Archive | May, 2009

InfoShare – moje wrażenia

Z dniem dzisiejszym skończyła się dwudniowa konferencja InfoShare. Ogólne wrażenia dobre. Dzisiaj było zdecydowanie lepiej, niż wczoraj. W szczegóły nie będę się wdawał, bo już parę osób mnie wyręczyło z tego zadania. Chciałem natomiast wspomnieć o pewnej rzeczy, która wywołała nie małe oburzenie z mojej strony. Mam na myśli szanowną lożę szyderców z Blipa, którzy IMHO okazali się wyjątkowymi burakami. Mam na myśli ich zachowanie, które było conajmniej dziecinne.

Całość tyczy się wykładu nt. zarządzania czasem. Pani się dość mocno produkowała i mówiła nawet fajnie. Mimo to znaleźli się “spece”, którzy stwierdzili, że mówiła bzdury. Oczywiście mogli mieć rację, tylko zastanawiam się na jakiej podstawie do tego doszli, skoro przez większość czasu mieli nosy w laptopach i byli zajęci swoimi sprawami? Na blipie co chwila leciały szydery w kierunku prowadzącej, ale szanowni szydercy jakoś nie próbowali się wypowiadać. Jeden zwrócił jej uwagę, ale w momencie kiedy zaczynała odpowiadać znowu wpakował nos do swoich spraw.

Strasznie mnie to zirytowało. Zwłaszcza, że pytający ewidentnie zlał prowadzącą (ignorując jej odpowiedź), bo przecież gadała bzdury! Po przerwie mijałem jednego z szyderców (nota bene mój znajomy). Ten do mnie krzyczy, że takich bzdur to się już dawno nie nasłuchał. Ja mu jedynie odpowiedziałem tyle, że przecież on nawet jej nie słuchał bo cały czas miał nos w laptopie. Dorzuciłem mu jedynie, że nie ma czelności jej oceniać skoro nie skupiał swojej uwagi na tym co mówi. Z resztą jego opis na blipie – “Ta kobieta nie pozwala mi programować”, IMHO wyjaśnia wszystko…

Poza tym drobnym incydentem (ok, mnie nadal trzymają po tym nerwy), uważam że ogólnie było dobrze. Poziom nie był najlepszy, ale parę wykładów było wartych uwagi.

Konsultacje online

Już raz (o ile nie więcej) zdarzyło mi się narzekać na studia. Zwłaszcza zaoczne. To co frustruje mnie to fakt, że szanowne grono akademicke przewiduje konsultacje zazwyczaj w środku tygodnia, dodatkowo w godzinach popołudniowych.

Nie jestem może osobą, która nader często korzysta z takich dobrodziejstw, ale mimo to kiedy chcę skorzystać z czegoś takiego to nawet nie mam jak. Mając pracę nie mogę za każdym razem brać wolnego, żeby lecieć coś załatwić.

W tym momencie chciałem pochwalić platformę Moodle, którą PG posiada. Co ciekawe ze wszystkich moich wykładowców tylko jeden w ogóle z tego korzysta. Najlepsze jest to, że raz w tygodniu udziela konsultacji online via Moodle. Muszę przyznać, że dla osoby w mojej sytuacji jest to naprawdę niesamowite dobrodziejstwo. Mogę normalnie pracować, a później spokojnie wskoczyć na neta i wyjaśnić te rzeczy, których nie rozumiem. Szkoda, że większość wykładowców nie czyni podobnie.

W sumie troszkę mnie zastanawia ten fakt, bo mimo to PG wydaje się być uczelnią techniczną, a grono wykładowców sprawia wrażenie ludzi “zacofanych”. Niby jest ten internet, ułatwienia w komunikacji, a oni klasycznie – karteczka, wizyta, konsultacje “nie online”.

Japonki – coming out

Dawniej, gdy ich jeszcze nie nosiłem (bo mowa rzecz jasna o obuwiu), uważałem, że facet noszący japonki jest gejem. Mija kolejny rok, a ja jak zwykle wychodzę na miasto w.. japonkach. Ponieważ me słowo się rzekło muszę przed wszystkimi wyznać, iż najwyraźniej jestem gejem.

