Archive | August, 2009

Wczasy nad morzem

Dla mnie pojęcie wypoczynku nad morzem graniczy wręcz z absurdem. Szukanie wolnego miejsca na przeludnionej plaży. Ciągłe patrzenie na nogi idąc przez las aby nie zaliczyć miny. Toalet jak na lekarstwo, a bary zazwyczaj pełne i beznadziejne. Do tego masa powtarzających się straganów, ludzi idących jak święte krowy. Wieczorem ciągłe imprezy, które spokojnie spać nie dadzą. Do tego ludzie, którzy czasami myślą, że wolno im wszystko bo są na wczasach.

Jak dla mnie nie mowy w takiej sytuacji aby normalnie odpocząć. Gdybym faktycznie chciał zaznać ciszy i spokoju nad morzem, to chyba musiałbym znaleźć sobie dziką plażę. Generalnie taki tłok jaki można zauważyć strasznie mnie przeraża. Zamiast odpocząć pewnie bardziej bym się wkurzył.

Zapewne podobnie sprawa ma się w górach (gdzie chciałbym raz pojechać), w sezonie. Wydaje mi się, że gdybym chciał sobie sprawić porządny odpoczynek, to albo musiałbym jechać poza sezonem, albo do jakiejś malutkiej wsi na skraju lasu. Może tam bym znalazł odrobinę wytchnienia.

Ogólnie to cieszę się, że zawsze mogę wrócić do rodzinnego Chmielna – tam nawet latem znajdzie się miejsce gdzie można po prostu odpocząć w ciszy.

Wolność wyboru wg Linuksiarzy

Zaskoczyła mnie dyskusja, która wywiązała się w grupie Linux w serwisie Identi.ca. Całość zaczęła się od tego, że ktoś wstawił informację o tym, że wyszła nowa beta Skype’a dla Linuksa.

News przerodził się w dyskusję (kłótnię?) o to, że nie powinno się wspierać zamkniętych formatów/protokołów dla Linuksa bo to jest złe. Ogólnie to nie rozumiem skąd to się wzięło, bo przecież każdy ma w Linuksie wybór co nie ? To dlaczego nie można korzystać ze Skype’a i informować społeczność Linuksową o jego nowych wersjach? Czyżby to było dlatego, że Skype opiera się o zamknięty protokół? A może dlatego, że to jest “anti-feature” (cokolwiek to znaczy) ?

Zdaję sobie sprawę z różnic jakie niesie zamknięte/otwarte oprogramowanie. Zdaję sobie również sprawę z wad i zalet takich aplikacji. No, ale żeby od razu krzyczeć, że nie wolno tego promować bo to złe? Co mam teraz zrobić z moimi klientami? Powiedzieć im, że będę z nimi rozmawiał tylko przez XMPP z obsługą rozmów głosowych? Coś czuję, że bym szybko stracił tych klientów.

Linux nauczył mnie jednego – jest wybór. To jak to jest? Nie mogę wybrać aplikacji o zamkniętym kodzie, używać jej i informować o nowościach jej dotyczącej ? Skąd się nagle bierze taka niechęć do tego co nie jest otwarto źródłowe? Może osoby które się wypowiadały każdego dnia hackują aplikację aby była jeszcze lepsza?

Ta cała dyskusja sprowadza się trochę do wyboru samochodu. Kobietę wali co autko ma w środku, byle ładnie wyglądało. Faceta z kolei wali wygląd, chce mieć super sprzęt, chociaż nie zawsze go wykorzysta. Mnie Skype, taki jaki jest wystarcza. Mogę rozmawiać przez niego, a to jest najważniejsze. Ficzery? A co mi za ficzery potrzebne do rozmowy głosowej ?

Dzień “PKP”

Zakładam, że z przyczyn naturalnych (brak snu?) miałem wczoraj dzień wkurwa. Dlaczego? Nie było sytuacji, która by mnie tak naprawdę wyprowadziła z równowagi, a mimo to wszystko mnie wkurzało. Dosłownie wszystko. Wkurzyły mnie nawet pączki, które kupiłem, bo za smaczne to nie były.

