Archive | May, 2008

Stand up, speak up

Tak sobie pomyślałem, że to już dwa lata jak noszę na sobie opaskę ‘Stand Up Speak Up‘. Opaska ta stała się częścią mnie, o dziwo jeszcze nie przyrosła… W ciągu tych dwóch lat zdejmowałem ją tylko kilka razy, na kilka godzin.

W sumie to nie wiem co mnie skłoniło do napisania tej notki. Może fakt, że zdziwiony jestem tym, że przez tak długi okres ‘manifestuję’ jakieś swoje przekonanie. W zasadzie poza tą opaską to w żaden sposób nie demonstruję/demonstrowałem innych swoich przekonań/racji..

Big Buck Bunny

Inaczej – Peach Project. Projekt mający na celu stworzenie filmu za pomocą Blendera. Film już można pobrać. Po jego obejrzeniu mam jednak dwie zasadnicze uwagi.

  • fabuła w sumie cienka
  • graficzna realizacja również bez rewelacji

Spodziewałem się czegoś lepszego. Owszem grafika jest ładna, zadbano o szczegóły itd, ale zapomniano o tym, żeby olśnić jakimkolwiek efektem. Niestety nie jestem przekonany co do możliwości Blendera (jako zwykły śmiertelnik), a ten film miał je niby przedstawić.

Wydaje mi się, że ciekawsze efekty prezentował projekt Elephants Dream. Niestety fabuła była na równie słabym poziomie..

Miastowy jakiś taki..

Powoli zaczyna wchodzić we mnie straszna kreatura. Jest nią mianowicie ‘miastowy’. Po czym to poznaję? Przede wszystkim po ignorancji wobec wszystkich osób, które mijam. Patrzę beznamiętnie na tych wszystkich żebraków, na ich totalnie beznadziejny stan. Ignoruję większość osób, które swym wyglądem są tak powtarzalne.

Mam ich wszystkich po prostu gdzieś dopóki nie są ze mną w żaden sposób powiązane.. Cholera, jaka hipokryzja we mnie wstąpiła. Naprawdę zaczynam być jakiś taki miastowy.. Dawniej to jakoś bardziej mnie obchodziło. Nie byłem tak wybiórczy jeśli chodzi o zainteresowanie innymi osobami. Może to życie w mieście sprawia, że tacy się stajemy.

Inni zachowują się podobnie. Omijają beznamiętnie tych, którzy są w potrzebie. Nie interesują się tym, gdy jakiś facet obok szarpie swoją żonę i wyzywa ją na cały głos od kurew. Młode bachory gdy widzą wolne miejsce w autobusie/tramwaju pchają się do niego, żeby jak najszybciej zająć. Gdy widzą, że ktoś starszy stoi obok nich to zlewają tą osobę z tłem, tak jakby nie istniała.. Podobnych przykładów jest więcej. Ta panująca ignorancja w mieście jest po prostu straszna, nie chcę, żeby i mnie doszczętnie pochłonęła..

Satan, Lend Me a Dollar

… czyli milutka psychodela na akordeonie :)

Z cyklu narzekań – Dzień wolny

Jakoś tak pierwszy raz mam w środku tygodnia dzień wolny. Cały dzień nic do nierobienia i… nie spodobało mi się ;/ Będąc w mieście (a musiałem zostać, bo jutro do pracy) nie miałem właściwie nic do robienia. Praktycznie cały dzień zmarnowany, poza krótkim wypadem na miasto w celu spotkania się z dziewczyną (szkoda, że tylko chwilkę).

Chyba zaczynam się przyzwyczajać do pracy. Wtedy też siedzę przed komputerem, ale wiem, że coś tam robię. W wolnym czasie natomiast nie znajduję motywacji na konkrety i zaczynam się najzwyczajniej nudzić…

Ech, tęsknię troszkę za życiem na wsi. Tam przynajmniej byłoby gdzie pójść, pojechać rowerkiem, z psem się gonić itd.. A w mieście? Przyszła mi myśl o basenie, szkoda tylko, że trochę za późno.

