Diamentowa Droga

Nie lubię zmian. Po ostatnich muszę zaczynać praktycznie wszystko od początku. Już wtedy postanowiłem, że coś będzie trzeba ze sobą zrobić.

Buddyzmem interesowałem się nieco wcześniej, jednak nie było to nic konkretnego. Na trójmiejski ośrodek medytacyjny natknąłem się przypadkiem, podczas spaceru. Jakiś czas się wahałem czy chcę spróbować czegoś takiego.

Wczoraj zdecydowałem się pójść na medytacje. Przyszedłem wcześniej, zostałem nieco wprowadzony do “tematu”. Same medytacje były, raczej, krótkie, bo trwały jakieś 30 minut.
Ciężko powiedzieć abym dostał od razu oświecenia, aczkolwiek wyczuwam pewną małą różnicę.

Moje ogólne wrażenia są bardzo pozytywne. Zamierzam się wybrać na kolejne spotkania.

13 Responses to “Diamentowa Droga”

  1. Zal February 8, 2010 at 8:24 am #

    Medytacja, czy jakkolwiek by się to nie nazywało, jest całkiem przyjemną, odprężającą czynnością. Uważam jednak, iż przypisywanie jej teologicznego lub filozoficznego wymiaru jest błędem. Tj. od razu brzytwa Ockhama mi się w kieszeni otwiera.

    O ile szanuję Twoją decyzję to z emocjonalnego punktu widzenia czuję dyskomfort :p

  2. radmen February 8, 2010 at 8:24 am #

    @Zal: Buddyjskie nauki o tyle mnie przekonywały, że nigdy nie narzucały jakiegoś myślenia, ani wiary. Z drugiej strony podejrzewam, że pomogą otworzyć mi się na aspekty, których wcześniej nie miałem okazji poznać.

  3. Zal February 8, 2010 at 8:24 am #

    @radmen: Z drugim zdaniem można się zgodzić, natomiast z pierwszym można byłoby polemizować. Buddyzm nie jest religią w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale sam w sobie nie uciekł od elementów wiary. Jeżeli wierzyć mojej LP to Wiki całkiem nieźle charakteryzuje powiązanie buddyzmu z wiarą/religią. Zapewne wiesz, że to ostatnie jest zarzutem dosyć poważnym z mojego punktu widzenia i na pewno zaważyłoby na mojej decyzji, gdybym miał myśleć o zmianie światopoglądu :]

    Cieszę się jednak, że wspomniane przez Ciebie spotkania coraz lepiej sprawdzają się w roli swego rodzaju terapii. A i może wegetarianinem zostaniesz :D

  4. radmen February 8, 2010 at 8:24 am #

    @Zal: wegeterianinem to nie będę. Kocham mięcho :)

  5. Zal February 8, 2010 at 8:24 am #

    @radmen: Spoko, Marta mi już wytłumaczyła, że po buddyzmie w wersji Olegi Nydahla z Danii nie powinienem się tego spodziewać.

    Dobra, to ja się może powinienem ogarnąć i wstać z łóżka :D

  6. radmen February 8, 2010 at 8:24 am #

    @Zal: a co mas zna myśli mówiąc “w wersji”? Że jakaś insza czy jak? :D

  7. Zal February 8, 2010 at 8:24 am #

    @radmen: To ja Ci może tutaj Martę podeślę. Marta nie jest buddystką, ale nieco się w tym orientuje ze względu na osobiste zainteresowania (m.in. Tybet) oraz religioznawstwo na studiach. Zacytuję to, co mogę z Dżabbura ;]

    Chociaż znam tych ludzi, ale eurobuddyzm tworzony przez Olegi Nydahla z Danii jest bardzo daleki od jakichkolwiek innych nauk. Znam tam ludzi, pracowałam z nimi na rzecz Tybetu…

    …jakbym chciała “wejść w buddyzm”, to nie ten domunujący, właśnie nie diamentowej drogi z europy, ale poszukała prawdziwie buddyjskich ośrodków, jak klasztor Benchen. Co wymaga fatygi i nie jest po drodze.

    …oni mają niezłe imprezy tam na Pomorskiej (bo to jest na Żabiance)

    :D

  8. radmen February 8, 2010 at 8:24 am #

    @Zal: wiele osób (głównie tradycjonalistów) nazywa Diamentową Drogę popbuddyzmem. Czy tak jest? Nie wiem. Wydaje mi się, że jest to dostosowane do naszegro trybu życia. Tak jak przekazano na “wprowadzeniu”, różne szkoły buddyzmu wywodzą się głównie z tego, że powstały w różnych miejscach i zostały do nich dostosowane. Główny przekaż jest w zasadzie taki sam, różnią się metody.

