Archive | January, 2011

Przeczytane: Miroslav Žamboch – Wylęgarnia

Wystarczy mit i wiara ludzi aby stworzyć półboga. Marika, zwykła dziewczyna, jeszcze nie wie, że przez przypadek zostanie częścią takiego mitu. Wplątana w porachunki mafijne odkrywa swoje nowe umiejętności. Jako półbóg (lub demon) weźmie udział w walce z innymi demonami.

Nie przychodzi mi nic innego także taki akapit pozostawiam tytułem wstępu. Ten akapit jako rozwinięcie będzie kilku zdaniowym opisem wrażeń z czytania książki. Zacznę od tego, że od samego początku jest akcja. Na początku dość delikatnie. Jeden trup, potem kolejny. Później kogoś się positkuje, a ten ucieknie itd. Później to mamy już krwawą juchę na całego. Po co broń skoro można przeciwnika rozerwać własnymi rękoma (lub ostrzami)?

Przedstawione jest kilka różnych wątków, które w pewnym momencie się łączą. Autor dokonuje translacji pojęć mitologicznych na język fizyki. Chyba mu się to udało, ponieważ w pewnym momencie przestałem rozumieć używane pojęcia. Wolałem (podobnie jak główna bohaterka) zadowolić się pojęciami mistycznymi.

Najbardziej podobał mi się wątek dotyczący tego skąd się biorą półbogowie (lub demony). Otóż tak jak wspomniałem – wystarczy mit i wiara ludzka aby tego dokonać. Aby zostać bogiem trzeba czegoś więcej – znaleźć osobę, która ma dowód boskości, a mimo to w niego nie wierzy.

Lektura wciąga. Wraz z czytaniem coraz bardziej chce się poznawać dalsze losy bohaterów, przez co oba tomy zostały skonsumowane w niecałe dwa tygodnie. Osobiście polecam.

Miniblog: Odwyk

Początkowo lubiłem budzić się z luką w mej pamięci. Świadczyło to o epickim melanżu, a to z kolei uświadamiało mi, że jednak potrafię się zabawić. Bardzo szybko pojawiły się problemy. Początkowo to było tylko niewyspanie. Później luki w pamięci poszerzały się tak jakby ktoś wysadził w powietrze wczorajsze wspomnienia. Trzeba było coś z tym zrobić.

Powyższy opis stanowi o moim kunszcie wierszoklety oraz pisarza science-fiction. Faktem pozostaje, że ostatnim czasem niby coraz częściej sięgałem sobie po okazyjny alkohol. Żadne duże ilości, przysłowiowe piwko dziennie. Luk w pamięci nie posiadam, źle nie jest. Mimo to w ramach akcji pozbywania się toksyn z organizmu ogłaszam tydzień ascezy (brzmi lepiej niż odwyk co nie?) alkoholowej. Nie przewiduję problemów, także nie spodziewajcie się jakiś dramatycznych relacji z kolejnego dnia na “głodzie”.

Jedynie jutro jest jakaś godzinna luka na małą dyspensę. Trzeba wznieść toast za wypuszczenie dwóch dużych projektów. Tego akurat nie odmówię.
No, pochwaliłem się to teraz idę to opić ;)

Miniblog: Skrobać, czy wydłubywać?

Dokonałem obserwacji – metody pozyskiwania masła (lub margaryny) za pomocą noża (i nie tylko) dzielą się zasadniczo na dwie: skrobanie i wydłubywanie. Która metoda Waszym zdaniem jest najlepsza?

Jeśli o mnie chodzi to zdecydowanie jestem skrobaczem. Wydłubywanie wydaje się być takie jakieś mało estetyczne. W wyjątkowo trudnych sytuacjach. Wtedy stosuję tzw “combosy”, chociaż muszę przyznać, że cierpi na tym moja dusza artysty.

I’m Batman!

Wydaje się, że moje niebezpieczne fascynacje rozpoczęły się już w podstawówce. To wszystko przez kreskówkę Dragon Ball. Wizja bycia mistycznym wojownikiem broniącym planety bardzo mi się spodobała. Tyle tylko, że czasami jestem jednym ze złych charakterów. Najlepiej by było, żebym był jak Goku i jakiś zły typ (np. Picollo). Gdybym łapał tzw “rage mode” to moja siła by rosła, a ja mógłbym spopielić swoich wrogów. Taak, na samą myśl o możliwych sposobach spopielenia przeciwników aż mnie ciarki przechodzą. Czasami też bym niszczył całe miasta. W sumie bez powodu, bo mogę.

