The hitchhiking way

Rzucić wszystko i po prostu ruszyć w świat. To wydaje się być takie proste w wykonaniu. Dla mnie tak niestety nie jest. Wątpię abym potrafił pojechać dalej niż 200 kilometrów bez zastanowienia się za co, jak i co brać ze sobą.

Spotkałem dzisiaj dwójkę takich “hitchhikersów”. Szukali podwózki do Gdyni Orłowa, więc ich zabrałem. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy i nie potrafię wyjść z podziwu dla ich odwagi oraz chęci dalszych podrózy. Takie coś wymaga posiadania odrobinę popapranej głowy, lecz mimo to jest dla mnie godne podziwu.

Owi światowi turyści wybierają się z kraju do kraju. Tam gdzie zostają na dłużej w zamian za dach i wyżywienie pracują. Po jakimś czasie jadą dalej. Tak to wygląda w skrócie. Pewnie poza tym romantycznym wręcz obrazkiem trzeba wziąć poprawkę na wszelkiego rodzaju niedogodności. Mimo to uważam, że warto jest zrobić coś takiego i po prostu ruszyć w świat. To czego się można w takich miejscach jest więcej warte niż to co da niejedna uczelnia. Doświadczenia życiowe są po prostu lepsze.

Czy ja bym coś takiego odstawił? Obawiam się, że nie. Mimo tego, że wydaje mi się to być wspaniałe wątpię abym z moim podejściem do spraw umiał po prostu pojechać i nie przejmować się wieloma sprawami. Trzeba mieć naprawdę pozytywne nastawienie do takiej wyprawy. Im bardziej bym się nad tym zastanawiał to pewnie tym bardziej mój entuzjazm by malał. Może pewnego dnia, dam się na coś takiego nakłonić…

Dowiedziałem się przy okazji, że są serwisy (kiedyś może mi się o nich obiło), które pomagają w takich wojażach. Można w nich znaleźć np oferty pracy w zamian za dach, do tego można tam znaleźć dość ciekawe informacje o miejscach, w których się jest.

Kto wie, może kiedyś wyruszę na coś takiego? Podjerzewam, że potrzebowałbym mocnego bodźca (czyt. kopa w dupę) aby zrobić coś takiego, choć nie mogę powiedzieć, że na pewno nie pojadę. Z zasłyszanego cytatu – “wystarczy zrobić krok, a nogi już same pójdą dalej“.

2 Responses to “The hitchhiking way”

  1. Cyber Killer October 10, 2009 at 7:33 pm #

    Obiecaj mi jedno – jeśli się zdecydujesz na taką wariacką wycieczkę to weź ze sobą komórkę z GPRS’em i updateuj albo blog albo chociaż identi.ca, bo założę się, że byłoby ciekawie ;-) .

  2. l00natyk October 10, 2009 at 7:33 pm #

    Hehe, 6 lat temu był mój pierwszy raz. Start w okolicach Radomia z finiszem w Pau pod Pirenejami. W plecaku (wojskowa kostka): spodnie dresowe, parasol, gacie, skarpety, dwa paszteciki, kawałek kiełbasy i chleb. W kieszeni cos koło 20 euro.
    Niemcy na granicy jakoś dziwnie się spoglądali widząc zawartość mojego plecaka.
    Zresztą do tego to zawsze miałem talent. Przy wyjeżdzaniu z UK po przepuszczeniu mojego plecaka przez roentgen cała ekipa zaczęła się brechtać do rozpuku. Spojrzałem na fotkę i były widoczne dwie rzeczy. Stara skarpetka i plastikowa butelka z kiepem na dnie (palilem na tylnim siedzeniu w jakimś małym piździku). Po tj akcji przez około 30 min sam latałem śmiejąc się jak najarany.

    Warto chłopie, warto.