Niestety moja kobieta cały czas mi to wmawia, także tak pewnie jest :P Co więcej, nie zamierzam zrezygnować z gejostwa, bo naprawdę bardzo to lubię :)

Myśli “dorosłe”

Spojrzałem sobie na moje wcześniejsze notki pisane na tym blogu. Na początku to tak naprawdę pisałem o niczym, ot zwykły blogowy twitter to był. Później już kleciłem dłuższe notki, bardziej złożone i pisane z pewnym rozmysłem. Nadal pisałem sporo, ale (IMHO) lepiej. Teraz nie piszę praktycznie wcale.

Wcześniej myślałem, że to przez brak czasu. Dzisiaj doszedłem do wniosku, że wcale nie. Cały czas kłębią mi się przeróżne myśli i pomysły. Czasami chciałbym je opisać i nagle trafiam na “mur weryfikacji”. Czy warto? Po co ktoś miałby to czytać? Co więcej, nie piszę takich “bzdur”, bo zastanawiam się nad tym jak będzie wyglądał mój “poziom” po ich opublikowaniu.

Stałem się cenzorem własnego siebie, tylko po to aby pisać w sposób wręcz wzniosły. Z tego też powodu przestałem pisać o rzeczach zupełnie błachych, a jednak tak ważnych w moim życiu.

Taki stan rzeczy chyba wyszedł poniekąd z branży w której pracuję. Czyta się sporo blogów technicznych, w tym tych naprawdę popularnych. Gdzieś tam to moje małe ego podpowiada, że też tak przecież zawsze chciałem pisać. Może stąd to mi się bierze. Wyciekają z głowy myśli dzieciaka, a wchodzi myślenie osoby dorosłej. Nie podoba mi się to.

Miniblog: Wywaliłem top 3

Stwierdziłem, że to już definitywny koniec tego aby mój blog kojarzył się z hakowaniem tibii i ostatnim odcinkiem mody na sukces. Wywaliłem te spamogenne notki. Pewnie teraz zejdzie jakieś 0.5 GB transferu :)

PS. pewnie przez kolejne miesiące te strony nie zejdą z googla, ale mówi się trudno.

GaduAIR

Swego czasu parskałem z pogardą na reklamę kolesia siedzącego na kanapie na jakiejś ulicy (bez napisów – jakiś mało udany viral). Dzisiaj wracając z pracy zauważyłem ten sam plakat uzupełniony w brakujące napisy. Okazało się, że GG ma swoją sieć komórkową.

Proponowana oferta jest raczej przeciętna. Jedna stawka, do tego darmowe połączenia na odbieranie i wysyłanie wiadomości gg. Dodatkowo jakieś bonusy przy doładowaniach. Jak dla mnie kolejny wirtualny operator jest zbędny. Zwłaszcza, że jest spod loga GG co sprawia, że osobiście zastanawiam się, czy sieć będzie sprawna przez 99% czasu.

Więcej informacji na stronie GaduAIR.pl

W teatrze

Ot, wybrałem się dzisiaj z moją kobietą na seans. Okazji specjalnej nie było, no może dla niej (była to forma odrobienia zajęć :P ). Byliśmy na “Intymnych lękach“. Sztuka może nie powalająca, ale oglądało się naprawdę dobrze, a niektóre dialogi zabijały dawką humoru.

Było tam gdzieś to drugie dno, nad którym można się zastanowić. Ludzie żyjący w kłamstwie, dewiacjach. Desperaci szukający miłości i celu w swoim życiu. Losy obcych, zdawałoby się, osób, które gdzieś tam się krzyżują. Na początku całość wydaje się być chaotyczna, ale jak to zwykle bywa nawet chaos można ogarnąć i idzie bez problemu wyciągnąć logiczą całość :)

Osobiście polecam. Jak dla mnie to była miła odmiana od słabego ostatnio kina. Trzeba troszkę podciągnąć swoje braki w tej dziedzinie i częściej się wybierać.

