Archive | March, 2008

Pierwszy singiel projektu “Scars on Broadway”

W końcu ukazał się singiel, który będzie na nowej płycie, projektu “Scars on Broadway“. Twórcą projektu jest gitarzysta SOADa Daron Malakian. Wraz z nim gra perkusista John Dolmayan.

Kawałek “They say” można odsłuchać na stronie projektu (ps dla UNIX’owców – “wget http://www.scarsonbroadway.com/scars.mp3.php -O scars.mp3″). Ciężko mi oceniać ten kawałek, jednak jestem zdania, że nie jest przesiąknięty SOADem. Mimo wszystko pozostawię to do Waszej oceny, mnie osobiście kawałek przypadł do gustu. Nie mogę się doczekać wydania płyty. Dla zainteresowanych w dalszej części notki dorzucam tekst piosenki.


I walk the line, the line I choose
I see the people in front of me.
I climb the wall, the wall of news
I watch them show the tragedy.

If you were me, could you defend
The given rights to all of man.
Let’s fuck the world with all its trend
They say it’s all about to end.
They say it’s all about to end.
They say. They say.

There’s a prison that’s gone but the fear lives on
I watch you walking on the dotted line.
Maybe you don’t see what’s in front of me.
Maybe you won’t stand the test of time.
For we live in sin, for we will win
I watch the president kiss his family.
For we live in sin, for we will win
I watch the president fuck society.

If you were me, could you defend
The given rights to all of man.
Let’s fuck the world with all its trend
They say it’s all about to end.
They say it’s all about to end.
They say. They say.

I fall in love with the old times.
I never mentioned my old mind.

Let’s fuck the world with all its trend.
Thank God, it’s all about to end.
They say it’s all about to end.
They say. They say.
They say. They say.
They say it’s all about to end.

PS, już mam dość gdy przypadkiem wcisnę jakieś “Odśwież”, lub kliknę na jakąś zakładkę i tracę przez to notkę. Od dzisiaj chyba będę wszystko najpierw pisał w Kate..

Tybet, a torby ekologiczne.

Zacznę od toreb. Ostatnio w Gdańsku widzę coraz więcej osób z taką fajną torbą “eko”. Zrobiona z materiałów przyjaznych środowisku itd. Fajnie, naprawdę fajnie. Cała inicjatywa mi się podoba i miło widzieć coraz więcej osób z tą torbą. Mimo tej fajności jest dla mnie jeden (jak to mówi szef) “myk”. Ludzie kupują/biorą (nawet nie wiem czy za free, czy nie) te torby z jednego powodu. Ja bym go nazwał próbą zadowolenia własnego ego, że są niby ekologiczni i dbają o przyrodę. Owszem, dzięki temu dbają o przyrodę, ale pewnie cała reszta dotycząca jej ochrony ich serdecznie wali i tyle.

Odnoszę wrażenie, że podobnie jest z Tybetem. Osobiście ubolewam, że taka spuścizna duchowa może zostać zniszczona przez Chiny. Od dawna mówię, że jeśli płacze się z powodu cierpienia ludzi w kraju x to niech równocześnie płacze za wszystkich tych co cierpią w Afryce/Brazylii i całej reszcie świata. Teraz płaczemy nad Tybetem. Świat głosi wielkie hasła o tym, że trzeba zmienić dyktaturę w Chinach, zbojkotować olimpiadę. Problem w tym, że to tak naprawdę nic nie da. Nic nie da z prostego względu, my wiemy, że to jest złe i trzeba coś zrobić. Problem jest taki, że propaganda w Chinach działa na tyle sprawnie, że Chińczycy są przekonani, że Tybet chce należeć do tego kraju, a wszelkie zamieszki to sprawka Dalajlamy. My sobie możemy krzyczeć, możemy próbować zwrócić uwagę całego świata. To i tak niczego nie zmieni. To naród chiński musi zrozumieć, że trzeba podjąć działania i obalić dotychczasową władzę.