  9. kodama February 8, 2010 at 8:24 am #

    Powiem tak: Eurobuddyzm to jest określenie często pejoratywne, na ośrodki Diamentowej Drogi. Głównym założycielem tego ruchu jest “Lama” Ole Nydahl. Facet jak większość hipisów w latach 70. podróżował do Indii i Tybetu w celu odnalezienia siebie. Zahaczył się o klasztor Karma Kagju (Jeden z 4 gł. klasztorów buddyzmu tybetańskiego)i tam rozpoczął nauki. Tytułuje się Lamą, ale lamajskich egzaminów nie przeszedł (bo to zakłada 3 lata spędzone w całkowitym odosobnieniu). Oprócz tego wplątał się w konflikt dot. wyboru kolejnego wcielenia Karmapy, w wyniku czego jest dwóch Karmapów. Przy czym ten, którego on uznał w Tybecie i w Dharamsala uważany jest za uzurpatora. Ogólnie skomplikowana sprawa i dowiedziałam się tego wszystkiego na zajęciach.
    Z pozytywów można powiedzieć, że Buddyzm Diamentowej Drogi jest bardzo popularny, na rozmowy Olego przyjeżdżają tysiące ludzi, wiele osób wyciągnął on z narkomanii i innych nałogów, a jego książki są ciekawe, aczkolwiek wielu buddystów tybetańskich powiedziałoby Ci, że wypacza nauki buddyjskie.
    Nie chcę tu nikogo urazić, po prostu wyrobiłam sobie ten pogląd trochę czytając o obu stronach konfliktu, a także przez rozmowy z religioznawcą z mojej uczelni.
    Jest to skomplikowana sprawa.
    Co do samego ośrodka i Twojej działalności, to feel free, bo uważam, że każdy ma prawo do wyboru wyznania oraz poszukiwania siebie.

  10. radmen February 8, 2010 at 8:24 am #

    @kodama: na wiki bodajże wyczytałem, że ten tytuł mu przyznano (pomimo, jak wspomniałaś, braku 3 lat odosobnienia). Co do wyboru Karmapy to jest trochę ciakwe. Niby ten, którego wspiera został wskazany przez poprzedniego Karmapę. Natomiast w całość wmieszała się ChRL i inna szkoła.
    Nie chcę go bronić, po prostu tyle wyczytałem na jego temat. A czy pozostanę w tym osrodku na dłużej to nie wiem. Póki co myślę, że warto spróbować.

  11. kodama February 8, 2010 at 8:24 am #

    Ja nie doradzam i nie odradzam :)
    Your choice.

  12. dunDer February 8, 2010 at 8:24 am #

    Nie jestem może żadnym znawcą buddyzmu, ale wydaje mi się, że Wikipedia nie jest odpowiednim miejscem na zapoznawanie się z tą doktryną.

    Buddyzmowi bliżej do tego co pojmujemy jako nauka, niż do religii (spójrzmy chociaż na logiczne rozważania Dharmakirtiego i zbieżności z fizycznym nihilizmem mereologicznym). Poszedł on jednak w zupełnie inną stronę, gdyż już na starcie dostrzegł to, co zauważył w Europie właściwie dopiero Wittgenstein – problem języka i “obiektywności” przez co zrezygnował z badania tego co na zewnątrz i skupił się raczej na aspekcie psychologicznym. Greccy filozofowie działali zresztą podobnie – badali świat na zewnątrz tylko po to, żeby uzyskać eudaimonię, a nie wiedzę dla samej wiedzy. Później nabrało to zupełnie innego kierunku i dzisiaj zajmując się nauką zapominamy dlaczego zaczęliśmy to robić. Praktyki buddyjskie pozwalają uzyskać ten poszukiwany przez człowieka stan umysłu, jakim jest szczęście, natomiast filozofia zachodu zawsze miała z tym problem – głównie z uwagi na brak umiejętności syntezy i ciągłe oddzielanie ciała od ducha, umysłu itd.

    Buddyzm moim zdaniem nie niesie za sobą żadnej mistyki, a prostsze legendy i opowieści (bynajmniej w ich skład nie wchodzą ścisłe logiczne rozważania Dharmakirtiego) są adresowane raczej do ludzi o słabszych predyspozycjach mentalnych. Jak mówił Kodo Sawaki Roshi: “Wszystkie teksty buddyjskie pisma są jedynie przypisami do zazen”. Najważniejsza jest więc praktyka, bo w buddyzmie liczy się badanie podmiotu i jego relacji z przedmiotem. Wiemy przecież, że nasz umysł operuje systemem interpretacji tego co “na zewnątrz” nas i nie widzimy wszystkiego dokładnie takim jakie jest (iluzje optyczne, słuchowe itd.), choć nie można powiedzieć, żeby było inne – niewyrażalna całość Wittgensteina, z której abstrahujemy rzeczy (czyli “to o czym mowa”) jest tutaj dobrą analogią.

