Studia zaoczne – za co ja płacę ?

Czasami w życiu trzeba zadać sobie zajebiście ważne pytanie. Moje pytanie – za co ja płacę? Studia zaoczne wydawały się cudownym sposobem na pogodzenie pracy oraz zdobycia jakiegoś wykształcenia. Zamiast tego mam pracę i morderczy weekend, z którego wynoszę więcej bullshitu niż jakiś wartościowych rzeczy.

Ponieważ ja płacę (i to nie mało) to mam podejście do uczelni bardziej w sposób klient-sprzedawca. Jak łatwo się domyślić, to ja jestem tym klientem. A uczelnia jest tym sprzedawcą. Sprzedawca nie musiał się namęczyć, żeby mi wcisnąć swój towar. Co więcej wcisnął kit i posypał go lukrem.

Odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda w taki sposób, że ja płacę, a uczelnia udaje, że mnie uczy. Kilkugodzinne wykłady są zwyczajnie nudne. Często jest tak, że po godzinie zajęć nie wiem jak mam na imię i to wcale nie jest spowodowane moim ogólnym zmęczeniem. Zdaje się, że moje pieniądze opłacają osoby, które “poświęcają” się przychodząc w weekendy i po raz n-ty mówiąc dokładnie to samo co innym.

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale IMHO połowa z wykładowców w ogóle nie powinna prowadzić wykładów. Widać, że mają wyjebane na to, że połowa sali przestaje kontaktować. Oni po prostu nadal klepią swoje.

Owszem, co niektórzy się troszkę starają. Mam też takich wykładowców, co tłumaczą coś nawet sensownie i da się tego słuchać. Niestety oni są tylko malutką mniejszością, z resztą przedmiotów przecież też trzeba sobie poradzić. Jest to ciężkie zwłaszcza, że prowadzący nie ułatwiają nauki.

Osobiście jestem pełen podziwu dla moich zajęć z angielskiego. Serio, ja też mógłbym być takim “lektorem”. Zajęcia grupy zaawansowanej, do której należę, polegają na przetłumaczeniu na angielski listy słówek i pytaniem “czy potrzebujecie więcej czasu? ok, to poczekamy kilka minut”.

Nosz kurwa, płacę za własną naukę, to dlaczego do ciężkiej cholery jestem traktowany jak debil? Rozumiem, że mam zdecydowanie mniej czasu na przekazanie wiedzy w całości i zazwyczaj jedzie się po łebkach. Ale dlaczego w takim razie zajęcia za moje pieniądze są prowadzone w taki sposób, że nic z nich nie wynoszę ?

Tutaj nawet nie chodzi o to, że nie chcę się czegoś nauczyć. Chcę, za to płacę. Jednakże sposób prowadzenia zajęć sprawia, że mam serdecznie wyjebane na tzw. “studia”. Serio, zły nauczyciel potrafi skutecznie zabić chęć kształcenia się. To samo ma się nawet na studiach. Co więcej, odnoszę wrażenie, że moje pieniądze idą w błoto bo efektem końcowym będzie prawdopodobnie dyplom poparty szczątkową wiedzą.

21 Responses to “Studia zaoczne – za co ja płacę ?”

  1. Luken March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Ogólnie mówiąc, studia są po to, żeby zaliczyć je i mieć tytuł. A to co będziesz robił/robisz to inna sprawa. Trzeba się samemu dokształcać.

  2. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    To w takim razie do czgo ten papier, skoro niczego za sobą nie niesie ?

  3. Luken March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Wiesz, jak rozmawia się z prezesem innej firmy i koleś widzi, że rozmawia z inżynierem/magistrem, to rozmowa od razu inaczej wygląda. Poza tym jest to potwierdzenie twoich umiejętności w jakimś tam zakresie. I tak doświadczenie jest najważniejsze. Dobrze jest mieć na wizytówce mgr/inż. ;)

  4. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Tak, tylko, że ja de facto chciałbym się czegoś nauczyć. Jeśli studia za które płacę polegają na kuciu w domu, bo zajęcia to zapełniacz czasu to nie jest to warte.

  5. Luken March 28, 2009 at 8:11 pm #

    No to po co jesteś na zaocznych?

    Wg, mnie studiowanie wygląda tak. Po co się uczysz? Po to, żeby zarabiać grubą kasiorę. Tylko co jeśli już zarabiasz grubą kasiorę? Idziesz na zaoczne. A w tyg. rozwijasz firmę. Proste i logiczne chyba. ;)

  6. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Mam pracę, nie trzepię zajebistej kasy, ale nie zrezgynuję z konkretów na rzecz studiów. Chciałbym się w jakiś sposób rozwinąć, nie widzę takiej możliwości w studiowaniu. Po pół roku mojej pracy stwierdziłem, że nauczyłem się o wiele więcej niż podczas całego semestru.

  7. Luken March 28, 2009 at 8:11 pm #

    „Po pół roku mojej pracy stwierdziłem, że nauczyłem się o wiele więcej niż podczas całego semestru.”

    Właściwie odpowiedziałeś sobie sam.

  8. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Ta, wiem o tym. Niestety takie czasy, że to niby potrzebne. Muszę się zastanowić nad tym, czy nie zmienić kierunku na co zupełnie nietechnicznego. Jak na mój gust, więcej zyskam, niż stracę :)

  9. Slavo March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Skoro tak sprawa wygląda, to nie lepiej jakieś profesjonalne szkolenia wykupić zamiast tych studiów?