Możemy sobie podbudować nasze ego okrzykami o wolność Tybetu. Mnie osobiście zależy na tym, aby ten region pozostał wraz z całym swoim dobytkiem. Niestety nie przyłączę się do głośnych demonstracji. Nie zrobię tego choćby z tego względu, że musiałbym również iść walczyć o prawa człowieka w Afryce, musiałbym walczyć o uznanie mordu na Ormianach przez Turcję jako ludobójstwo (Turcja zaprzecza temu, żeby dopuściła się czegoś takiego). Ogółem musiałbym jednocześnie walczyć o każdego człowieka, któremu źle się dzieje. Inaczej okażę się hipokrytą, próbując ratować jednych, a o losie innych zapominać i go olewać…

Gdyby media nagle nagłośniły tragiczną sytuację w Afryce, pokazały codzienne masakry. Gdyby pokazano jak dzieci bezlitośnie potrafią pozbawiać kończyn własnych krewnych to pewnie wtedy słyszelibyśmy krzyki ludzi, żeby zrobić coś w Afryce…

PS. może się mylę. W zasadzie takie krzyki mogą coś dać, choć szczerze mówiąc nie jestem co do tego ani pewien, ani przekonany..

PS2. poza tym naprawdę fajna myśl powołania międzynarodowej misji obserwacyjnej w sprawie łamania praw człowieka w Tybecie. Przecież to jest jasne, po co w takim razie taka inicjatywa? Hmm czyżby dlatego, że cały świat się nagle obrazi na Chiny i zrobi jakieś restrykcje handlowe/polityczne? Odnośnie tego drugiego to pewnie komuszkom z Chin i tak to zwisa, a na handlowe represje to sobie świat za bardzo nie może pozwolić, bo to właściwie Chiny mają go zdominowane.

Z pewnego opisu…

/etc/init.d/JezusChrystus restart

Klik i działa ?

Dzisiaj przyszedł do mnie znajomy. Przyszedł z dwoma laptopami i kablem ethernetowym. Jeden laptop miał Vistę, drugi XPka. Chodziło o to, że nie szło stworzyć lokalnej sieci. Spędziłem jakieś 2 godziny. Wiecie co udało mi się w tym czasie zrobić ? Jedynie tyle, że kompy połączyłem bezprzewodowo, ale udostępnianie na żadnym z nich nie działało..

Co więcej, okazało się, że zajebistość Visty nie pozwala na tworzenie sieci kablowych. W XPku było coś takiego jak “stwórz sieć domową”. W Viście jest jedynie odpowiednik dla sieci bezprzewodowych… Żeby było zabawniej oba kompy po podłączeniu kabelka wykrywały siebie, z tym, że XP twierdził, że nie ma dostępu natomiast Vista ubolewała o jakiś problemach i zalecała odłączenia kabla (sic!?).

W ogóle stwierdziłem, że na chuj temu systemowi (mówię teraz o Viście) coś takiego jak “napraw problem”, kiedy to gówno pomyśli chwile i stwierdzi, że nic nie potrafi. Faktycznie, naprawdę to nic nie potrafi…

Gdyby ktoś się czepiał, próbowałem stworzyć tą sieć ze strony XPka, niestety ten z kolei miał jakieś bóle związane z sieciówką (że coś jest be). Po prostu brak mi słów.

Co ciekawe, gdy już są problemy to po prostu dupa zbita. Nie byłem w stanie ani trochę się rozeznać z tych systemowych errorów.. Mówią Linux straszny bo terminal. Ja przynajmniej wiem co go wtedy boli (zazwyczaj pokaże błędy, które łatwo można zrozumieć/wyszukać). Windows (przynajmniej Vista) jak pokaże błąd to albo się ciąć albo do serwisu od razu biegać. Ja pewnie jako ZU robiłbym to drugie nader często..

Metal bywa zabawny? cz 6

Tym razem pogujący (i nie tylko) pies do jakiegoś (bliżej mi nieznanego) utworu :)

Paulina Hojarska na miss!

