Ciągnąc swą egzystencję

Mam wrażenie, że już o tym kiedyś pisałem. Jeśli tak to wybaczcie, mam tendencje do powtarzania się.

Mówi się (albo tak mi się wydaje), że każdy ma jakąś tam pasję, dla której się oddaje. Dreski alkohole, metale emo itd. Niestety ostatnio zauważyłem coś dziwnego. Otóż pomimo moich jakiś-tam zainteresowań nie mam czegoś co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Jakoś nie potrafię odnaleźć rzeczy, dla której chętnie poświęcę swój czas i wysiłek..

Patrząc na moją kobietę widzę, że spełnia swoje marzenia, zainteresowania. Robi to co lubi, stara się jakoś to rozwijać. Moja serdeczna przyjaciółka również dąży do tego co lubi. Stara spełniać się do tego stopnia, że praktycznie poświęca na ten cel swoje życie osobiste. Wprawdzie w tym drugim wypadku nie podzielam zdania, że warto aż tak bardzo się poświęcić, lecz mimo wszystko podziwiam te osoby, że robią to co lubią.

Jak już pisałem u siebie jakoś nie mogę takich pasji znaleźć. Dawne zainteresowania jakoś teraz straciły na znaczeniu. A tak naprawdę nie mogę znaleźć nic innego na ich miejsce. Czuję się tak jakbym ciągnął siebie samego z dnia na kolejny dzień tylko po to, żeby wykonać podstawowe czynności podyktowane przez naturę.

Co ciekawe zastanawiając się nad tym wszystkim przyszła mi do głowy jedna myśl. Niektórzy są stworzeni do oddawania się dla pasji, a ja może po prostu chcę poświęcić się dla ludzi (tj. moich znajomych, krewnych etc), a w przyszłości dla swoich dzieci..?

2 Responses to “Ciągnąc swą egzystencję”

  1. aliceq November 14, 2008 at 9:45 pm #

    a może właśnie tak jest? Też tak miałam, marudziłam że nie mam pasji w którą wejdę po uszy, bo w kompy aż tak nie wchodzę jakbym chciała. Marudziłam że nie mam talentu.. Ale później odkryłam, że moją pasją są zwierzaki opieka i pomoc im niesiona, a nie coś przedmiotowego.
    Ku zdziwieniu wszystkich zdawałam na weterynarię, wedle własnych przekonań, by mieć pracę zgodną z pasją.. Sama nie wiem czemu po porażce poszłam na ratownictwo, z którego już zrezygnowałam.

    Jednak wracając do tematu – tak jak Twoja znajoma, ja jestem dziwakiem dla dużej ilości osób. Bo wolę spędzić piątek wieczór w towarzystwie moich dwóch chłopaków :)
    1. Rupperta – niepełnosprawnej fretki po urazie kręgosłupa
    2. Erwina – fretki-znajdy z którym żyję od 5lat.

    I jest dobrze – czuję się spełniona.

  2. radmen November 14, 2008 at 9:45 pm #

    Pewnie masz rację. Jednak póki co czuję się tak jakoś pusty, siedzać samemu w mieszkaniu i nie wiedząc co mogę zrobić ze sobą ..