Moje podsumowanie roku 2008

W końcu udało mi się znaleźć odpowiednią chwilę na napisanie tego podsumowania. Powodów jest kilka. Pierwszy i najważniejszy to fakt, że właśnie otrzymałem z serwisu swojego laptopa i nareszcie mam fizyczną możliwość napisania tej notki. Zazwyczaj to pisałem krótkie notki z biura, albo od znajomych, ale jak można się domyślić z tego powodu ciężko było napisać coś dłuższego.


Ogólnie, wg miesięcy

Styczeń

Styczeń rozpoczął się dla mnie pierwszą sesją, która okazała się kompletną porażką. Była to porażka ze względu na mój stan, oraz myśli jakie wtedy przechodziły przez moją głowę. Studia dzienne połączone z sesją, zakończyły się tragicznie, wraz z końcówką rodem z filmów emo. Mój stan psychiczny był fatalny co spowodowało stany depresyjne.

Luty

Sądząc po notkach z lutego niewiele ciekawych rzeczy się działo. Poza drobną frustracją związaną z kolejną walką z WiFi nie było nic ciekawszego. Nachodziły mnie refleksje, że wszystko zapierdziela, a czasami mam problem z nadążaniem za tym wszystkim.

Do ważniejszych rzeczy w tym miesiącu należało odkrycie całej prawdy o szatanie :)

Marzec

Już na początku miesiąca moment przełomowy – zrezygnowałem ze studiów. Lukę wolnego czasu szybko zapełniłem jako programista w firmie DeSmart, w której pracuję do dziś. Z perspektywy czasu uważam, że to był dobry wybór. Dalsze ciągnięcie na siłę studiów nie miało sensu. Nie miałem ochoty poświęcać mojego czasu na naukę, a zwłaszcza na nadrabianie zaległości i poprawki. Tak, mogę przyznać, że w tej kwestii poniosłem porażkę, którą z resztą określiłem już w ten czas mianem “epic fail”.

W marcu zaczęła się ogólnoświatowa jazda związana z Tybetem. Całość skończyła się dokładnie tak jak się tego spodziewałem – koniec Igrzysk, koniec problemu Tybetu (a żeby być konkretnym – odsunięcie go w niepamięć).

Dodam jeszcze, że do dnia dzisiejszego mam magiczny zestaw emo, który pewnego dnia zamierzam wykorzystać :) .

Kwiecień

Początek tego miesiąca rozpoczęło sławetne święto Prima Aprilis, które ogólnie ssało grubo szytymi kawałami. Jedynie dżołk, który zrobiono mi w pracy uważam za naprawdę udany tego dnia. Na następny raz postaram się nie zapomnieć o tym dniu i być czujnym w pracy :)

W tym miesiącu wzmocniłem moją naukę Python’a, która była na początku całkiem owocna. Niestety później chęci/czas minęły i póki co trzeba sporo zaczynać od nowa. Motywacja jakaś jest, bo ze wszystkich magicznych w miarę nowych języków programowania ten wydaje się zdecydowanie ciekawszy.

Maj

Zacząłem zauważać, że robię się taki jakiś miastowy pseudo leń. Życie w mieście daje się we znaki, coraz bardziej brakuje mi ciszy i wiejskiego spokoju. Jeszcze jakiś czas i na pewno wrócę do miejsca gdzie się wychowałem. Nie zamierzam być miastowym do końca mojego życia.

Czerwiec

Czerwiec jest strasznie ubogi w notki, niestety zaczyna się okres coraz rzadszego pisania, poniekąd spowodowany awarią laptopa. Do najważniejszych myśli można zaliczyć pewien cytat, oraz powolnie rosnąca fala frustracji wywołana przez serwis Nasza-Klasa i jej użyszkodników.

Lipiec

W lipcu nic ciekawego poza wyborem funduszu emerytalnego i rozterkami, które wraz z nim przyszły. Do tego można dołączyć standardowe narzekanie, oraz dalsze nauki poznawcze szatana :)

Sierpień

Poza scenką rodzajową ratowania pijaczka oraz kolejną wojną (tym razem w Gruzji) nic ciekawego.

Wrzesień

Kolejne rozterki natury filozoficzno-życiowej. Poza dziwną pustką, kolejne drobne załamania (jeśli w ogóle można to tak nazwać) związane z prostym problemem – brakiem własnego zdania w pewnych kwestiach.