W tym wszystkim zapomniałem złożyć życzenia urodzinowe bratu i wujkowi, do tego rozwaliły się japonki (:P). Dzisiaj mam chyba wtórne objawy, bo tym razem jestem wkurzony z tego powodu, że zapomniałem o urodzinach..

Czas się porządnie wyspać.

Kolejna próba z reklamami

Wrzuciłem na główną (nad miniblogiem) reklamy AdTaily. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Za utrudnienia przepraszam :)

Zbrodniciele z Orange

Jak daleko sięgam pamięcią w Orange (a dawniej w Idei) istniał program Profit. Dawniej z niego skorzystałem, po przejściu na Mixa również dołączyłem do tego programu. Ostatnio program Profit umarł. Zajrzałem na Orange on-line, w celu sprawdzenia ile tych punktów uciułałem. Nie było wiele, ale dostatecznie aby doładować sobie konto.

I teraz pewnie myślisz, że doładowałem sobie to konto? Otóż się mylisz! Nie mogłem tego zrobić bo.. mam pier.* mixa! Po raz kolejny czuję się w tej sieci jak bez rąk i nóg, bo znowu wszelkie bonusy/promocje mnie omijają. Po kiego wała zbierałem te punkty, kiedy nawet nie mogę tego zamienić na doładowanie?! Niestety po raz kolejny Orange przekonało mnie do tego, że to szajka wyłudzająca kasę.

Ps. fart w tym, że mogłem innej osobie doładować konto – w końcu wszyscy pozostali klienci Orange, którzy nie mają Mixa mogą skorzystać z bonusów.

Słowo dnia: Wilfing – What Was I Looking For?

wilfing to określenie na surfowanie w Internecie bez konkretnego celu po przypadkowych stronach tylko po to, by zająć sobie wolny czas.

i-slownik.pl

Czy Tobie również się zdarza takie coś? Dawniej to była u mnie dość częsta rzecz. Ostatnio staram się sankcjonować przeglądanie Sieci. Co ciekawe, nie ma żadnej katastrofy gdy nie odwiedzę strony X, Y i Z.

Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na zakręcie

Wprawdzie rzadko zdarza mi się czytać spore wywiady, ale jeden zwrócił moją szczególną uwagę – Jak przegrzewa się mózg, czyli Homo sapiens na zakręcie – krótka opowieść o tym dlaczego obrzucamy się błotem oraz co w przyszłości może nas spotkać.

IMHO ciekawa lektura, polecam.

Sieć bez [email protected]

Oto 5 zasad internetu bez [email protected]:

  • Myślę, CO piszę – wypowiadam się tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia.
  • Myślę, DO KOGO piszę – traktuję innych jak ludzi, bo są ludźmi – nie obrażam, nie wyśmiewam i nie zdradzam ich tajemnic. Osoby publiczne są także ludźmi i zasługują na szacunek. Nie traktuję Internetu jako narzędzia do odwetu i załatwiania prywatnych porachunków.
  • Myślę, Z KIM rozmawiam – nie wdaję się w pyskówki, z tymi, którzy za pomocą chamstwa i wulgaryzmów próbują zamienić dyskusję w awanturę. Zgłaszam naruszenia zasad wypowiedzi, gdy się z nimi spotykam.
  • Myślę, JAK pisać – dbam o polski język i poziom dyskusji. Staram się przestrzegać zasad ortografii i poprawności gramatycznej.
  • Myślę DWA razy – bo nic nie zostanie zapomniane. Bezkarność i anonimowość w Internecie jest złudna. Pamiętam, że współtworzę świat, w którym żyję.

A ja myślę, że ludzie nie myślą. A jak nawet myślą, to często w myśl zasady “moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza”.

W poszukiwaniu CDNa

Content Delivery Network, bo tak zowie się potworek, był moim dzisiejszym celem. Konkretnie to znalezienie jakiś informacji o firmach serwujących tego typu usługę. Okazało się, że to wcale nie było takie proste.