Obejrzane: Dragonball Evolution

Nie będę się specjalnie wysilał nad opisem – podobnie jak nie przyłożyli się do swojej pracy twórcy tego filmu. Pal licho, że nawiązali “luźno” do znanego anime Dragonball. Ten film jest tak śmiesznie nakręcony, że nawet nie wiedziałem kiedy się skończył (a byłem trzeźwy).

Jakaś akcja jest, ale robiona skrótowo – dokładnie tak samo jak przedstawiono tam trening Goku i jego walkę z “Lordem” Piccolo. Albo autorzy się śpieszyli i zrobili film na skróty, albo nie mieli żadnego pomysłu na wykonanie.

Gdybym miał się uczepić samych związków z anime, to chyba bym umarł. Goku został nasłany przez Piccolo (a nie z planety Vegeta). Genialny żółw wcale nie jest taki stary, a i po drodze spotykamy jakąś mistyczną radę z mistycznym wiaderkiem, które w ogóle nie zostało wykorzystane.

Żenua, nie polecam. Szkoda nawet łącza internetowego na ściągnięcie tego filmu.

Taka anegdotka

W czasie zimnej wojny ruscy i amerykanie oczywiście próbowali podbić kosmos. W czasie kolejnych badań amerykanie stanęli przed dylematem – jak pisać długopisem w kosmosie, skoro nie ma grawitacji? Przeznaczyli kilkaset milionów dolarów i znaleźli odpowiedź. Ruscy natomiast wzięli ze sobą ołówki.

Taką historyjkę opowiedział mi na zajęciach znajomy. Czasami prostota rozwiązań Rosjan i ich skuteczność jest zadziwiająca :)

Z drugiej strony, czasami naprawdę najprostsze rozwiązania są najlepsze.

Żeby nie wprowadzać w błąd dodam, że cytowana rewelacja jest nieprawdziwa (dzięki @tdudkowski). Więcej informacji na Kopalni Wiedzy.

Obejrzane: Push

Push poster Gdybym miał ocenić ten film na podstawie postera to chyba byłbym zmuszony dać temu filmowi ocenę 1. Idąc do kina na ten film spodziewałem się błyskotliwej akcji, głównego bohatera, na którego barkach spoczywa uratowanie całego miasta. Okazało się, że główny bohater raczej nie był typem rozpierdzielatora.

Cała akcja kręci się wokół ludzi, których posiadają przeróżne moce/zdolności. Są pewne typy tych umiejętności, tak więc mamy “krzykaczy”, “obserwatorów”, “poruszycieli” (niefortunne tłumaczenie) i wielu innych. Rządy przeróżnych krajów wiedzą o tych ludziach i starają się za wszelką cenę wykorzystać ich umiejętnośc. Jeden z takich “Wydziałów” (komórka rządowa ds. ludzi ze zdolnościami) opracował “lek”, który diametralnie zwiększa zdolności nadprzyrodzone. Niestety jego głównym skutkiem ubocznym była śmierć osoby “leczonej”. Jedna osoba przeżyła terapię, co więcej – zbiegła z lekiem.

Jak wspomniałem, ten film nie powala ilością akcji. Tak więc co mi się spodobało? Otóż to nie była typowa “jebanka”, z jedną osobą pokonującą hordy przeciwników. Poza tym zgrabnie przedstawiono różne typy umiejętności ludzików i sprawnie wyważono ich udział w filmie. Spodobało mi się, że część “bezakcyjna” nie nudziła i nie wiała nudą. Fragmenty bez dynamicznej akcji były tak skonstruowane, że cały czas dobrze się oglądało, a przedewszystkim film się nie dłużył.

Film zebrał raczej złe recenzje. Osobiście jestem innego zdania. Fakt, może nie jest to kino najwyższych lotów, ale nie jest to również jakiś pasztet. Warte obejrzenia w wolnej chwili.