Archive | November, 2010

Gejoza i wieśniactwo, czyli rzecz o modzie

Działy odzieży męskiej muszą inspirować się hasłami Diogenesa. W ich wypadku można przejść się po nich z latarką (oczywiście wbudowaną w telefon, bądźmy odrobinę nowocześni) i krzyknąć “szukam ubrań dla facetów”. No chyba, że te gejowskie szmatki to są ubrania.

Gdzieś w mojej głowie tkwi takie stereotypowe wyobrażenie geja, a właściwie jego ubioru. Ubioru zbliżonego do garderoby damskiej. W zasadzie takie coś mamy aktualnie według tzw mody.
Możliwe, że dyktatorzy mody są gejami i serwują takie ubrania aby faceci byli w ich spojrzeniu bardziej seksowni.

No cóż, mam to gdzieś. Chcę kupić sobie normalną bluzę, a nie sweterek z ogromnym dekoltem, podobny do tych które noszą panie. Chcę jakieś normalne spodnie, a nie obcisłe rurki, ugniatające moje delikatne jajka.
Przede wszystkim chcę wyglądać jak facet, a nie jak kobieta. Możliwe, że dla wielu moja potrzeba może się wydawać niezrozumiała. Uważam, że faceci powinni wyglądać jak faceci. Gejom (stereotypowym) pozostawmy wygląd podobny do kobiet.

Pomijając gejozę ubrań, mam serdecznie dość tych wszelkich udziwnień. Powiedzcie mi jaki jest sens posiadania marynarki z Mario? Rozumiem, że wszyscy hipsterzy pragną wyglądać jak nerdy. W końcu tylko nerdy opierały się wszelkiej modzie. Skoro się tak dobrze opierały modzie to moda postanowiła ich zaatakować w inny sposób. Dokonała czegoś podobnego do asymilacji i teraz czerpie garściami z flanelowych koszul i kolejnych postaci gier RPG.

Cieszę się również z faktu powrotu do łask ortalionowych strojów wyjściowych. Polska wieś będzie ponownie modna. Mam też propozycje na ten sezon – filcowe gumiaki, oraz kurtki wyposażone w podręczną kieszeń na wino. Myślę, że z wiejskiej technologii odzieżowej można ściągnąć kilka innych, równie ciekawych, rozwiązań.

Serio, czy tylko mnie uderza tak bardzo fakt, że faceci coraz częściej wyglądają jak panienki? Jeśli nie jakieś nerdo-hipstery i gejozy to atakuje moda w stylu “metro”. Czy świat zapomniał o zwykłych facetach, którzy nie chcą zmieniać płci?
Wkurza mnie to też z innego powodu. Czas moich zakupów wydłużył się do kilkugodzinnych (rozbitych na kilka dni) poszukiwać, które często są zakończone niepowodzeniem.

Sennik: Ucieczka

Uciekałem. Przed kimś z “klamką”. Uciekałem tylko po to aby nagle teleportować się do rodzinnego domu i zostać uwięzionym przez tych co mnie gonili. Na szczęście znałem parę sztuczek Mak Gajwera i uwolniłem się. Zastosowanie napalmu wlanego do prezerwatywy i ułożenie go wzdłuż ściany potrafiło dokonać cuda (rzecz jasna po podpaleniu lontu ze sznurówek). No i znowu uciekałem.

Śmierć okazała się być po raz kolejny głównym aktorem mojego snu. Podczas ucieczki zdaje się, że nawet kogoś zabiłem. Co do techniki nie jestem pewien, ale dla urozmaicenia możemy przyjąć, że zastosowałem chwyty Stiwena Sigala. Moja ponowna ucieczka doprowadziła na jakąś budowę, gdzie w pewnym momencie wpakowałem się do miejsca, z którego nie można było się cofnąć.

Jedynym rozwiązaniem był skok w dół, który pewnikiem skończyłby się śmiercią. Ja jednak z pewnością Neo postanowiłem się rzucić w dół próbując się w locie łapać wszystkiego co mogło pomóc (przez chwilę to nawet chciałem z impetem robić rękoma dziury w ścianie i łapać wyrwy). Genialny pomysł zakończył się śmiercią, tym razem moją. Była ona chyba poważna, bo rano okazało się, że moja poduszka była pod nogami.
Po tej raczej mizernej śmierci nastąpiło cofnięcie akcji. Mogłem przeanalizować to czego dokonałem i wybrać alternatywną formę ucieczki.

Paradoksalnie senniki w tej sytuacji wróżą nawet coś dobrego. Wierzę im w tym samym stopniu co zapowiedziom końca świata. Moja skromna teoria mówi, że nastąpiło jakieś oczyszczenie. Umarła cząstka “mnie”. Możliwe, że jest to zapowiedź zmian.

Wiem natomiast jedno, nie lubię takich snów. Zwłaszcza gdy po nich tracę jedyną miękką rzecz na której mógłbym położyć głowę.