Miałem dość konkretny cel, dla którego chciałem zastosować CDNa. Poza faktem hostowania plików potrzebne były maszyny, które mogłyby zająć się encodowaniem i serwowaniem wideo. Tak więc najbardziej skupiłem swoją uwagę na tym aby firmy oferujące usługę (bo tak to roboczo nazwę) CDN pozwalały również na obróbkę plików wideo (im więcej formatów, tym lepiej).

Dodam, że przewinął nam się pomysł postawienia własnej maszyny, ale sobie odpuściliśmy.

Przewinąłem się przez parę for, serwisów, blogów. Wykumałem się mniej więcej z czym się je tego typu rzeczy. Znalazłem nawet kilka firm, które mają w ofercie “usługę”. Co ciekawe samo wpisanie frazy “CDN” nie dawało jakiś rzetelnych wyników.

Jak wspomniałem kilka firm znalazłem. Jedne większe (o jednej z nich mówiło się, że mogłaby zastępować internet), inne mniejsze. Każda natomiast do siebie podobna.

Gdyby przyrównać zalety każdej z firm to mogę się posunąć o stwierdzenie, że każda jest najlepsza, najszybsza, najfajniesza. Dosłownie ta sama marketingowa papka. Poza wszystkimi ochami i achami związanymi z tymi firmami nie poznałem żadnych konkretów. Żadnych detali technicznych, zero dokumentacji, praktyczny brak wzmianki o tym, czy mogą zająć się konwersją wideo (choć te strony miały całe opasłe działy “multimedia”). Wszystko nastawione na to aby zgarnąć ludzi, którzy ewidentnie nie są osobami technicznymi.

Podobna sprawa miała się do cenników. Zaledwie garsta, odwiedzonych przeze mnie, stron miała dział poświęcony opłatom.

Z ogólnych wniosków wyszła jedna rzecz. Szukając konkretów o firmach świadczących “usługę” CDN nie pozna się żadnych. Nie dowiedziałem się jak mógłbym to wykorzystać w aplikacji. Ten fakt był dla mnie właśnie ważny, bo w zależności od stopnia skomplikowania API (o ile takie w ogóle istnieje – brak informacji) zależałaby decyzja kogo wybrać.

Koniec końców doszliśmy do wniosku, że odpuścimy sobie bajer nazwany CDN. Skorzystamy prawdopodobnie z dobrze opisanego API Vimeo i na nim postawimy całość dotyczącą wideo.

Być może początkowe założenie było złe. Dla mnie temat CDN jest raczej nowy. Może nie udało mi się znaleźć wymaganych przeze mnie rzeczy, z tego względu że nie na tym polega cała idea CDN. Rozumiem, że to się bardziej skupia na hostowaniu plików niźli na ich obróbce. Niemniej jednak fajnie by było aby takie firmy poszerzały zakres swoich możliwości, bo IMHO przerabianie/konwersja plików powinna się znaleźć w zakresie tej “usługi”.

Mam świadomość, że w tej notce popełniłem straszną gafę manipulując pojęciami “CDN”, “usługa”. Jakoś nie mam pomysłu jak to lepiej sformułować :P

Banalny fiszing

NK Fiszing

Informacja na blogu Zammera w pewien sposób mnie zaintrygowała. To, że była kolejna próba kolejnego ataku typu Phishing jakoś mnie nie poruszyła.

Bardziej mnie zastanowiło to, że są ludzie, którzy widząc totalnie durną stronę naprawdę wierzyli, że w ten sposób uda im się coś zyskać. Najwyraźniej można próbować zdobywać hasła nie robiąc idealnych kopii serwisu, a jedynie wykorzystując proste ludzkie “magiczne myślenie”.

Co ciekawe, parę osób na których konta się zalogowałem nie wyglądało na słodkie trzynastki. Możliwość posiadania większej ilości bajerów niż przeciętny zjadacz sprawiła, że te osoby otworzyły białą stronę i wpisały swoje dane. Patrząc na plik z hasłami (o którym mowa w/w notce) można się domyślić, że nie było po “zalogowaniu” żadnego przekierowania co nie wzbudziło u tych osób żadnych podejrzeń. Po prostu próbowały kilka razy się “zalogować”, co widać w “zakazanychdanych”.