Miniblog: Mala

Postanowiłem w końcu zakupić sobie narzędzie, które pomoże mi w mojej praktyce medytacyjnej. Jest nim mala, którą najłatwiej opisać jako “buddyjski różaniec”. Z ciekawości poczytałem sobie troszkę o malach i przyznać muszę, że jej symbolika jest całkiem powalająca.

Sama liczba korali już ma masę symboli (opisane znaczenia najwyraźniej nie dotyczą tylko i wyłącznie tradycji buddyjskiej). Natomiast to co mnie kompletnie zaskoczyło to fakt, że w zależności od prowadzonych praktyk ważny jest również materiał oraz kolor mali. Co ciekawe nie spotkałem się z tym aby w Diamentowej Drodze znaczenie miał materiał i kolor mali. Ważna jest ogólna budowa, czyli 108 korali (są też małe male mające 27 korali) oraz symboliczna stupa.

Wikipedia mówi nawet, że jest taki pogląd iż chrześcijański różaniec pochodzi właśnie od tradycyjnych mali.

33 Responses to “Miniblog: Mala”

  1. MAHAVIRA महावीर May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Napisz jak udaje Ci się łączyć buddyzm z katolicyzmem, to temat, który zainteresowałby wiele osób w Polsce.

    Namaste.

  2. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Nie łączę jednego z drugim. Wprawdzie zostałem wychowany jako katolik, część z tego wychowania jest mi bliska, ale nie czuję się nim.

    Czy można jedno z drugim pogodzić? Z punktu widzenia buddysty mogę powiedzieć, że nie ma nakazu zostawienia swoich przekonań. Z punktu widzenia katolika nie wyobrażam sobie aby nagle porzucić Boga na rzecz szukania szczęścia w czymś zupełnie innym.

  3. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Po co w ogóle szukać szczęścia w czymś tak nierealnym jak Bóg? Poszukaj go w czymś istniejącym, na ziemi.

  4. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: a kto powiedział, że szukam swojego szczęścia w czymś takim jak bóg? Z resztą, każdy ma swoje metody na odnalezienie szczęścia. Jakie to ma znaczenie, czy dotyczą one czegoś realnego, czy też nie jeśli działają?

  5. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Bo jeśli nie istnieje, to życie zbudowane jest na fałszu.

    Skoro masz takie wątpliwości, spróbuj jakiegoś silnego narkotyku, który dobrze wytrzepie ci mózg. Bo jakie znaczenie ma środek, skoro efekt jest taki sam?

  6. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Jeśli jesteś przekonany do istnienia boga (czyli mówimy tutaj o wierze) to budowanie szczęścia w oparciu o niego nie będzie opieraniem się o fałsz. To jest jedynie kwestia przekonań.
    Owszem dla ateistów, lub ludzi innych wyznań takie podejście może nie mieć sensu (czyli tak jak mówisz to może być budowanie życia na fałszu).

    Co do wątpliwości – nie mam takich.

  7. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    A jesteś przekonany do jego istnienia, bo…. tak ci powiedziano, gdy byłeś dzieckiem?

  8. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: powiedziałem jedynie, że wychowano mnie w tradycji katolickiej. Nie napisałem nic co o tym cz bóg istnieje czy nie.

    Nie potrafię powiedzieć czy bóg jest, nie potrafię też z całą pewnością temu zaprzeczyć. Z tego też powodu nie zamierzam opierać swoich przekonań o nieokreślonego boga.

  9. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    A potrafisz określić czy istnieje potwór spaghetti, niewidzialny jednorożec czy Golum w tej chwili stojący za twoimi plecami?

    Potrafisz. To dlaczego nie potrafisz określić istnienia jakiegoś tam Boga? Bo wszyscy ci to powtarzali od urodzenia. Bo kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.

  10. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: a potrafisz odpowiedzieć na pytanie skąd mamy to wszystko? Umiesz powiedzieć w jaki sposób jest cała materia? Wielki wybuch? A co było przed tym, w jaki sposób powstało?
    Umiesz wyjaśnić w jaki sposób wszystko powstało z niczego? Mnie się wydaje, że tutaj wchodzi jakaś wyższa instancja. Mimo to pytaniem pozostanie to w jaki sposób ona powstała.