Żywioł(ak)

Kapela Żywiołak jest mi znana od dłuższego czasu. Ich muzyka jest ciekawa, łatwo wpada w ucho, jak trzeba daje odpowiednią dawkę “kopa”. Wczoraj byliśmy na ich koncercie w Gdyńskim Uchu. Uważam, że jakość kapeli określa się na podstawie tego jakie koncerty daje. W tym wypadku Żywiołak jest kapelą wysokiej klasy.

Koncerty Żywiołaka to właściwie nie koncerty ,jest to misterium w której otchłań wpada każdy uczestnik.Bardzo zjawiskowa sprawa,strach pomyśleć gdzie graliby gdyby puszczali ich na rmfach czy innyc radiach bzdet-hala Ergo Arena byłaby za mała;)

blog Fotogrip

Czy powinienem dodać coś więcej? A tak, znowu wpakowałem się w pogo. Bałem się jak cholera, w końcu 90% publiczności przyszła w glanach. Mimo to było zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Co więcej, w pewnym sensie było nawet spokojniej.

Muzyka Żywiołaka to prawdziwy żywioł. Wciąga, nie pozwala stać w miejscu. Najbardziej żałuję te momenty kiedy stałem i popijałem piwo. Nawet wtedy próbowałem coś w rodzaju pół-pogo. Skończyło się to dość sporym ubytkiem złocistego płynu.
Była okazja aby usłyszeć parę nowych utworów. Nie zapomnę kawałka “wypalamy trawy” – ogrom pozytywnej energii.

Po koncercie udało się zdobyć płyty z autografami zespołu. Przy okazji miałem okazję poznać Zala :)

Wróciliśmy totalnie zmęczeni. Dokonała się konwersja całego tygodnia ciężkiej pracy (i odrobiny nerwów) w porządne zakwasy. Tego było mi potrzeba.
Szkoda tylko, że w Uchu piwo jest słabe, a wracając do domu wpakowałem się w gówno.

Jeszcze większa szkoda, że Żywiołak nie robi częściej koncertów w okolicy. Pomimo dość ograniczonego repertuaru z wielką chęcią wybrałbym się kolejną imprezę z ich udziałem.

Wypalenie

Niedawno odkryłem jak czuje się telewizor plazmowy, który za długo wyświetlał stację ze statycznym logo. Kilka poprzednich dni było dla mnie wytężoną pracą przy komputerze. Na tyle wytężoną, że idąc spać nadal migało mi przed oczami. Możliwe, że ostatnimi czasy ciemność została wyposażona w kolorofon. Jeśli nie to definitywnie mogę stwierdzić, że widziałem “światła” po zamknięciu oczu.

Chyba przez tą pracę na oczach tymczasowo (na szczęście!) wypalił mi się obraz monitora. Trochę to uciążliwe było. W końcu najlepiej zasypia się gdy jest ciemno, bez dyskoteki przed oczami. Na szczęście luźniejszy dzień cofnął zmiany w gałach dzięki czemu dzisiejsza noc odbyła się bez orgii barw.

Miniblog: Regres

Już wiem co będzie chorobą społeczeństwa za jakiś czas – nieumiejętność pisania. Takiego odręcznego. Komputery spiskując przeciwko nam wymusiły na nas coraz powszechniejsze stosowanie krzemowych zabawek. Widzę to po sobie. Dzisiaj miałem problem ze złożeniem prostej parafki.

Za młodu dziwiłem się mojej babci, która czasami chwytała gazetę i zostawiała na niej cały rządek własnoręcznie napisanych literek. Podejrzewam, że na stare lata nie chciała stracić “wprawy”. Wiek niestety sprawił, że miała problemy ze stabilnym utrzymaniem pisadła. W naszym wypadku to nie zdrowie jest problemem, a lenistwo.

Zdaję sobie sprawę z głupiego wydźwięku tego co za chwilę napiszę, ale dzisiaj poczułem się tak jakbym był własną babcią.

Trójmiejski Festiwal Kultury Buddyjskiej

To już 3 edycja Trójmiejskiego Festiwalu Kultury Buddyjskiej – “Przestrzeń Umysłu”. Między 22 a 28 listopada każdy od Gdyni po Gdańsk będzie mógł doświadczyć tego jak kultura buddyzmu tybetańskiego z powodzeniem zakorzeniła się na zachodzie, dodając od siebie to co najwartościowsze. Będą wykłady, wystawa oraz projekcje filmów w pełnej radości atmosferze.

Przez cały następny tydzień odbędzie się seria wykładów i prezentacji na temat buddyzmu. Osobiście imprezę polecam i serdecznie zapraszam. W miarę skromnych możliwości również postaram się tam zjawić.

Więcej informacji na stronie trojmiasto.pl, lub gdansk.buddyzm.pl.

Nie lubię takich dni

Pomyślałem sobie, że obudzę się przepełniony miłością do ojczyzny i napiszę coś wzniosłego. Tak się nie stało. Uderzyła we mnie szara rzeczywistość listopada. Można powiedzieć, że listopad jest prawie w pełni swej formy, brakuje jeszcze zaćmienia słońca. Trzeba oddać mu jedno – bardzo się stara aby było przygnębiająco. Całe szczęście, że wybory się nie skończyły. Jeszcze przez jakiś czas papierowe neony będą świecić.

