Archive | August, 2010

Pourlopowo

Dobiegł końca mój tygodniowy urlop. Urlop, który w zasadzie nie był w żaden sposób zaplanowany, a nawet (całkiem dobrze) wypalił. Nie miałem żadnych pomysłów na to co zrobić z wolnym czasem. Z przeróżnych powodów postanowiłem po prostu wrócić do rodzinnej wsi – Chmielna.

Poza wypadami po lokalnych atrakcjach turystycznych większość mego czasu została poświęcona na oddawanie się prymitywnym zabawom typu “telewizja”, “alkohol”.
Muszę przyznać, że taki mentalny “reset” się przydał. W pamięci pozostanie tajemniczy kawałek “Morena“, oraz cytaty z “Forfitera“. Skutecznie udało mi się przeprowadzić akcję plaża (przynajmniej jeden udany wypad na jezioro). Drenaż mózgu uskuteczniało piwo o zacnej nazwie “Specjal”.

Na szczęście nie byłem sam w procesie odmóżdżania. Dzielnie towarzyszył mi mój bratanek, a przez weekend do ekipy mentalnych zombie dołączyła moja kobieta. Tak też w towarzystwie wspaniałych mi osób czas przyspieszył kilkukrotnie. Nawet się nie zorientowałem kiedy mój urlop dobiegł końca (dosłownie ;) .

Dzięki za zajebiście spędzony czas. Bez Was prawdopodobnie mój urlop nie byłby żadnym odpoczynkiem.

Ps. dochodzę do wniosku, że chyba nie potrafię napisać już notki na blogu z mocnym naładowaniem emocjonalnym. Ciekaw jestem z czego to wynika..

Miniblog: Poranne zakupy to zło

Ciekaw jestem co pomyślała kobieta w sklepie gdy zobaczyła typa z przekrwionymi oczami, mamroczącego coś do siebie z głosem jakby był po konkretnej libacji. Przyłapałem się na tym (nie pierwszy raz), że idąc do sklepu, zaraz po tym jak się obudziłem, nie potrafię w miarę przejrzyście wyartykułować mojej zakupowej potrzeby. No i do tego te przekrwione oczy i tryb niekontrolowanego growlowania.

Trochę tak menelskim klimatem mi zajechało.

Miniblog: Demokratyczny folklor

Zamieszanie związane z dzisiejszą akcją “Krzyż” bardzo mi się podoba. Jest to dowód na to, że ludzie jak chcą się zbiorą aby manifestować swoje racje. Nawet jeśli są one absurdalne. Jeśli fetyszyści krzyża mogą siedzieć i wykrzykiwać swoje racje to takie same prawa mają Ci co są już wkurzeni/zmęczeni całą sytuacją.

W sumie to również jestem zmęczony tym cyrkiem. Mała grupka ludzi narobiła takiego zamieszania, że dzięki nim w oczach zewnętrznych obserwatorów możemy wyjść na fundamentalistów. W imię czego? Uczczenia pamięci ofiar? Nie sądzę.

Kuchary!

Udało się! Kuchary zaliczyłem, spotkałem Olego. Przyjąłem Schronienie, jego błogosławieństwo. Świetnie się bawiłem, wypocząłem, a do tego zostałem wzbogacony o całą masę nowych doświadczeń. Niniejszy wpis będzie swego rodzaju podsumowaniem tego wyjazdu.

Oczywiście w swój specyficzny sposób całość będzie zapisana chaotycznie, bez specjalnego porządku.


Drobin

Cóż wiele można o tym miejscu powiedzieć? Jest to wieś, która jest w sąsiedztwie Kuchar. To z niej właśnie dojechaliśmy do Kuchar. Straszna dziura. Większość budynków wygląda tak jakby miała się zaraz posypać. Poza tym panuje tam nieco dziwna atmosfera. Nie ważne jaka pora, tam zawsze są ludzie na ulicy, którzy po prostu patrzą na to co dzieje. Wiek nie ma znaczenia, zarówno starsi jak i młodsi po prostu czekają w miejscu na jakieś wydarzenie.

Z “ciekawostek” – to w tej wsi mieszkał Krzysztof Olewnik, osoba która została porwana dla okupu, a później brutalnie zamordowana.

