Nie lubię takich dni

Pomyślałem sobie, że obudzę się przepełniony miłością do ojczyzny i napiszę coś wzniosłego. Tak się nie stało. Uderzyła we mnie szara rzeczywistość listopada. Można powiedzieć, że listopad jest prawie w pełni swej formy, brakuje jeszcze zaćmienia słońca. Trzeba oddać mu jedno – bardzo się stara aby było przygnębiająco. Całe szczęście, że wybory się nie skończyły. Jeszcze przez jakiś czas papierowe neony będą świecić.

Wolny dzień wnosi pewne konsekwencje. Jedną z nich jest zjawisko tak bliskie nam, a nie dostrzegane kiedy mamy co robić – myślenie. Tak więc znowu sobie myślę.
Myślenie w nadmiarze powoduje u mnie przygnębienie. Wredny listopad dodaje rumieńców temu stanowi.
Dużo przemyślałem. Całe swoje życie (ostatni rok, reszta to jakieś mroki), kwestie światowe oraz sytuację taktyczną w moim pokoju. Stwierdziłem co następuje – nic mi się nie chce.

Mam w sobie dość mocny pierwiastek żeński, bowiem targają mną wewnętrzne sprzeczności. Mimo tego, że nic mi się nie chce to jednak coś bym zrobił. Znowu myślę. Ponownie przewija się film życia, teraz widzę cały świat, ale już powrócił pokój.. Chyba pójdę wyrzucić śmieci.

Już miałem kończyć pisać, chociaż pewne zjawisko jest warte odnotowania. Listopad zauważył moją spokojną egzystencję i przejął się jej losem. Pozwolił na to aby odrobina słońca oblała ziemię. Chwała mu za to! Przy okazji wyrzucania śmieci pójdę poszukać godnej ofiary.

O jeszcze jedna rzecz! Już dawno nie przytrafiło mi się coś równie górnolotnego jak ten wpis. Myślę, że śmiało może konkurować z tęgimi rozkminami nastoletniego radmena.
Dziwne, ale świadomość tego faktu poprawiła mój stan. Chyba miałem potrzebę na spłodzenie takiego bękarta. Tym razem to jest definitywny koniec tego wpisu.

One Response to “Nie lubię takich dni”

  1. de November 11, 2010 at 2:33 pm #

    Listopad? Przygnębiający? Tegoroczny listopad??! Nie wierzę. Zaiste, przecieżże nawet we wszystkich świętych zawitało nam na niebo słońce i błękity. A potem halny (ten to umie życie w człowieka tchnąć!.) A teraz znów słońce i, na dodatek, to rozgwieżdżone niebo z meteorami… Miesiąc, skromnym mym zdaniem, najpiękniejszy w tym roku, bo nie mogący się równać z takim rozbeczanym majem, tudzież mroźnym październikiem (4 stopnie w pierwszych jego dniach, to ci dopiero przygnębiające przeżycie było).

    PS. No dobra, dobra. Nie każdy cierpi na meteopatię.