Archive | March, 2009

radmen i “publiczne wystąpienia”

Mam taką wadę. Strasznie się denerwuję kiedy mam coś powiedzieć przed sporą grupą ludzi. Dzisiaj również miałem ten problem na 3campie, kiedy chciałem zadać jakieś pytanie. Mimo, że to nie ja miałem prelekcję, pomimo tego, że nie stałem przed tymi ludźmi, w momencie kiedy zacząłem mówić do mikrofonu najzwyczajniej się zestresowałem.

Nie było w tym nic dziwnego, jednakże popełniłem szereg błędów, które sprawiły (u mnie) takie wrażenie, że i tak nie zrozumiano mojego pytania. Z takich ważniejszych to (chyba to najgorsze) – szybkie mówienie. Niestety zacząłem nawijać tak szybko, że w pewnym momencie zacząłem mówić szybciej niż przeszło mi to przez myśl. Co mam tutaj na myśli? Niestety mówiąc puszczałem potok słów, a dopiero po chwili zdawałem sobie sprawę, że sam się pomyliłem i musiałem to jakoś prostować.

Z takich kolejnych, bardziej przykrych rzeczy, to niestety muszę się przyznać do tego, że czasami brakuje mi słów. Doskonale wiedziałem jak chcę sformułować swój problem, ale z powodu braku konkretnych słów byłem zmuszony mówić na około, przez co znacznie wydłużyłem swoją wypowiedź, a to było tak naprawdę zbędne. Co ciekawe, po pewnej chwili przyszły mi do głowy te słowa, których powinienem użyć. Niemniej jednak, przed zadaniem pytania warto będzie się zastanowić czy jestem w stanie poprawnie sformułować moje pytanie. Nie chodzi tutaj o ogólną myśl. To powinien być konkret, tak aby inni również mogli zadać swoje pytanie, a nie czekać aż ja skończę.

Niestety w sporej mierze winą był mój stres. Czułem się tak jakbym w sumie po raz pierwszy mówił przed tak wielką liczbą osób, przez co po prostu się przeraziłem, że to co powiem będzie bez sensu. Będę musiał znaleźć skuteczny sposób na to jak sobie poradzić z tego typu problemem. To nie jest łatwe, ale jest wykonalne. Myślę, że będę potrafił sobie z tym poradzić.

Kolejna sprawa. Pytania zazwyczaj rodzą się w trakcie słuchania prelekcji toteż zanim je zdam postaram się dobrze je przemyśleć oraz wstępnie sformułować w swojej głowie. Dzięki temu nie będę musiał na poczekaniu próbować wytłumaczyć o co mi chodzi. Unikając zbędnych tłumaczeń będę w stanie również troszkę uporać się z własnym stresem.

Jak chciałbym temu zaradzić? Myślę, że zaradzę temu wprowadzając zasadę uczenia się w praktyce. Postaram się po prostu na takich zebraniach częściej udzielać, zadając bardziej konkretne pytania. Poza tym wydaje mi się, że dzięki temu uporam się ze stresem jeśli przyzwyczaję się do tego.

Obawiam się, że nawet moje podejście praktyczne może trochę być problematyczne. Mimo to zobaczę co z tego wyjdzie. Staram się choć troszkę wychodzić naprzeciw problemom. To będzie kolejna próba tego czy podołam zadaniu i wyjdę naprzeciw temu problemowi.

Coś co cieszy

W moim życiu nie ma jakoś zbyt wielu rzeczy (zwróć uwagę na słowo “rzeczy”, nie myl przypadkiem z “ludzie”), które sprawiają, że cieszę się jak dziecko. Przesiadywanie przed komputerem i kodzenie jest fajne, bo potrafi mnie wciągnąć. Nie oznacza to jednak, że sprawia mi ogromną frajdę.

Dla mnie prawdziwą frajdą jest najzwyczajniejsza jazda samochodem, konkretniej to jego prowadzenie. Ot, prawko mam od ponad dwóch lat, a do dzisiaj nie znudziło mi się siedzenie za kółkiem.