Jak donosi niejaki deser (gazetowy pudelek), córka Danuty Hojarskiej Paulina będzie startowała na miss(kę). Mnie to tam rybka, ale rozwaliło mnie zdjęcie dziewczyny wstawionej w portalu deser.gazeta.pl. Nie dość, że pochodzi z portalu nasza-klasa to obcięli mega zajebiaszcze buciory. IMHO dziewczyna powinna grać razem ze Zladem ;>

Obejrzane – Rambo: First Blood part I/II

Czasami miewam takie przebłyski, że najpierw oglądam ostatnią część jakiejś serii filmów, po czym dopiero cofam się i oglądam po kolei od początku tą serię. Podobnie jest z filmem Rambo. Już obejrzałem najnowszą część “John Rambo“, a w ostatnim tygodniu na ogień poszedł “Rambo First Blood I/II”.

First Blood part I

Muszę przyznać, że dość pokręcona była pierwsza część. John Rambo, weteran wojny w Wietnamie, szwenda się po USA i nie wie co zrobić. Wszyscy jego przyjaciele zginęli itd.. W końcu trafia do miasteczka, w którym pewien zakichany policjant nie okazuje Johnowi należytego szacunku (no bo poza tym to w zasadzie koleś ma się za lokalnego boga, ale to szczegół), źle dla niego. Rambo na posterunku nieźle obrywa i już ma być zamknięty w celi. Nagle dostaje przebłysku z Wietnamu i po prostu ucieka (oczywiście robiąc mały chaos).

Sceny niczym z jakiegoś filmu s-f. Rambo nie chce się dać zamknąć w celi, ucieka i w okolicznych lasach skutecznie obezwładnia wszystkich policjantów próbujących go odnaleźć. Co ciekawe, ginie tylko jedna osoba. Do rangi absurdu doszła rozpierducha w mieście jaką urządził główny bohater. Przyznam, że to mnie wyjątkowo ubawiło.


First Blood part II

Rambo, w zamian za wolność, ma zrobić rekonesans w jakiejś dżungli i odnaleźć (o ile tam są) weteranów wojennych, którzy walczyli w Wietnamie. Tutaj ginie zdecydowanie więcej osób. Pomijając same fakty mordów, rzezi, itd najciekawsze jest to, że Rambo ma tutaj kobietę, którą nawet pocałował (!). Normalnie już w mojej wyobraźni zrodził się cały wątek miłosny, który został po paru minutach brutalnie przerwany. Po prostu żółte chamy bez wyczucia sytuacji rozstrzelały kobitę i tyle ;-)

Pomimo tego, że cała akcja w wielu momentach wydaje się nierealna oba filmy oglądało się naprawdę dobrze. Akcja fajna, do efektów specjalnych nie mam zastrzeżeń (przykładowo w ostatniej części niektóre efekty były totalnie spaprane), było też parę momentów, które po prostu mnie rozbawiły. Osobiście polecam :)

90%

Czyli tylu polaków ponoć wierzy w Boga. Jak zwykle na złym wykopie znajdzie się czasami coś ciekawego. Tym razem taka ogólnoświatowa sonda z pytaniem “czy wierzysz w boga?”. Póki co z naszego kraju odpowiedziało nieco ponad 1300 osób, ale ta wiara ledwie wygrywa z nie-wiarą. Nie jest pewnie wiarygodny wynik, no ale ta sonda się jeszcze nie skończyła – każdy może oddać swój głos.

Strona “projektu” – http://www.yesnogod.com/

Czy wyrażasz zgodę na wysłanie Tobie spamu ?

Dzisiaj dostałem dziwnego maila (wszelkie linki i nazwy zamienię), normalnie padłem.

Szanowni Państwo,

Zgodnie z prawem obowiązującym w naszym kraju proszę o zgodę na przesłanie oferty serwisu turystycznego hiper-mega-seks-na-wsi.com.

Jeśli są Państwo zainteresowani ofertą proszę odpisać na tego maila lub wejść na stronę:

http://www.prosze-dowal-mi-jeszcze-tez-na-wsi.agro.pl

Pozdrawiam
Żul Biadosz

I ja mogę być emo!

emo #1

emo #2

Zdjęcia robione komórką, także wybaczcie jakość. ;-)