Archive | May, 2010

Studencie, nauczymy Ciebie złych nawyków!

Gdy zobaczyłem wczoraj treść laborki z przedmiotu “Bazy danych” to prawie się przewróciłem. Mieliśmy przepisać kod w “PHHPTML” (czyli mix PHP i HTML). Kod pełen błędów i rozwiązań rodem ze średniowiecza Internetu.

Patrzałem na wylistowany kod i przez kolejne minuty próbowałem zgłębić jego tajemnicę. Dopiero po zapytaniu prowadzącego dowiedziałem się, że mamy wykorzystać CRUD. Owa instrukcja miała wstępnie wyjaśnić czym jest PHP, jak z jego poziomu łączyć się z bazą PostgreSQL oraz jak wykonywać zapytania.

Pomijając to pokazano ładny przykład jak robić strony za pomocą PHHPTML, czyli totalnego wymieszania kodu PHP z HTMLem. Do tego okazało się, że połowa kodu HTML była wadliwa (niezamknięte tabele, zagubione komórki etc), a kod PHP był w pełni zabugowany.
Naprawdę nie rozumiem po co pokazywać studentom jakiś język programowania, w tak debilny sposób. Nie dość, że ten przykładowy kod pokazuje możliwie najgłupsze rozwiązanie to jeszcze nie działa.

Czy jest sens aby uczelnia kazała studentom przerabiać języki programowania po łebkach? Później przychodzą do pracy ludzie, którzy mówią, że znają język a mają problem z testem FizzBuzz. Nie lepiej skupić się tylko na dwóch, trzech językach programowania i nauczyć ich porządnie?

Go OpenSource Jogger v3!

Wiadomość o przepisaniu Joggera co najwyżej mnie zaciekawiła. To co jest teraz mi wystarcza i nie potrzebuję nowych bajerów. Natomiast pomijając to zastanawia mnie sposób rozwoju nowej wersji.

Wybranie małego teamu developerów może spowodować, że nowa wersja systemu powstanie dopiero za kilka miesięcy (?). Biorę tutaj również pod uwagę to, że to jest projekt rozwijany hobbystycznie także może się okazać, że deweloperzy po prostu nie znajdą wystarczającej ilości czasu na to aby przysiąść i pisać kod.

Rozumiem, że kod systemu Jogger v2 nie nadaje się na opublikowanie. Natomiast czy nie warto z nowego Joggera zrobić projektu OpenSource? W ten sposób ci co zdeklarowali się na stałą współpracę będą rozwijać większość kodu, a pozostali w miarę możliwości/chęci również coś dopiszą. Chętnie bym pomógł, ale wiem, że nie będę mieć dość czasu aby nadawać się na “stałego” dewelopera. Mimo to chętnie bym coś dopisywał/poprawiał w wolnych chwilach.

Oczywiście wymagałoby to pewnego nakładu pracy na samym początku. Trzeba napisać jakąś specyfikę pisania kodu, ogólne zasady odnośnie jego rozwijania, oraz wprowadzić cały model testowania zmian przed wdrożeniem ich na wersję produkcyjną.

Z drugiej strony Jogger miałby okazję stać się pierwszą w Polsce (a może i na świecie?) otwartą platformą blogową, gdzie każdy może pomóc w jej rozwijaniu. Byłaby to fajna reklama, która mogłaby ściągnąć kilku entuzjastów, przez co przyczynić się do merytorycznego wzbogacenia głównej.

Myślę też, że uniknie się “flame’ów” w kierunku administracji. Błędy/idee będzie się zgłaszać na jakiegoś bugtrackera, a społeczność oceni czy warto to robić oraz wdroży takie zmiany. Nie będzie trzeba czekać na “łaskę” (wolny czas, brak ważniejszych zadań etc) jednego z głównych deweloperów. Napisze się odpowiednią funkcjonalność, da do przetestowania, a po zatwierdzeniu włączy się to na produkcji.

Oczywiście to jest tylko sugestia. Cokolwiek postanowią deweloperzy to ich sprawa, ja nie zamierzam się do tego mieszać ;)

Pomijając temat – naprawdę warto poświęcać czas i zasoby na pisanie tego od zera? Powtórzę po innych, siła Joggera to społeczność. Może lepiej skupić się na niej, a postawić całość na gotowych rozwiązaniach, które ewentualnie by się modyfikowało?

Miniblog: Gdybym był bogiem

Tak sobie pomyślałem, że gdybym miał okazję mieć posadę boga to pewnie zrobiłbym dokładnie to samo co on. Wystarczy stworzyć jakąś planetę, posadzić na niej ludzi i stworzyć dla nich odpowiednik Farmville. Przednia zabawa na całe tysiąclecia.

Tu wojenka, jakieś nowe odkrycia, zaraz potem totalny regres, aby po chwili jakaś choroba wykosiła większość i ponownie zjednoczyła resztki. Ciągle coś by się działo, co więcej za każdym razem coś nowego i ciekawego.

Faktycznie, świat nas otaczający to ciągła zmiana. Wystarczy tylko to dojrzeć.