Nie wiem skąd to się wzięło, ale cieszę się, że mam świra na jakimś punkcie. Tym bardziej siedzę i z dziecięcą niecierpliwością czekam na chwilę, w której kupię samochód. Już nie długo..

Studia zaoczne – za co ja płacę ?

Czasami w życiu trzeba zadać sobie zajebiście ważne pytanie. Moje pytanie – za co ja płacę? Studia zaoczne wydawały się cudownym sposobem na pogodzenie pracy oraz zdobycia jakiegoś wykształcenia. Zamiast tego mam pracę i morderczy weekend, z którego wynoszę więcej bullshitu niż jakiś wartościowych rzeczy.

Ponieważ ja płacę (i to nie mało) to mam podejście do uczelni bardziej w sposób klient-sprzedawca. Jak łatwo się domyślić, to ja jestem tym klientem. A uczelnia jest tym sprzedawcą. Sprzedawca nie musiał się namęczyć, żeby mi wcisnąć swój towar. Co więcej wcisnął kit i posypał go lukrem.

Odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda w taki sposób, że ja płacę, a uczelnia udaje, że mnie uczy. Kilkugodzinne wykłady są zwyczajnie nudne. Często jest tak, że po godzinie zajęć nie wiem jak mam na imię i to wcale nie jest spowodowane moim ogólnym zmęczeniem. Zdaje się, że moje pieniądze opłacają osoby, które “poświęcają” się przychodząc w weekendy i po raz n-ty mówiąc dokładnie to samo co innym.

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale IMHO połowa z wykładowców w ogóle nie powinna prowadzić wykładów. Widać, że mają wyjebane na to, że połowa sali przestaje kontaktować. Oni po prostu nadal klepią swoje.

Owszem, co niektórzy się troszkę starają. Mam też takich wykładowców, co tłumaczą coś nawet sensownie i da się tego słuchać. Niestety oni są tylko malutką mniejszością, z resztą przedmiotów przecież też trzeba sobie poradzić. Jest to ciężkie zwłaszcza, że prowadzący nie ułatwiają nauki.

Osobiście jestem pełen podziwu dla moich zajęć z angielskiego. Serio, ja też mógłbym być takim “lektorem”. Zajęcia grupy zaawansowanej, do której należę, polegają na przetłumaczeniu na angielski listy słówek i pytaniem “czy potrzebujecie więcej czasu? ok, to poczekamy kilka minut”.

Nosz kurwa, płacę za własną naukę, to dlaczego do ciężkiej cholery jestem traktowany jak debil? Rozumiem, że mam zdecydowanie mniej czasu na przekazanie wiedzy w całości i zazwyczaj jedzie się po łebkach. Ale dlaczego w takim razie zajęcia za moje pieniądze są prowadzone w taki sposób, że nic z nich nie wynoszę ?

Tutaj nawet nie chodzi o to, że nie chcę się czegoś nauczyć. Chcę, za to płacę. Jednakże sposób prowadzenia zajęć sprawia, że mam serdecznie wyjebane na tzw. “studia”. Serio, zły nauczyciel potrafi skutecznie zabić chęć kształcenia się. To samo ma się nawet na studiach. Co więcej, odnoszę wrażenie, że moje pieniądze idą w błoto bo efektem końcowym będzie prawdopodobnie dyplom poparty szczątkową wiedzą.

Nie uczcie korzystania z Internetu przez telefon

Dzwonił do mnie tata. Chciał założyć konto na NK (tak, w końcu i on o tym usłyszał :) ). Wszystko fajnie, ale on nie ma własnej poczty, nie umie czegoś takiego obsługiwać, także jak mu konto na NK założyć ? Już pierwsza część zdania oznaczała problemy. Bite 40 minut próbowałem mu powiedzieć jak założyć konto na GMailu. Krok po kroku tłumaczyłem co ma uzupełnić i nic. Tak, mogłem zrobić to sam. Liczyłem na to, że może coś chwyci i na przyszłość będzie pamiętał.