  10. tao March 28, 2009 at 8:11 pm #

    tak tylko w tym kraju liczy sie papier i co czy przed nazwiskiem masz mgr/inz. Ja mam dokladnie to samo u siebie. Fakt mam moze ze 4 wykladowcow ktorzy ucza na innych uczelniach i staraja sie przelac ta wiedze w przyjemny sposob, ale 3/4 to przychodza dorobic i tyle, najlepsi sa tacy ktorzy pracuja a wykladnie w szkole traktuja jako hobby naprawde zajecia prowadza jak dla mnie ekstra i mozna z nich cos wyniesc. Coz ja tez wiecej ucze sie w pracy niz przez np rok studiow… ;/

  11. Luken March 28, 2009 at 8:11 pm #

    To teraz należało by się spytać kogoś kto uczęszcza na dzienne.

  12. Slavo March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Wszystko chyba zależy od tego, kto jak sobie planuje przyszłość. Czy praca na kogoś (zazwyczaj papier ważny) czy na siebie (nieważny). Zresztą, papier to nie jest przecież jedyny i uniwersalny powód.

  13. Radek March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Zmień uczelnię.

  14. MacieQ March 28, 2009 at 8:11 pm #

    dlatego np. Ja zmieniałem już 3 razy uczelnie. jestem na czwartej i widzę, że wszędzie tak samo więc postanowiłem ja skończyć dla inż. Tylko i wyłącznie bo jak każda uczy nic.
    Na wykłady nie ma sensu chodzić, a ćwiczenia, zdarza się, że zaliczam przy pierwszym tzn. ostatnim spotkaniu :D byle do końca.

  15. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Radek: niewykluczone, że tak zrobię. Odbębnię tylko ten rok i będę nad tym myślał. Luken: studiowałem wcześniej na dziennych. Przyznam się, że oblałem i wtedy poszedłem do pracy – już nie chcę wracać na dzienne :) Faktycznie hobbyści wydają się być najlepsi. Mam takiego faceta od algebry, właśnie w ten sposób prowadzi zajęcia, że często przedstawia różne niełanse. Małe a cieszy :)

  16. Tomek Buszewski March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Hej hej, połowa wykładowców na dziennych, przynajmniej u mnie, zlewa kompletnie, czy ktoś słucha. Na fizykę przychodziło 4 osoby, a facet klepał jak szalony. Co gorsza, klepał sam do siebie, nie usłyszałeś nawet jak chciałeś.
    Na zaocznych jest tak, że porcję info, którą masz przyjąć w pięć dni, dostajesz w dwa, tyle że skondensowaną.
    Spytałem ojca mojego kolegi, wykładowcę, jak to jest na tych „płatnych zaocznych”. Prosta odpowiedź – „Co ty myślisz, że im [studentom] się chce? Albo że nam [wykładowcom] się chce? Płacisz za papierek, który Ci drukują 5 lat”. Z resztą, to samo mówi wielu moich znajomych, siedzących na zaocznych. Przychodzisz „podbić listę obecności”, a na egzamin/kolokwium i tak uczysz się na własną rękę.
    IMO lepiej uderzyć za te pieniądze na jakieś specjalistyczne kursy z dziedziny zainteresowań i tego, co chcesz robić, niż pompować kasę za nic.

  17. RaVbaker March 28, 2009 at 8:11 pm #

    polecam moje „zmagania ze studiami”. dostępne w historyjce na flakerze: http://flaker.pl/s/105-zmagania-ze-studiami

    Ja zniesmaczony politechniką przeniosłem się na pjwstk-Gdańsk. Póki co jestem zadowolony. :-)

  18. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    - Ja się zastanawiam nad UG, Skowron poleca :)

  19. RaVbaker March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Zorientuj sie jak z kwestią uznawania już zaliczonych przedmiotów. Ja przeszedłem z III semestru na PG na IV semestr na PJWSTK. Nic nie tracąc. ;-)

  20. radmen March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Zaliczę ten semestr i i pomyślę nad tym. Zawsze jest opcja że rzucę to w diabły i naprawdę wezmę coś nietechnicznego, a zarazem coś co by mnie mogło zainteresować .

  21. TBi March 28, 2009 at 8:11 pm #

    Tia… i teraz porównaj z innymi krajami jak mówią, że w Polsce i tak dużo się uczy O.o

    Ja jestem 2 klasie technikum w ZSE i wierze, że nauczyciel może obrzydzić naukę bo to PRAWDA. Moją kochaną elektrotechnikę równają z błotem. BOJĘ iść na studia, bo ja nie chce mieć papier a chcę czegoś się nauczyć, tak jak @radmen.

    Szkoła to jedyne miejsce, przez które sam siebie dobrowolnie zmuszasz do nauki, bo czasem po prostu sił brakuje lub się ma tak zwane dni ZAMUŁY, że się siedzi i nie wie co z sobą zrobić.

    Ale jak powiedział mi to nauczyciel co prowadzi wykłady, o ogół się nie dba jak ktoś jest wybity to się go dopieszcza i motywuje resztę ma się w dupie. – „jak chcesz coś umieć bierzesz książkę i ryjesz w niej jak głupi”, to jego słowa.
    I już wiem czemu tak powiedział.