaj dużo podobieństw do książek Browna(nie tylko Kodu), ale poczytać i tak warto.
    Do całej twórczości autora podchodziłbym jednak z dystansem – może to tylko takie moje narzekania, ale nie lubię jak ktoś zrzyna od innych pisarzy…