Spełniając wszystkich oczekiwania

Niestety temat, o którym nie chcę mówić powrócił. Mowa o moich nieszczęsnych studiach, o których to nie chcę rozmawiać z własną rodziną. Niestety po raz kolejny czuję się porównywany do własnego rodzeństwa i stawiany do wyścigu szczurów, w którym nie chcę uczestniczyć. Od początku wiedziałem, że wrócę na studia (po tym jak zrezygnowałem), ale nie byłem do końca pewien gdzie. Oczywiście opcją była moja znienawidzona PG, ale tym razem w trybie zaocznym (nie chcę rezygnować z dotychczasowej pracy). Ok, plan był, możliwości finansowe jako tako też. Znałem przedział cenowy za semestr, okazało się, że źle go znałem. O cenach mówił mi znajomy, który aktualnie siedzi na którymś roku zaocznych studiów na PG. Okazało się, że do jego kwoty muszę dodać ~400zł, także już za dużo jak dla mnie.

Mogłem pokazać panom z PG środkowy palec, ale tego nie zrobię. Okazuje się, że moja rodzinka, tak chce mnie wspomóc, że jedyną opcją jest politechnika, bo inne uczelnie nie. Plus taki, że finansowo mnie wspomogą. Minus taki, że znowu jestem pod kloszem, a moje zdanie specjalnie się nie liczy. Chyba mam być spełnieniem oczekiwań rodziców, oraz godnym naśladowcą własnego rodzeństwa. Niestety problem jest taki, że nikt z nich nie chce zrozumieć, że moja chęć do kontynuowania nauki skończyła się wraz z rezygnacją ze studiów. Może to przez lenistwo, ale i tak jestem zdania, że to co się na nich nauczę nie przyda w tym co będę chciał robić.

Jest jeden problem – papier, który ponoć zapewni mi dobrobyt, szczęście i masę innych bajeranckich rzeczy (w tym stadko pięknych kobiet). Jakoś nie jestem przekonany do jego znaczenia. Tym bardziej, że uczelnie do zawodu słabo przygotowują (ostatnio masa artykułów w lokalnym Metrze na ten temat).

Trochę zbaczając z tematu jest jeszcze jedna rzecz, która odrzuca mnie jako studenta od państwowych uczelni. Jest nim przede wszystkim sposób w jaki traktuje się ludzi. To ja muszę płacić tym wapniakom z mojej pensji, a oni nie potrafią się nawet dostosować do prostych wymogów osób które pracują. Pan wielki pełnomocnik do studiów zaocznych przyjmuje tylko w jeden dzień tygodnia, dodatkowo przez godzinę i w godzinach pracy. To nic, że w kolejce czekałem dobre 40minut, gdy pan nagle zwołuje grupę innych studentów, żeby pozaliczali jakieś programy. Później z łaski swej podchodzi do kolejki i pyta się w jakiej sprawie.. Moja sprawa ograniczyła się do złożenia jednego podpisu ze strony tego pana i komentarza w stylu ‘niech pan się lepiej więcej nie przenosi’. Że co kurwa ? Co go to obchodzi, przecież kolo jedynie dał podpis to wszystko. Rozumiem gdyby musiał poświęcić godzinę na mój przypadek, ale zgadnijcie co? Tak nie było! Przeczytał moje podanie, obejrzał indeks dał podpis i tyle. Też mi kurna wysiłek. Naprawdę jestem rozgoryczony tym jak się traktuje ludzi w państwowych uczelniach. Dlatego właśnie skłaniałem na uczelnie prywatne, gdzie owe traktowanie jest pewnie lepsze. Póki co zostanę na tej PG. Najwyżej pójdę sobie w pizdu, pewnie i tak nikt się tym faktem nie przejmie.

Dobra, ponarzekałem, minęło mi. Czasami człowiek musi się wygadać. Wiem, że to co napisałem może wydawać się irracjonalne, ale tak się właśnie czuję. Czuję się totalnie zagubiony, praktycznie bez własnego ‘ja’, natomiast pełen ‘ja’ innych osób, które sporo oczekują ode mnie.