Największy wniosek z tego eksperymentu jest taki – osoby w “podeszły” wieku widzą bardzo mały “zakres” ekranu. Gdy mówiłem tacie aby spojrzał troszkę niżej, bo tam jest obrazek to on był w stanie jedynie spojrzeć jedną linijkę niżej i nie zorientował się, że nie patrzy na obrazek, a na jakąś podpowiedź.. Poza tym tata nadal nie wie czym jest przeglądarka. Mimo, że ją włącza to strony otwiera poprzez Google’a, czyli wpisuje do szukajki ‘gazeta.pl’, ‘polityka.pl’ i w ten sposób znajduje odpowiednie strony. W tym wypadku można powiedzieć, że dla niego przeglądarka to Google.

Drogi Czytelniku, Ludwiku i Sabo – nie idźcie tą drogą! Nauczyć kogoś (zwłaszcza osobę starszą) korzystania z Internetu (czyli podstaw podstaw) przez telefon jest złem absolutnym i jest skazane na długie siedzenie z nerwowym uśmieszkiem.

Na święta wrócę do domu, to wtedy usiądziemy razem przed kompem i postaram się raz jeszcze wyjaśnić co i jak. Zdaje się, że tak będzie najłatwiej, bo będę w stanie pokazać jednoznacznie o co mi chodzi.

NK – to my tworzymy Internet! – part 2

Znalazłem dzisiaj bardzo ciekawego newsa. Otóż wraz z polską lokalizacją IE 8 będziemy mieli możliwość zobaczenia specjalnego przystosowania tejże przeglądarki do serwisów Nasza-Klasa i Allegro.

Po więcej informacji odsyłam na WP – Nasza-Klasa pomogła zaprojektować Internet Explorera

Tymczasowo na radmen.jogger.pl

Pisałem już wcześniej, że na Rootnode zamieszanie. DNSy leżą, domena leży. Dlatego póki co dostęp na bloga będzie po staremu – radmen.jogger.pl.

Mam nadzieję, że szybko się uporają z tymi serwerami, bo chciałbym aby przynajmniej moje domeny działały jak należy.

Liczba Erdősa

Właśnie dorwałem się do artykułu na Wikipedii, który strasznie poprawił mi humor :) Jeszcze zabawniejsza jest wariacja – Erdős-Bacon :D

Blog off 4 today

Niestety w serwerowni Rootnode jest małe zamieszanie, przez co do końca dnia nie za bardzo będzie można wejść na mojego bloga. Powód raczej prosty – DNSy, które mam tam wpięte.

Mógłbym tymczasowo zmienić coś w ustawieniach DNSów, albo w ustawieniach joggera po prostu wyłączyć domenę, ale tak czy siak to potrwa do jutra, także nie ma sensu.

Profanacja :(

Nie mogę wybaczyć pewnej dziewczynie za to, że w tak beznadziejny sposób zrobiła cover jednej z najlepszych piosenek Metallici – The Unforgiven.

O ile pamiętam ta piosenka miała specjalną dedykację, a pani Stefanie Heinzmann zrobiła z tego discopolowy kawałek..

Radmena na wójta!

Ma głowa sobie pomyślała, że mógłbym w przyszłości być wójtem. Ot takim co by starał się wiochę rozwinąć (bo mowa o moim Chmielnie) oraz wszystkie wiochy z gminy rozwinąć.

Do tego stworzyłbym (tudzież zatrudnił) grono ludzi, którzy pomogli by mi w tym. Poprzedni (w sumie aktualny) wójt jest strażakiem, to ja jako programista z analitycznym mi podejściem upakowałbym właściwych ludzi na właściwe miejsca. Oni by mi pomagali, a ja ludziom bym pomagał i ja byłbym szczęśliwy i wszyscy inni również by byli.

A ponieważ wizja ma czysto romantyczna jest miałbym miecz, którym ukróciłbym biurokrację, tarczę, którą osłaniałbym przed durnymi przepisami oraz mą świtę niczym rycerzy okrągłego stołu }:>