Poza tym mój wielki come-back na PG. Ostatni. Jeśli coś nie wypali nie wrócę na tą uczelnię. Możliwe, że w ogóle nie pójdę na żadną. Nie ma co się teraz nad tym zastanawiać.

Z rzeczy drobnych – miłe odkrycie – “Armin van Buuren ft Sharon den Adel – In and Out of Love“.

Październik

Zamykam bloga! A tak na poważnie to ciąg dalszych moich problemów z laptopem. Szkoda, że nie zdecydowałem się go wcześniej odesłać. Właśnie w tym miesiącu zaczęła postępować powolna agonia, zakończona zgonem w grudniu.

Niestety z w/w powodu nie napisałem zbyt wiele. No dobra, w sumie to niczego nie napisałem. Jeśli jednak jesteś zainteresowany tym jak wygląda moje biurko w pracy to masz okazję.

Listopad

Odezwał się we mnie duch społeczny. Poza tym kolejne rozterki natury filozoficzno-dołująco-życiowej..

Grudzień

Miesiąc gonienia za wszystkim. To prezenty, to problemy z mieszkaniem. Wyprowadziłem się z jednego, wpakowałem się do innego. Niestety nie poszło gładko, bo zanim to mieszkanie znalazłem sporo trzeba było się nakombinować..

Muzycznie/filmowo

Muzycznie

Tutaj wszystko w jednej kupie wypiszę, bo to raczej skrawki tego co chciałbym napisać. Z odkryć muzycznych chciałbym wspomnieć o polskim zespole Hey, oraz zupełnie niepolskim After Forever. Te dwa zespoły sprawiły, że z ich powodu opadła mi na jakiś czas szczęka. Jeszcze zdarza mi się zbierać jej resztki..

Z takich kolejnych odkryć, ale niekoniecznie powalających można nadmienić zespół Czesław Śpiewa, Epica.

Nareszcie doczekałem się wydania albumów solowych członków SOADa – Scars On Broadway, oraz Elect The Dead. Obie płyty zrobiły na mnie wrażenie, jednakże czekam na kolejny album SOADa. Nie daję wiary pogłoskom, że to koniec, pewnie wrócą i pokażą, że potrafią grać zgodnie z ich stylem.

Filmowo

W tym roku objerzałem sporo przeróżnej mangi. Aż ciężko mi wymienić tytuły, bo musiałbym ponownie przekopać całego bloga. Obejrzało się też sporo nowych, ciekawych mniej lub bardziej filmów. Część warto było obejrzeć inną część nie.

W końcu udało mi się obejrzeć wszystkie trzy części Rambo, zwyczajowo zaczynając od końca.

Ogólne przemyślenia

Z perspektywy czasu patrzę nieco negatywnie na ten rok. Głównie z powodu moich wahań nastrojów, które bywały czasami strasznie przykre. Na szczęście z opresji ratowali mnie zaufani ludzie, choć i na nich udało mi się czasami przejechać.

Nie będę pisał nic o moim udanym związku ze wspaniałą kobietą z prostej przyczyny – to jeszcze nie jest koniec także nie ma czego podsumowywać :)

Sporo się rozpisałem. Równie dobrze mógłbym rzucać tylko linkami, ale chciałem do paru pozycji coś dodać od siebie. Niestety to podsumowanie mogłoby być bardziej szczegółowe, ale parę rzeczy na to nie pozwoliło:

  • brak czasu
  • problemy z laptopem
  • luki w pamięci (dlatego wspomagałem się notkami z bloga)

To tyle. Jeśli doczytałeś(-aś) do końca to GRATULUJĘ

4 Responses to “Moje podsumowanie roku 2008”

  1. maoam January 20, 2009 at 9:57 pm #

    Dziękuję.

  2. radmen January 20, 2009 at 9:57 pm #

    Ależ proszę:)

  3. moo January 20, 2009 at 9:57 pm #

    hmmm jak powiem że ciekawy wpis, to będzie komentarz-porażka? ;)
    Bo serio serio ;) przez cały dzień nie przeczytałam wpisu z równym zainteresowaniem, sama nie wiem czemu.

  4. radmen January 20, 2009 at 9:57 pm #

    Moo: żadna porażka :) Kto powiedział, że to jest śmiertelnie nudny wpis? :)