    Poza powyższym, Budda sam zwracał uwagę na to, aby traktować wszystko z głębokim sceptycyzmem (stąd wyrósł cały buddyzm – podważać to, co oczywiste – poszedł dalej niż Kartezjusz i podważył nawet myślenie i bycie, bo to jedynie obiekty języka, który wszystko reifikuje). Nie przekonywał nikogo do tego, że posiadł ostateczną prawdę, a zachęcał raczej do weryfikowania każdego twierdzenia, co przypomina naszą metodę naukową. Oczywiście różnicą jest to, że nauki przyrodnicze badają to co “na zewnątrz” z perspektywy obiektywnego (obiektywizm w tym przypadku = intersubiektywizm gatunku) punktu widzenia, a psychologia buddyjska skupia się na badaniu tego, co nazywamy podmiotem (na zachodzie Freud zaczął iść w tym kierunku, ale za bardzo usiłował “obiektywizować” to co subiektywne).

    Medytacje nie są czymś niezwykłym – analityczna ich forma to dokładnie to samo, co rozważania filozoficzne na jakiś jeden temat i skupianie na nim uwagi. Medytacja pustki to nic innego jak bezczynne siedzenie i skupianie uwagi “na niczym” – kiedyś ludzie medytowali tak bezwiednie siedząc pod drzewem po robocie w polu i ich życie przebiegało całkiem przyjemnie. Można mieć wątpliwości co do jakości takich medytacji, ale na pewno coś dawały. Badania opublikowane w New Scientist wskazują na to, że medytacje zwiększają ilość połączeń nerwowych. Prowadzą one także do zwiększenia aktywności kory przedczołowej, która jest w stanie panować nad emocjami produkowanymi przez jądro migdałowate i półleżące (na zachodzie ludzi szkoli się w tym celu gdy pracują w warunkach w których niezbędna jest koncentracja). Dobroczynny skutek praktyki te mają szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie zalewa nas morze informacji i bodźców. Mózg nie jest w stanie analizować szybciej danych i dlatego zapisuje jedynie szczątkowe informacje, a uwaga jest cały czas rozpraszana. Prowadzi to do wielu problemów – niepokoju, stresu, nadpobudliwości i może mieć negatywny wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne.

    Podsumowując – buddyzm nie jest religią i nie można go rozpatrywać z punktu widzenia zachodniej kultury. Uważam jednak, że warto się szerzej zapoznać z jego fundamentalnymi naukami i sprawdzić praktyki, bo jest to coś bardzo pożytecznego.

    EDIT: Z góry przepraszam za brak odniesień do źródeł, ale jest ich po prostu za dużo. Planuję bardziej obszerny tekst na ten temat i wtedy mam nadzieję zmotywuję się do rozpisania bibliografii, która wspiera te przemyślenia.

  13. tdudkowski February 8, 2010 at 8:24 am #

    Buddyzm uzywa raczej zaufania niz wiary. Jako doktryna jest jedynym pogladem, ktory mowi, ze sam tez jest klamstwem, tak samo jak wszystkie inne koncepcje, bo w koncepcja, doktrynalny konstrukt nie jest w stanie przekazac jedynej istotnej prawdy – natury umyslu, ta mozna poznac jedynie przez doswiadczenie. Wiec ostatecznie buddyzm jako taki jest tylko narzedziem, nie ma tu za bardzo miejsca na wiare, ale tez nie d asie go uzywac nie zakladajac ze jest po co. Dziala to podobnie jak metoda naukowa, tylko, ze nie testuje sie negatywnie “ze nie dziala” a na odwrot, pozytywnie “ze dziala”. Buddyzm traktowany inaczej jest albo nieuzyteczny, albo jak to mowia zenisci mamy do czynienia z przypadkiem mylenia palca wskazujacego na ksiezyc z ksiezycem.

    @Kodama: tytul lamy oznacza po prostu urzeczywistnionego nauczyciela (nie ma czegos takiego jak “lamajskie egzaminy”), praktyka 3letniego odosobnienia jest wymogiem formalnym po spelnieniu ktorego niekoniecznie ludzie niekoniecznie zostaja nauczycielami i na odwrot. Ole uzywa tego tytulu publicznie, czemu np. tacy szanowani tybetanscy nauczyciele jak Tseczu czy Szamar Rinpocze traktuja to jako rzecz oczywista? Gelugpowie rowniez chyba uznaja ten tytul za wlasciwy skoro zaprosili go na inauguracje stupy w Grazu. “wplątał się w konflikt dot. wyboru kolejnego wcielenia Karmapy, w wyniku czego jest dwóch Karmapów” mi sie wydaje, ze cala szkola Kagyu sie wplatala, czemu akurat Ole Nydahl mialby ponosic za to odpowiedzialnosc?