Kuchary – ośrodek, organizacja

Spodziewałem się czegoś nieco innego. Ujrzałem ogromne pole, w centralnym miejscu stoi pałacyk. W jego pobliżu są dwie stupy, oraz oczka wodne. Z racji tego, że przyjechało tam ok. 1700 osób wszędzie było pełno namiotów.
Postawiono ogromny namiot – Gompę. Poza tym postawiono również kuchnię, jadalnię, punkt sanitarny itd.

Całość wydawała się być świetnie zorganizowana. Najważniejsze miejsca znajdowały się w centrum placu także łatwo było je znaleźć.
Zaplecze sanitarne bardzo dobrze zorganizowane. Stała masa przenośnych toalet, które były czyszczone każdego dnia (zdaje się, że chyba nawet kilka razy dziennie). Do tej pory nie zdarzyło mi się “przebywać” w tak czystym niebieskim kibelku ;) Poza kibelkami były oczywiście prysznice, miejsca gdzie można się odświeżyć, także nie trzeba było żyć we własnym smrodku.

Niestety kulała kuchnia. Rok temu była ogromna różnorodność jedzenia. W tym roku, już tak nie było. Co więcej, ludzie mówili, że to jedzenie było czasami niedogotowane..

Ludzie

To co zdecydowanie miało wpływ na ten wypad to ludzie. Byli niesamowicie życzliwi, przyjaźnie nastawieni, pomocni. Co więcej, w ogóle nie musiałem się obawiać o pozostawione rzeczy. Mogłem je zostawić na kilka godzin nie obawiając się, że ktoś coś zaraz zwinie.

Oczywiście co osoba to zupełnie inny film. Natrafiłem raz na pewną dyskusję typków, gdzie jeden drugiemu przedstawiał swoją wizję bycia polakiem. Jeden z jego tekstów jest wart odnotowania:

Ja jako polak, PRAWDZIWY polak nie pozwolę sobie aby jakiś zdrajca, cudzoziemiec, volksdeutch, sługus obcego państwa, Unii Europejskiej pluł mi w twarz!

Spadający Lama

Wyjazd do Kuchar był przede wszystkim po to aby poznać Olego Nydahla. Moje pierwsze wrażenie było takie, że Ole to po prostu zmęczony staruszek. W rzeczywistości Ole po prostu nie oszczędza siebie w swojej “pracy”. Prowadzi wykłady, sesje medytacyjne. Stara się rozwiązywać osobiste problemy wielu osób, daje błogosławieństwa.. a czasami też imprezuje ;)

Ole potrafi zaskakiwać. Podobno już tradycją jest, że w Kucharach nasz lama sobie skacze… Z balkonu pałacyku (z wysokości ok. 10-15 metrów), prosto w tłum ludzi.
Miałem też okazję wysłuchać zupełnie spontaniczne przemówienie Olego po projekcji jakiegoś filmu. Dotyczyło ono aktualnej sytuacji na świecie, oraz tego co powinniśmy zrobić aby zaradzić aktualnym zagrożeniom.

Ole potrafi przemawiać w sposób inspirujący. Pozostaje skromny, oraz widać jego oddanie dla wszystkich osób.

Różności

Buddyści wiedzą jak zrobić imprezę. Mamy świetnych DJów, którzy potrafią nakręcić imprezę. Poza tym otwartość ludzi sprawia, że zupełnie nie musiałem się przejmować tym co odstawiałem. Po prostu bawiłem się z nimi, dla nich.

Okazuje się, że wśród buddystów jest cała masa ludzi z IT. Oczywiście nie mogło się obejść bez specyficznych rzeczy związanych z branżą – składanie życzeń, aby w kodzie nie było błędów (co w zamian przyniesie pożytek innym osobom), oraz okrzyki typu “INTERFEJS”. Oczywiście trzeba było pokazać naszą alienację :D

Podsumowanie

Warto było. Poznałem lamę, przyjąłem w nim Schronienie. Pewnie nadal będę weryfikować go przez jakiś czas. Mam całą masę dobrych wrażeń, zregenerowane siły. W końcu miałem odrobinę wypoczynku!