Infoshare 2010

Ja również pozwolę sobie na napisanie dosłownie paru zdań na temat dnia dzisiejszego. Dokładniejszy opis znajdziecie we wpisie na blogu Matthew.

Jakie są moje odczucia? Generalnie powiało biedą. Wykłady ogólnie były niskich lotów. Niektóre były o tyle ciekawe, że zostały wzbogacone zabawnymi wstawkami, chociaż merytorycznie nie było ciekawie.
Odnoszę wrażenie, że osoby których tematy dotyczą jednego z ich projektów (nie ważne jak ten temat brzmi) będą dotyczyć historii tego co zrobili – raczej nudne.

Jak zwykle nie zawiódł Pan Niebezpiecznik, choć będąc stałym czytelnikiem jego bloga prezentacja wydawała się momentami wtórna. Podobała mi się też prezentacja panów z serwisu Codility. Wprawdzie częściowo to również była historia projektu, chociaż o tyle ciekawa, że wzbogacona o obserwacje z pobytu na zachodzie oraz wyjątkowo trafny humor.

Całe szczęście, że jutro nie idę. Przynajmniej nie zmarnuję kolejnego dnia pracy.

Miniblog: Mala

Postanowiłem w końcu zakupić sobie narzędzie, które pomoże mi w mojej praktyce medytacyjnej. Jest nim mala, którą najłatwiej opisać jako “buddyjski różaniec”. Z ciekawości poczytałem sobie troszkę o malach i przyznać muszę, że jej symbolika jest całkiem powalająca.

Sama liczba korali już ma masę symboli (opisane znaczenia najwyraźniej nie dotyczą tylko i wyłącznie tradycji buddyjskiej). Natomiast to co mnie kompletnie zaskoczyło to fakt, że w zależności od prowadzonych praktyk ważny jest również materiał oraz kolor mali. Co ciekawe nie spotkałem się z tym aby w Diamentowej Drodze znaczenie miał materiał i kolor mali. Ważna jest ogólna budowa, czyli 108 korali (są też małe male mające 27 korali) oraz symboliczna stupa.

Wikipedia mówi nawet, że jest taki pogląd iż chrześcijański różaniec pochodzi właśnie od tradycyjnych mali.

Miniblog: Komorowski, Kaczyński, Napieralski, a może Cthulhu?

W zasadzie jeśli chodzi o najbliższe wybory prezydenckie to nie wiem na kogo głosować. Wszyscy wydają się być równie złym wyborem. Może w takim razie głosować przeciwko temu kogo zdecydowanie nie chcę widzieć w roli prezydenta? W tej sytuacji pozostaje mi zdecydowanie czy lubię bardziej nijakiego Komorowskiego, czy pomieszanego Napieralskiego.

A może lepiej będzie zbojkotować wybory, albo dopisać sobie kandydata? W mojej ocenie Pan Cthulhu zdecydowanie nadaje się to tej roli.

Sennik: Projektowanie BMW

Nasza grupa miała zająć się zaprojektowaniem nowego modelu BMW. Do tych celów postanowiliśmy skorzystać z wizualizacji samochodu podczas medytacji. W trakcie medytacji miało dojść do połączenia się osób biorących udział w przedsięwzięciu. Kolektywistyczny umysł miał dokonać opracowania nowego projektu.

Mnie oczywiście coś musiało się przytrafić i jakimś cudem musiałem stać przed barakiem (w którym odbywała się medytacja) i chronić go przed jakimiś stworami (nawet nie wiem dokładnie co to było). W jakiś sposób udało mi się uporać z problemem. Po wszystkim wróciłem do baraku aby pomóc grupie. Niestety nie udało mi się dokonać “połączenia”, o czym nie wiedziałem. Nieświadomie zacząłem składać moje BMW w całość. Troszkę z Malucha, trochę z Corvette. Wyszedł czołg bez lufy, z przyciemnianymi szybami i “rekinkiem” na dachu. Jeździłem nim w świetle zachodzącego słońca.

Zabawa w “fryzury” – gangsta

W celach udokumentowania zmian na mojej głowie postanowiłem po raz kolejny zamieścić krótki wpis na ten temat. Tym razem nie o kolejnym odnotowanym przyroście włosów (nadal jest na poziomie “jezusowym“), a o nowej fryzurze.

W ramach spełniania marzeń mej kobiecej części (ponoć każdy z nas ma coś z tej drugiej płci) zrobiono mi warkocze w stylu “gangsta” (niestety fachowej nazwy nie znam, posługuję się określeniem podsuniętym przez znajomych).

Reakcje znajomych były różne. Jedni w sumie nie dali nic po sobie znać, inni dość się dziwili. Najlepszą reakcję miał mój ojciec, który wręcz kazał iść do fryzjera i pozbyć się tych dziwnych warkoczy. Coś przebąkiwał, że chyba totalnie zgłupiałem i wstyd przynoszę. Nawet jeśli wyglądałem jak debil to przyznać muszę, że czułem się całkiem nieźle z czymś takim na głowie. Poza tym, w myśl nauk buddyjskich, ego trzeba niszczyć wszelkimi sposobami ;)

Zdjęcie tradycyjnie robione kamerką internetową.