Szybka myśl

Nie ma to jak aparycja ekspedientki sprawiająca, że cięcie się tworzy wspaniałe perspektywy na dalsze życie..

myśl wyniesiona z marketu Carrefour.

‘Seamless mode’+Openbox, czyli Windowsowo-Linuksowy hybrydowy desktop

Wczoraj stwierdziłem, że spróbuję sobie na wirtualnej maszynie odpalić Windowsa. W zasadzie chciałem sprawdzić jak mój laptop sobie poradzi z tym zadaniem. Do tego celu posłużyłem się programem VirtualBox, z którego korzystałem już wcześniej.

Po doinstalowaniu “Guest Additions” dostałem nową opcję do okienka z wirtualnym komputerem. Było to mianowicie “Seamless mode” – opcja, która sprawia, że wirtualny system niejako “integruje” się z desktopem. Efekt dość ciekawy, chociaż pod moim KDE wygląda to mało “uadnie” :) .

Zadowalający efekt przyniosło połączenie tego trybu w menadżerze Openbox, który standardowo nie posiada swojego własnego taskbara.

Takie połączenie (screen1, screen2) może przynieść całkiem dobre rezultaty. Całość zależy oczywiście od tego do czego nam taki Windows jest potrzebny. Mnie osobiście może się przydać choćby do tego, żeby sprawdzić czy strony, które robię działają prawidłowo pod IE. Nie ma co się oszukiwać, IEs4Linux nie spełnia moich oczekiwań. Emulowany IE6 nie działa tak samo jak oryginał odpalony pod Windowsem.

Niestety wadą, a właściwie rzeczą oczywistą i mało możliwą do naprawienia, jest to, że aplikacje odpalone na Linuksie nie pokażą się w taskbarze Windowsa :)

Nie ma to jak rozmowy z miejski menelem

Stoję sobie na przystanku tramwajowym i czekam. Mam jeszcze parę minut na ten tramwaj i zaczynam się nudzić, aż tu nagle znikąd przychodzi podpity pan. Słowo podpity to tak naprawdę spora nieprawda i właściwym określeniem powinno być “zalany”, ale wyszło na to, że był (w sumie nadal jest, bo ledwo co przyjechałem) “podpity”.

Ludzie po alkoholu dzielą się na dwa typy – rozmownych i tych “czego to oni nie potrafią i kogo nie zajebią”. Ten pan w zasadzie należał do grupy trzeciej, czyli tzw “złoty środek”. Chętnie porozmawiał, ale też chętnie się chwalił czego to nie dokonał. Z jego dość pokrętnej mowy wyłapałem jedynie tyle, że sam pochował brata, a teraz chyba idzie komuś zaj… uderzyć.

Dalszego dialogu niestety nie słuchałem, ponieważ (co dziwne) jako trzeźwej osobie, szybko urwał mi się wątek. Tak więc stałem sobie i słuchałem wywodów pana z małym uśmieszkiem. Koleś okazał się na tyle uprzejmy, że chciał się nawet podzielić ze mną swoim wytrawnym napojem marki “wiśnia”. Niestety nie chciałem mu odbierać jedynego posiłku, no a poza tym wizja picia z jednej butelki wcale mi się nie spodobała…

Mija parę minut a pan ciągle mówi. Nadal chyba o tym, że zaraz komuś skopie tyłek czy coś. Aż nagle przerywa, wskazuje jakiegoś faceta obok i mówi “Ty, mam go rozebrać i zgwałcić?” …

PS. nieźle się rozpisałem. W zasadzie to chciałem jedynie wstawić ten powyższy cytat :)

Mhrok i takie tam

Po raz pierwszy od paru ładnych lat (o ile nie pierwszy raz w ogóle) mam na sobie białe skarpetki. Coś mi się wydaje, że to chyba nie jest to samo co czarne skarpety

Retards…

Ile można wytrzymać z ludźmi, którzy w lodówce zostawiają puste opakowania po rzeczach, które tam wcześniej leżały..?