    Jak powiedziałem, nie wierzę w konkretnego boga. Nie ważne jaki to byłby. Przyjmuję jednak do wiadomości, że taka możliwość istnieje. Czy to jest kłamstwo? Nie wypowiem się w tej kwestii, bo każdy powinien sobie sam na to odpowiedzieć.

    Jako buddysta odkładam te kwestie na bok. Wg nauk buddyjskich przyjmuje się do wiadomości, że istnieje coś takiego jak świat bogów, ale oni są zbyt niepojęci aby się przejmować ich istnieniem.
    Mogę jedynie dodać, że buddyści opierają swoje szczęście na trwałym fundamencie jakim jest natura umysłu. W zasadzie można powiedzieć, że wszystko budujemy w oparciu o nas samych.

    A dla Ciebie co jest realne, aby oprzeć swoje szczęście? Kult dolara/inni ludzie? A może nie opierasz tego o nic, a innym wypominasz, że są śmieszni w swoich przekonaniach?

  11. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    To, że nie wiem jak powstała materia, nie oznacza, że swoją niewiedzę muszę zastępować jakimś Cudownym Wielkim Stworzeniem czy Boskim Planem. Kiedyś tym samym tłumaczono susze czy zaćmienia słońca. Teraz ten prymitywizm został tylko przesunięty w inną stronę.
    Czy jeśli nauka w końcu odkryje, jak powstała materia, nadal będziesz to przypisywał Bogu?

    Stawiasz kult dolara przeciwko niewierze w Boga? LOL. Daj mi jeszcze kilka opcji do wyboru.

  12. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: pytam się na czym “realnym” opierasz swoje szczęście. Wspominałeś o czymś takim.
    Myślisz, że nauka będzie w stanie odkryć jak z niczego powstało to wszystko? Ja myślę, że nie. Owszem wyjaśni nam jeszcze wiele rzeczy, których nie znamy teraz.
    Zawsze jest opcja, że jesteśmy tworem Obcych. Inna z teorii mówi, że jeśli są istoty w wyższych wymiarach, to dla nas one będa bogami.

    Jak mówiłem, to w jaki sposób żyjemy, na czym opieramy swoje szczęście jest w wiekszości wypadków naszym prywatnym wyborem. Jedni zadowalają się tym co nauczono ich za młodu, inni szukają tego na swój sposób. Dla mnie buddyzm jest osobistym wyborem, a co do bóstw – przyjmuję jedynie, że mogą istnieć. Nic więcej.

  13. matekm May 9, 2010 at 10:06 pm #

    “To, że nie wiem jak powstała materia, nie oznacza, że swoją niewiedzę muszę zastępować jakimś Cudownym Wielkim Stworzeniem czy Boskim Planem”

    Nie musisz. Inni (ja) muszą. Im częściej rozmawiam z moją kobietą na takie tematy jak dziedziczenie genetyczne czy epigenetyczne, zachowanie bakteriofagów czy budowa DNA tym bardziej jestem przekonany, że jakiś Boski Plan istnieje. Jeżeli to jest prymitywizm to mi się bardzo podoba.

    “A jesteś przekonany do jego istnienia, bo…. tak ci powiedziano, gdy byłeś dzieckiem?”

    A to jakieś gorsze niż niewiara bo tak Tobie powiedziano jak byłeś dzieckiem?

  14. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Aha. Czyli mój brak wiary w istnienie Różowego Jednorożca wynika z indoktrynacji w dzieciństwie. Dobrze wiedzieć, bo myślałem, że wynika to z mistycznej logiki. Na szczęście zostałem wyprowadzony z błędu, więc chwalmy Jeden Róg!

    Btw. Powiedz swojej dziewczynie, że Jeden Róg jest bardziej życzliwy niż Bóg katolicki. Za codzienną modlitwę zsyła nowe torebki, lub nowe jeansy.

  15. matekm May 9, 2010 at 10:06 pm #

    moja kobieta jest niewierząca.

