Miniblog: Sesyja

Skoro mamy tematy około sesyjne stwierdziłem, że również słowem wspomnę o tym. Zawsze mnie to zastanawiało jakim to cudem wszystko zwala się w czasie sesji. Wiadomo, część z tego to zwykłe lenistwo studenta, który postanawia się uczyć dzień przed egzaminem. Czy jest coś jeszcze? Myślę, że przykład jaki idzie z góry. Prowadzący zajęcia również mają brzydki zwyczaj robienia wszystkiego jak najpóźniej. Tak więc poza samymi egzaminami jest masa zaliczeń, projektów i innych dziwnych rzeczy do zrobienia.

Mówi się, że przykład idzie z góry. Skoro tzw ciało pedagogiczne pokazuje nam, że wszystko najlepiej zrobić na sam koniec to czy my podświadomie robimy dokładnie tak samo?

8 Responses to “Miniblog: Sesyja”

  1. Tyler January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Lemingi? xD

  2. Damian January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Co racja to racja, ja wszystkie zaliczenia mam w tym tygodniu i następnym poprzedzającym sesje i ucz się teraz do egzaminu. Nawet gdybym chciał to nie mam na to czasu bo muszę nauczyć się na jakieś dwa koła na czwartek i potem kolejne zaliczenia.

  3. Minio January 19, 2010 at 9:21 pm #

    A kiedy ma być kolokwium sprawdzające czego nauczył się student przez cały semestr? W listopadzie?

    Można robić kilka kolokwiów w semestrze. Z tego co mi wiadomo na kierunkach przyrodniczych tak zazwyczaj się dzieje. Ale niektórzy prowadzący wolą robić tylko jedno — i siłą rzeczy robią je na przedostatnich zajęciach w semestrze (na ostatnich są wpisy i ewentualna poprawa).

    Można też uczyć się na bieżąco i robić takoż samo notatki. Później trzeba sobie tylko przypomnieć.

  4. radmen January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Minio: kwestię lenistwa studentów pominąłem o czym zdaje mi się, że wspomniałem. Niektóre kolokwia można z powodzeniem robić wcześniej, lub po prostu rozbić je na sprawdziany z jakiegoś okresu nauki.
    U mnie przykładowo detale o wykonaniu projektu dostałem dwa tygodnie przed terminem jego oddawania. Można było takie rzeczy ustalać na początku semestru, a nie na końcu.

  5. Minio January 19, 2010 at 9:21 pm #

    radmen: można, i powinno się. Tylko aktualnie przedstawiasz sytuację bardzo jednostronnie — zła kadra akademicka się opierdala i studenci są zmuszani żeby wszystko robić na ostatnią chwilę. A tymczasem pozostaje pytanie czy wy — studenci — poruszaliście ten temat wcześniej. Czy ktoś zapytał jakie są wymagania dotyczące pracy zaliczeniowej? Czy zwracaliście uwagę prowadzącego na to zagadnienie wcześniej?

    Każdy kij ma dwa końce. Z Twojego wpisu bije postawa o tym że wszelkie niepowodzenia studentów są winą wykładowców. Nie twierdzę że wykładowcy są święci i nie popełniają błędów, bo nie mogę — a w tej konkretnej sytuacji tego po prostu nie wiem. Ale jestem przekonany że nawet jeśli prowadzącym można coś zarzucić, to studenci też nie są święci. Chociaż — oczywiście — w tej konkretnej sytuacji też tego nie wiem.

  6. radmen January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Minio: jasne, że studenci są w wielu sytuacjach winni. Ja sam bez bicia mogę się przyznać, że do sesji zabieram się dopiero teraz.
    Odnośnie mojego projektu – taki termin miałem w planie. Laborki na samym końcu natomiast na wykładzie nie było mowy bo prowadzący wykład nie prowadził laborek.

    Chciałem sytuację pokazać nieco inaczej – jeśli władze uczelniane pokazują, że jest ok robić wiele rzeczy na samym końcu to czy studenci później biorą z tego “przykład”? W pewnym momencie naszło mnie, że takie przedkładanie wszystkiego na sam koniec to w dużej mierze domena studiów i studentów. Ciekaw jestem czy to wynika tylko z ich lenistwa, czy też ze złych przykładów idących z góry.

  7. Minio January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Myślę że odkładanie wszystkiego na koniec nie jest wcale domeną studentów, a raczej nawykiem wyniesionym z liceum albo i gimnazjum/podstawówki. Ile wypracowań z j. polskiego napisałeś dzień przed terminem oddania? W przypadkach kiedy dany przedmiot miałeś tylko raz w tygodniu, kiedy odrabiałeś prace domowe z niego?

    Akurat niedawno przypomniała mi się sytuacja z mojego gimnazjum, kiedy pewna grupa osób próbowała przekonać nauczyciela żeby zadanie domowe było nie na poniedziałek a na następny dzień, bo w niedzielę jest finał WOŚP, a oni będą wolontariuszami. A przecież nawet gdyby to był piatek, to można było tę pracę zrobić tego samego dnia albo w sobotę, żeby w niedzielę móc spokojnie kwestować.

    Takie sytuacje można mnożyć. Tylko o ile na wcześniejszych szczeblach edukacji pracę można było spokojnie wykonać na dzień przed terminem oddania, o tyle na studiach (zazwyczaj) wymaga się dużo więcej.

    Myślę że nawyk ten na studiach jest tym bardziej praktykowany, im bardziej sprawdzał się w liceum. Bo po co modyfikować coś co się sprawdza? A przyzwyczajenia mają to do siebie, że trudno je zmienić.

  8. radmen January 19, 2010 at 9:21 pm #

    Masz rację. W sumie najtrudniej wprowadzić systematyczne działanie. Dopiero w momencie gdy zacząłem pracować zauważyłem jak chaotycznie wyglądał dzień na uczelni :)