Nie ma to jak rozmowy z miejski menelem

Stoję sobie na przystanku tramwajowym i czekam. Mam jeszcze parę minut na ten tramwaj i zaczynam się nudzić, aż tu nagle znikąd przychodzi podpity pan. Słowo podpity to tak naprawdę spora nieprawda i właściwym określeniem powinno być “zalany”, ale wyszło na to, że był (w sumie nadal jest, bo ledwo co przyjechałem) “podpity”.

Ludzie po alkoholu dzielą się na dwa typy – rozmownych i tych “czego to oni nie potrafią i kogo nie zajebią”. Ten pan w zasadzie należał do grupy trzeciej, czyli tzw “złoty środek”. Chętnie porozmawiał, ale też chętnie się chwalił czego to nie dokonał. Z jego dość pokrętnej mowy wyłapałem jedynie tyle, że sam pochował brata, a teraz chyba idzie komuś zaj… uderzyć.

Dalszego dialogu niestety nie słuchałem, ponieważ (co dziwne) jako trzeźwej osobie, szybko urwał mi się wątek. Tak więc stałem sobie i słuchałem wywodów pana z małym uśmieszkiem. Koleś okazał się na tyle uprzejmy, że chciał się nawet podzielić ze mną swoim wytrawnym napojem marki “wiśnia”. Niestety nie chciałem mu odbierać jedynego posiłku, no a poza tym wizja picia z jednej butelki wcale mi się nie spodobała…

Mija parę minut a pan ciągle mówi. Nadal chyba o tym, że zaraz komuś skopie tyłek czy coś. Aż nagle przerywa, wskazuje jakiegoś faceta obok i mówi “Ty, mam go rozebrać i zgwałcić?” …

PS. nieźle się rozpisałem. W zasadzie to chciałem jedynie wstawić ten powyższy cytat :)

4 Responses to “Nie ma to jak rozmowy z miejski menelem”

  1. cała-w-trawie May 8, 2008 at 9:58 pm #

    jednak jak już zacznie się z takim rozmowę to można czuć się bezpiecznie, wtedy taki osobnik traktuje nas, jak swojego. ;-)

  2. radmen May 8, 2008 at 9:58 pm #

    Ano. Wszyscy uciekali, ja w zasadzie też chciałem. Jednak gdy był już dość blisko mnie to sobie odpuściłem :)

  3. Arietta May 8, 2008 at 9:58 pm #

    Myślisz, że tylko ‘wisienkę’ miał w sobie?:)

  4. radmen May 8, 2008 at 9:58 pm #

    Arietta: pewnie nie, bo w siatce miał puste specjale :)