  16. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: niestety widzę u Ciebie cechy wojującego ateisty, szkoda. W pewnym momencie dyskusje na tym gruncie z takimi osobami są po prostu przykre. Znam ateistów, którzy mogą normalnie porozmawiać na takie tematy bez jakiś ironicznych ataków.

  17. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Dla “zagubionych duszyczek” każda próba podważenia sensowności istnienia tworu jakim jest Bóg, czy ich wiara, jest także próbą ataku. Niektórzy wszędzie widzą układ, inni wszędzie widzą wrogich nacjonalistów, a jeszcze inni wszędzie widzą wojujących ateistów.

  18. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: można bez zbędnych ironii rozmawiać na takie tematy
    Z mojej strony EOT. Dalsza dyskusja i tak nie ma sensu.

  19. tarat May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Jaki ma sens kłótnia katolika z ateistą? To tak samo jak dyskusja polityków ze skrajnych obozów- lewicy i prawicy.
    quest: nie masz żadnych dowodów, że jakaś “wyższa instancja” nie istnieje, więc po co te spiny i teksty o indoktrynacji za młodu? To samo można powiedzieć o rodzicach ateistach wychowujących swoje dzieci na ateistów, nie sądzisz?

  20. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Lól. A ty masz dowód, że istnieje? A masz dowód, że Różowy Jednorożec nie istnieje?
    To co piszesz to jakiś absurd. Ja wiem, że Boga nie ma i dlatego też nie mogę tego udowodnić. Bo jak udowodnić nieistnienie czegoś co nie istnieje? Negacja w tym przypadku jest logiczna. Jak ktoś chce podważyć logikę i przekonać innych do uwierzenia w Wyższą Istotę, niech da na to dowód.

    Ateiści nie indoktrynują swoich dzieci. Po prostu nic nie robią. Nie wmawiają im, że pójdą do piekła, albo urosną im włosy na palcach od pewnych czynności, ubliżających Istocie Wyższej. Ateistyczna rodzinna po prostu nie wspomina o czymś takim. Od kiedy to nie mówienie o rzeczach nierzeczywistych, niepotwierdzonych i śmiesznych jest indoktrynacją?

  21. tarat May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Żeby wszystko było takie proste i dawało się rozłożyć na czynniki pierwsze i poddać wnioskowaniu logicznemu. To, że czegoś nie możesz dotknąć lub zobaczyć, nie oznacza, że tego nie ma. Przykładów Ci podawać nie będę, bo jestem przekonany, że sam na jakieś wpadniesz i zrozumiesz jak płytkie jest to rozumowanie(z takim myśleniem nauka za daleko by nie zaszła…).

    Nie dam Ci dowodu na to, że jakaś istota wyższa istnieje, bo sam takiej pewności nie mam. Mam natomiast nadzieję, że czeka mnie jakieś drugie życie. Na jakich zasadach,buddyzmu, katolicyzmu, czy czegoś zupełnie innego, to już dla mnie większego znaczenia nie ma.

  22. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    To, że czegoś nie mogę dotknąć nie oznacza, że nie istnieje. Prawda, ale można to zmierzyć. Np. powietrza wprost nie widzę, ale czuję je i mogę je “złapać” (w worek, balon). Tlenu w nim też nie widzę, ale jednak nauka zmierzyła jego procentowe występowanie. A jak Boga można złapać, albo zmierzyć? Nie da się. Bóg jest nieweryfikowalny. To, że nie rozumiesz takich prostych spraw nie jest ode mnie zależne.

    Mam nadzieję, że “krzywe myślenie i nie podawanie dowodu” to głupi żart z twojej strony. Nie mam czasu na domysły. Dojesz dowód do weryfikacji i albo ty masz rację, albo ja.

    A twoje nadzieje są smutne. Po śmierci nie ma drugiego życia. Zacznij żyć tu i teraz, bo jeśli je przesiedzisz, po prostu je zmarnujesz. Jeśli oczekujesz czegoś lepszego “potem”, to chyba oznacza, że “obecne” życie jest świadomą wegetacją, a nie prawdziwym, jakościowym życiem.

    Ciekawe czy wszyscy Muzułmańscy kamikadze dostaję te 14 dziewic, wliczając w to zindoktrynowanych dziesięcioletnich chłopców. Tylko po co im te dziewice?

