Umowa spisana

Stało się. Po miesięcznym, dość dramatycznym na finiszu, poszukiwaniu mieszkania znaleźliśmy właściwe i spisaliśmy wiążącą umowę. Było ciężko. Samemu znaleźć pokój jest ciężko, bo najczęściej to studentek szukają. Później skład się powiększył o kolejną osobę, która niestety po jakimś czasie się wykruszyła. Do naszej dwójki doszła kolejna dwójka znajomych i tak naprawdę razem z nimi (czyli we troje) będziemy wynajmować mieszkanie niedaleko centrum Sopotu.

Ogromnym błędem było, że postanowiłem szukać tego mieszkania tak późno. Okazuje się, że jeśli samemu się szuka to jest zdecydowanie gorzej niż z kimś. Niestety straciłem sporo czasu na oczekiwaniu na odpowiedź pewnego jegomościa (znajomego znajomego), z którym miałbym wziąć mieszkanie. Niby od początku wszystko było ok, aż nagle stwierdził, że weźmie kogoś innego do mieszkania i cześć pieśni.

W ten oto sposób dobiega mój 4-miesięczny pobyt w mieszkaniu znajomego rodziców w Oliwie. Jak już pisałem na dłuższą metę strasznie zaczęła mi wadzić dziwna przypadłość właściciela, jednakże to nie było takie straszne. Największym problemem byli sąsiedzi.

Przez ostatnie 2 miesiące to po prostu przeżywałem dramat. Co chwila na górze słyszeć jak ktoś łazi w butach słonia. Do tego dresiarska muza na maksa. Co ciekawe to nie było aż takie złe.

Sąsiedzi z góry bawili się w przedziwne gierki ze swoim psem (psami?). Niejednokrotnie słyszałem dźwięki, które sprawiały wrażenie, że psa szczuto na kogoś, a potem robiono mu (temu psu) manto za to co zrobił. Zdarzało się, że zwierzak piszczał tak jakby ktoś się nad nim znęcał. Czasami feralni właściciele (pewnie przez księżyc) wyli (!) razem z własnym psem tworząc chórek zoofil-down i pies-nieborak.

Na klatce schodowej zdarzyły się nieprzyjemne incydenty, w których również był zamieszany jakiś pies (chociaż podejrzewam, że to sam sąsiad zoofil-down mógł być sprawcą) – pokaźny zapachem kawałek kału pochodzenia, prawdopodobnie, zwierzęcego (czyli wspomnianego psa). Oczywiście właściciel nie czuł się odpowiedzialny za sprzątnięcie kupy, toteż można było przez dzień, dwa delektować się zapachem gówna na klatce schodowej.

Przez okres mojego pobytu w tym mieszkaniu tak naprawdę jedna rzecz byłą pozytywna. Na początku nie miałem dostępu do Internetu. Trwało to jakieś 2 miesiące i muszę przyznać, że dobrze mi to zrobiło. Wcześniej byłem przekonany, że za bardzo bez neta nie da się wytrzymać, a mylne to stwierdzenie było. Przez te dwa miesiące uświadomiłem sobie, że to co muszę załatwię w pracy, a w mieszkaniu już nie jest mi potrzebny dostęp do Internetu. Teraz też jakoś nie czuję tej potrzeby buszowania, dla samego buszowania po necie.

Od 1 wprowadzam się do nowego mieszkania. Niestety trzeba będzie zadbać o jego umeblowanie (poza kuchnią i łazienką reszta wypada blado), czyli zainwestować trochę kasy. Poważną wadą jest to, że moje spotkania z ukochaną kobietą będą poważnie ograniczone. Będąc w Oliwie wystarczyło, że przeszedłem przez jedną ulicę i już u niej byłem. Teraz żeby dokonać podobnego wyczynu będzie trzeba nieźle się namęczyć..

3 Responses to “Umowa spisana”

  1. blog radmena December 22, 2008 at 11:13 pm #

    W poszukiwaniu mieszkania

    Jak już wspomniałem mam to za sobą. Poza tym co napisałem chcę zapisać szereg nie uporządkowanych myśli jakie nasuwały mi się podczas tej całej zabawy.

    trzeba działać szybko, dzwonić do ludzi i umawiać się na oglądanie mieszkania n[...]

  2. unnami December 22, 2008 at 11:13 pm #

    a nie mogłeś zamieszkać z nią? :P ja mieszkam ;D juz trzy miesiące i jeszcze się nie pozabijaliśmy ^^

  3. radmen December 22, 2008 at 11:13 pm #

    Nie mogłem. Niestety są bariery, których na chwilę obecną nie możemy obejść.