Wolny dzień wnosi pewne konsekwencje. Jedną z nich jest zjawisko tak bliskie nam, a nie dostrzegane kiedy mamy co robić – myślenie. Tak więc znowu sobie myślę.
Myślenie w nadmiarze powoduje u mnie przygnębienie. Wredny listopad dodaje rumieńców temu stanowi.
Dużo przemyślałem. Całe swoje życie (ostatni rok, reszta to jakieś mroki), kwestie światowe oraz sytuację taktyczną w moim pokoju. Stwierdziłem co następuje – nic mi się nie chce.

Mam w sobie dość mocny pierwiastek żeński, bowiem targają mną wewnętrzne sprzeczności. Mimo tego, że nic mi się nie chce to jednak coś bym zrobił. Znowu myślę. Ponownie przewija się film życia, teraz widzę cały świat, ale już powrócił pokój.. Chyba pójdę wyrzucić śmieci.

Już miałem kończyć pisać, chociaż pewne zjawisko jest warte odnotowania. Listopad zauważył moją spokojną egzystencję i przejął się jej losem. Pozwolił na to aby odrobina słońca oblała ziemię. Chwała mu za to! Przy okazji wyrzucania śmieci pójdę poszukać godnej ofiary.

O jeszcze jedna rzecz! Już dawno nie przytrafiło mi się coś równie górnolotnego jak ten wpis. Myślę, że śmiało może konkurować z tęgimi rozkminami nastoletniego radmena.
Dziwne, ale świadomość tego faktu poprawiła mój stan. Chyba miałem potrzebę na spłodzenie takiego bękarta. Tym razem to jest definitywny koniec tego wpisu.

Zapasowe gałki

Moje patrzałki chyba ulegają stępieniu (jeśli nie temu to na pewno zaczynają rdzewieć). Teoria jedna mówi, że sprzedałem sobie placebo. Druga teoria mówi, że lobby lekarskie wmawia mi upośledzenie wzroku abym pozostawił w ich kiesach “grube miliony”. Jest też trzecia teoria. Taka najmniej atrakcyjna z punktu widzenia zwykłego telewidza – faktycznie jest problem ze wzrokiem.

Badania lekarskie tak jakby to potwierdziły. Potrzebne są mi zapasowe gałki (a właściwie to szkła/soczewki i tylko na jedno oko). Spotkanie z okulistą sprawiło, że nagle świat dwukrotnie się rozmazał. Wychodzi na to, że będę musiał zainteresować się kupnem okularów, lub odpowiednich szkieł kontaktowych.

Kolejna misja, kolejny wydatek. Pozostaje jeszcze siła perswazji i wmówienie sobie, że tak naprawdę wszystko widzę poprawnie. A może by tak spróbować ręcznie wyregulować wadliwą gałkę?

Wspomnienia ty dziwko!

W mej głowie powstała nowa definicja pojęcia “wspomnienia”. Wspomnienia są jak dziwka. Właściwie to jak alfons, który domaga się zapłaty za usługę. Tak naprawdę to wspomnienia to jedno i drugie. Istnieje nawet pewna wzajemna relacja – im lepsze usługi kurtyzany, tym bardziej skąpy jest sutener. Warto też nadmienić, że sam alfons poza byciem skąpym jest również socjopatą. Wyjątkowo wrednym socjopatą. Kimś kto lubi robić częste, niespodziewane wizyty o trzeciej nad ranem z pytaniem czy chcemy zupełnie za darmo oberwać.

Jak uniknąć problemu z prostytutką? Możliwe, że seks tantryczny będzie w tej sytuacji najlepszy. Zwykłe delikatne muskanie, zaczepki, bez “wchodzenia” w szczegóły. Prawdopodobnie wtedy opiekun dziwki nie będzie robił problemów. Oczywiście najlepszym sposobem na uniknięcie kontaktu z windykatorem usługi będzie uniknięcie kontaktu z panią. Czy da się to osiągnąć, zwłaszcza jeśli ta pani jest wyjątkowo piękna..?

Miniblog: Wyborczo

Genialnym pomysłem jest zorganizowanie wyborów na jesień. Zrobiło się kolorowo, pozytywne barwy zalewają ulice. Kandydaci postanowili wykorzystać barwy narodowe – biały i niebieski. Wszyscy są w garniturkach, próbują sobie przypomnieć jak wygląda uśmiech. Część z nich zapewne uśmiecha się na samą myśl o tym czego nie wykona.

Brakuje mi w tym wszystkim odrobiny luzu i folkloru. Zaprawdę powiadam, że ta osoba która wywiesi plakat, na którym paraduje w dresie zyska moje poparcie. Jeśli na tym zdjęciu będą widoczne widły to przekonam rodziców. Za buty z wyłażącą słomą sprawię, że cała rodzina zagłosuje na Wybrańca.

Ordynacja w wydaniu poprawionym ponoć głosi, że po wyborach sztaby będą musiały zdjąć swoją papeterię. Ciekaw jestem, który z nich dokona tego najszybciej. Ci co uwiną się zadaniem najszybciej zyskają moje skromne poparcie.