  23. rozie May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @quest: Dowody mają to do siebie, że ich weryfikacja zależy od wiedzy w danej chwili. A wiedza ma to do siebie, że zmienia się w czasie. Kilkaset lat temu nie mogłeś dowieść istnienia wirusów (ani jemu zaprzeczyć). Podobnie z atomami.

    Jakbyś czytał uważnie, co pisze autor, to wiedziałbyś, że “nie przykładam wagi” oznacza także “nie wykluczam”. To tak jak z deszczem. Nie wykluczam, że jutro będzie padać deszcz. Ale w momencie, kiedy Ty mówisz “skądże znowu, naukowa prognoza mówi, że jutro nie może być deszczu!” stajesz się śmieszny i bardziej przejęty deszczem, niż ja. Mnie ten deszcz nie obchodzi. Może padać, może nie, co z tego?
    Nawiasem, trzeba mieć niespotykany tupet (albo niespotykaną ignorancję) by żyjąc w tym kraju (ok. w Europie) twierdzić, że nie jest się wychowanym w tradycji katolickiej. W mniejszym lub większym stopniu, rzecz jasna. I nie ma to nic wspólnego z wiarą.

  24. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    Insynuujesz, że gdy wzrośnie ogólny poziom wiedzy, udowodnimy jego istnienie?

    Wirusy jak i atomy były i są weryfikowalne. To, że wtedy nie wiedziano jak to nazwać, nie oznacza, że o tym nie wiedziano. Choroba jest chyba wystarczającym dowodem na istnienie wirusa? Kiedyś nazywano to karą boską czy klątwą. Na szczęście skończyliśmy z ciemnowieczem i boskimi karami.

  25. rozie May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @quest: Nie sugeruję, a zresztą jakie to ma znaczenie? I jakiego “jego” (gee, jakie to było chrześcijańskocentryczne, jedno $deity i w dodatku rodzaju męskiego…)?

    Atomy i wirusy nie były weryfikowalne, wbrew temu, co piszesz, gdyż ówczesna wiedza i instrumenty nie pozwalały na ich zobaczenie/wykazanie ich istnienia. Poza tym, jaką masz pewność że faktycznie atomy (bzzzt! wrong! jakie są aktualnie najmniejsze znane cząstki elementarne?) to jest to, z czego składa się (wszech)świat, a nie chodzi tylko o drgania jakichś tam strun w dwudziestu siedmiu (albo stu ośmiu) wymiarach? Przyjmowanie, że atomy są najmniejszą cząstką to też “średniowiecze”. Elektron, proton, neutron – także (zapytaj rodziców, czy przypadkiem nie tego uczyli ich w szkole, stawiam dolary przeciw orzechom, że tak). Twierdzenie, że $deity nie istnieje, zależy głównie od tego, co kto rozumie pod $deity. Dla Ciebie jest to jedna, męska nadistota (coś takiego pisałeś, nie?). A jeśli ktoś widzi $deity w najbardziej podstawowych prawach fizyki? To-co-sprawia-że-(wszech)świat-jest-jaki-jest?

  26. Piotr Pyclik May 9, 2010 at 10:06 pm #

    quest: idź sobie pograć w kłejka, bo ateuszowanie wyraźnie ci nie wychodzi. Różowy jednorożcowy potwór spaghetti, błeee, rzygam już tym tekstem. :/

  27. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    rozie, skoro nie ma to dla ciebie znaczenia, po co drążysz temat? Ma znaczenie, bo albo niewierni będą się smażyć w piekle, albo będą mieli lajtowe życie po śmierci – w zależności od tego czy trafią na dupka czy miłosiernego frajera. Może też oznaczać, że kilkaset milionów ludzi to zwykli ignoranci, którzy przegrali życie, marnując czas na bezowocne szukanie oparcia w czymś nie istniejącym.

    Zapytaj praktykującego fizyka/astronoma.

