Miastowy jakiś taki..

Powoli zaczyna wchodzić we mnie straszna kreatura. Jest nią mianowicie ‘miastowy’. Po czym to poznaję? Przede wszystkim po ignorancji wobec wszystkich osób, które mijam. Patrzę beznamiętnie na tych wszystkich żebraków, na ich totalnie beznadziejny stan. Ignoruję większość osób, które swym wyglądem są tak powtarzalne.

Mam ich wszystkich po prostu gdzieś dopóki nie są ze mną w żaden sposób powiązane.. Cholera, jaka hipokryzja we mnie wstąpiła. Naprawdę zaczynam być jakiś taki miastowy.. Dawniej to jakoś bardziej mnie obchodziło. Nie byłem tak wybiórczy jeśli chodzi o zainteresowanie innymi osobami. Może to życie w mieście sprawia, że tacy się stajemy.

Inni zachowują się podobnie. Omijają beznamiętnie tych, którzy są w potrzebie. Nie interesują się tym, gdy jakiś facet obok szarpie swoją żonę i wyzywa ją na cały głos od kurew. Młode bachory gdy widzą wolne miejsce w autobusie/tramwaju pchają się do niego, żeby jak najszybciej zająć. Gdy widzą, że ktoś starszy stoi obok nich to zlewają tą osobę z tłem, tak jakby nie istniała.. Podobnych przykładów jest więcej. Ta panująca ignorancja w mieście jest po prostu straszna, nie chcę, żeby i mnie doszczętnie pochłonęła..

8 Responses to “Miastowy jakiś taki..”

  1. Livio May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Wyjdę na dzieciucha, ale często się zdarza, że starsi domagają się miejsca na 2 przystanki, a młodsi jeżdżą załóżmy 18 (tyle było chyba z Ostrobramskiej gdzie na Bemowo).

    Fakt, że można ustąpić i usiąść, ale o tym się zapomina przez ilość przystanków.

    Odnośnie żebraków: w moim mieście jacyś niekoniecznie-biali-ani-czarni ludzie grupkami przemieszczają się z przedmieścia do śródmieścia, a za wyżebrane pieniądze kupują chipsy w Biedronce. Po skończonym żebraniu niektórzy wracają dokądś luksusowymi wozami.

  2. lsr May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Sam mógłbym napisać identyczną notkę. Jakbym czytał o samym sobie.

  3. radmen May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Livio: o takich żebrakach też słyszałem. Pomijając ich można dodać bezdomnych, którzy w ogóle nie żebrzą, a są jakby powietrze. Z tymi przystankami to sam nie wiem. Nie raz i nie dwa zdażało mi się, że musiałem stać jadąc przez xx przystanków i w sumie nie zapominałem jakoś o tym, że mógłbym ustąpić miejsca ;]

  4. Livio May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Bo z bezdomnymi też ciekawie bywa. Chce pieniędzy – dasz mu cokolwiek do jedzenia, to odmówi. W przypadku takich osobinków wiadomo już kim są – alkoholikami…

    Prościej ich nie zauważać.

  5. radmen May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Ja z zasady takim ludziom nie daję pieniędzy. Nie zmienia to jednak faktu, że nie można nie zauważać tego w jakich warunkach muszą żyć

  6. Livio May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Czy muszą? Masa takiego narodu na własne życzenie się stacza. Czy ktoś zmusza go do picia? (Zobacz ostatni wpis u lemiela)

    Inni wyrzuceni przez własne rodziny z domu, kolejni mogli uciec albo z domu, albo nawet z kraju…

    Polska nie jest państwem opiekuńczym. Tutaj trzeba sobie radzić samemu. Jak ktoś nie podoła – skończy na ulicy. Niestety.

  7. radmen May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Taa teoretycznie nie muszą. Ja jednak nie życzyłbym nikomu, żeby trafił na taką sytuację. Tym bardziej, że nie każdy z tych bezdomnych jest nim na własne życzenie. Co innego, że nie chcą korzystać ze schronisk, ale pomijając to możliwości socjalne na jakieś wybicie są po prostu znikome. IMHO dla nich nie ma za dużych perspektyw na dalsze życie.

  8. sl3dziu May 29, 2008 at 10:34 pm #

    Ja się nie dziwię że już nie zauważam żebraków. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się że ktoś wyłudził ode mnie pieniążki (tzw. ‘ludzie w potrzebie’ w stylu ‘portfel mi ukradli, jak ja do domu wrócę? nie mam na bilet’), a potem widziałem jak facet szedł do sklepu i za MOJE pieniążki kupował fajki. Czyste skurwysyństwo.

    A o żebrakach to jest oddzielna historia, bo tych faktycznie żebrzących z musu jest znikomy procent. Reszta to najzwyklejsi alkoholicy, albo oszuści. Aż mi się rzygać chce jak widzę klęczącą przed supermarketem babcie, co ma okularki przeciwsłoneczne na oczach (bo słoneczko świeci), stołeczek pod dupskiem i laminowaną kartkę wydrukowaną na komputerze: ‘nie mam co jeść’.

    Najzabawniejsza była sytuacja jak jeździłem na zajęcia pociągiem (40 km) z cyganami, którzy na biletach miesięcznych przyjeżdżali do mnie do miasta na żebry..