  28. tdudkowski May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @MAHAVIRA: nie istnieje zadna mozliwosc laczenia buddyzmu z katolicyzmem, to zupelnie odrebne systemy

    @radmen: W buddyzmie rzeczywistosc jest trwajacym od niemajacego poczatku czasu przezywaniem tworzonej przez siebie karmy, ta sytuacja nie ma poczatku, nie ma w buddzymie problemu poczatku swiata ani tez zadnego stworzyciela.

    @matekm: To o czym piszesz to tzw. bog-zapchajdziura, ktory ma kilka aplikacji, dwie najczestsze to:
    – jesli nie rozumiem jak dziala mechanizm umieszczam tam czarna skrzynke boga-zapchajdziury i w ten sposob zrzucam cala niewiedze do jednego miejsca zamazuje je wiara i wszystko staje sie jasne
    – jesli naturalistyczne wyjasnienie wydaje mi sie nieprawdopodobne lub ograniczone (np. dochodzace do uczciwego, naukowego “nie wiem”) pojawia sie “wiem” boga-zapchajdziury, to logika nie budzaca zadnego sprzeciwu: skoro nauka nie wie czegos – to wie to religia. Jak tego dowodzi? Nijak, przeciez religia nie musi niczego dowodzic – co tez jest ogromnie logiczne.

    @rozie: dopoki $deity nie posiadzie jakis weryfikowalnych parametrow pozostaje metafizyczna, bajkowa koncepcja wyrastajaca pragnienia antropologizacji porzadku swiata

    Piotr Pyclik: no popatrz a wyobraz sobie, ze ciagle ktos Ci opowiada o zydowskim mesjaszu, ktory dal sie zabic bo kiedys w raju zjedzono o jeden owoc za duzo.

  29. radmen May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @tdudkowski: znam nauczanie buddyzmu co do tej kwestii. Przedstawiłem jedynie moje wątpliwości na ten temat – nawet jeśli mówimy o niemającej początku świadomości to pozostanie pytanie “jak powstał”, z resztą nie bez powodu Budda powiedział abyśmy samemu dążyli do poznania tego co on odkrył.

  30. rozie May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @quest: Policz ilość wypowiedzi w tym wątku i sam oceń, kto drąży temat.

    @tdudkowski: Łatwo można nadać $deity weryfikowalne parametry. Wystarczy opisać niewyjaśnione zjawiska fizyczne w stylu ‘jeśli cząsteczki materii przyciągają się z siłą opisaną wzorem … to $deity istnieje, bo z czego innego wynika ten wzór, jeśli nie z tego, że $deity go tak określiło?’. Ale tak, generalnie to metafizyka. Podobnie jak rozważania starożytnych Greków nt. wirusów (if any). Bardziej chcę pokazać, że możliwości określenia co jest prawdziwe, a co nie jest, zależą bardzo od możliwości poznawczych, które zmieniają się w czasie.

  31. quest May 9, 2010 at 10:06 pm #

    I co chciałeś tym wykazać? Że ja go drążę? Przecież to widać na pierwszy rzut oka. Ja jednak pytam dla konkretnego celu, nie zadaję bezcelowym pytań i nie wieńczę ich “a jakie to ma znaczenie?”.

  32. matekm May 9, 2010 at 10:06 pm #

    “Jak tego dowodzi?”

    Ależ ja niczego nie próbowałem dowodzić. Opisałem tylko swoje odczucia.

    “zależą bardzo od możliwości poznawczych, które zmieniają się w czasie”

    nic dodać, nic ująć.

  33. tdudkowski May 9, 2010 at 10:06 pm #

    @radmen: jesli cos – umysl w tym przypadku – nie ma poczatku to nie powstalo; koncepcja swiata trwajacego od zawsze jest obecna takze w greckiej filozofii i we wspolczesnej kosmologii (multiversum) zreszta nawet bigbangowy wszechswiat w wykladni Hawkinga nie ma krawedzi

    @matekm: mozliwosci poznawcze zmieniaja sie nie dzieki religii.
    Ludzie religii zakladaja, ze czasem 2+2=5, jak do tej pory zawsze wychodzilo 4. Teoretyzowanie, ze za miliardowym powtorzeniem byc moze wyskoczy 5 a nie 4 to metafizyka i na tej metafizyce zbudowana jest wiara, ktora kaze zaprzeczac faktom (np ewolucji).