Później zaczęło być tylko gorzej. Na swej wędrówce przez życie napotkałem serię Hellsing. Zapragnąłem walczyć po stronie organizacji zwalczającej wampiry. Najlepiej abym to ja był potężnym Nosferatu. Podobnie jak Alucard sączyłbym przyjemność z czynienia rozpierduchy. Niszczyłbym słabych popleczników, a pozostawiałbym jedynie tych Godnych.

Na szczęście udało mi się przejść na dobrą stronę Mocy. Chciałbym aby ktoś powiedział mi, że mam predyspozycje na bycie Jedi. Zgłębiłbym tajniki mocy, a sztukę świetlnego fechtunku miałbym opanowaną do perfekcji. Pomagałbym słabszym i cierpliwie pleniłbym zło z Republiki.

Chyba mam coś w rodzaju syndromu wybrańca. Czekam na to, aż ktoś obcy powie mi, że jestem Wyjątkowy. Wtedy rozpocznie się moja przygoda. Będę romantycznym rycerzem (jedi) zabijającym wampiry z kosmosu.

Na szczęście nie muszę już czekać. Zostałem programistą. Posługuję się mistycznym językiem. Jestem w stanie tworzyć całe światy, niszczyć je i odtwarzać. Jeśli tylko chcę mogę zostać bohaterem, lub geniuszem zła. Wszystko jest możliwe, bo jako programista mogę sobie stworzyć taką rzeczywistość.

I co z tego, że będę w niej tylko ja? Będę bogiem, szatanem oraz Kubusiem Puchatkiem. Będę tworzył, niszczył. Stworzę sobie poddanych, narzucę im swoją ideologię (nawet jeśli nie będą jej chcieli) i karzę im mnie czcić. Będę rozdawał darmowy pasztet i żądał od poddanych aby płacili za mnie podatki. W końcu będę kimś!

Notka pisana pod wpływem dziecięcych fantazji oraz Ciechana Miodowego.

Żywiołak – Nowa Mix-Tradycja

Gdy dowiedziałem się, że Żywiołak wyda nowy album to cieszyłem się niepomiernie. Później okazało się, że mają to być zremiksowane utwory z pierwszego krążka i mój zachwyt opadł. Wersja techno? Troszkę to nie pasuje do muzyki określanej często jako pagan-metal. Album “Nowa Mix-Tradycja” został wydany niedawno, całkiem ciężko było go zdobyć. Na szczęście czego nie ma w Internecie jest jeszcze w realu. Dzięki uprzejmości sieci Empik udało się po jakimś czasie odebrać zamówiony album.

Przyznaję, remiksy są na poziomie. Każdy z DJów postarał się o własną interpretację remiksowanego utworu. Nie są to zwykłe “łupanki”. Niektóre kawałki są dynamiczne, inne mniej. Trochę brakuje wokali. Niektóre utwory dość mocno przeplatają oryginalną ścieżkę, inne trzymają się jedynie melodii i wokalu. Jaki to daje efekt? Jest mrocznie, chłodno, ponuro. Jest też dynamicznie, skocznie, oraz na swój sposób “ostro”.

Albumu nie polecę tym, dla których nie ma innej muzyki poza rockiem/metalem. Prawdziwi fani również mogą się w pewnym sensie zawieść. To nie jest taki “prawdziwy” Żywiołak. Mnie ten album uwiódł. Podoba mi się to nowe brzmienie. Szkoda tylko, że to wszystko trwa tak krótko.

Ps. Na albumie znajduje się również mały bonus – utwór “Rolnik” (tym razem nie remiksowany). Ci co byli na koncertach Żywiołaka na pewno skojarzą :)

Tron Legacy

Lubię rzeczy, które pobudzają moją kaleką wyobraźnię. Wyobraźnia wymusza myślenie, a myślenie sprawia, że nie czuję się nierobem. Jest kilka filmów, które pobudziły w pewien sposób moją wyobraźnię. Dzięki temu po ich obejrzeniu zastanowiłem się kilka razy nad przesłaniem, a czasami po prostu delektowałem się niektórymi smaczkami.

Tak było w przypadku nowego Trona. Fabuła godna telenoweli dla osłów, ale obrazy i muzyka zrobiły swoje. Ze smaczków warto wspomnieć o Obi Wan Kenobim w wersji rave oraz genialnej muzyce Daft Punk. Rozbawiła mnie wizja programów wypowiadających się o swoim przeznaczeniu. Świat wewnątrz maszyny okazał się być nader fikuśny. Programy mają osobowość, robią sobie igrzyska, oraz powstają samoistnie (zapewne raz na jakiś czas /dev/random generuje kod jakiegoś mniejszego programu w dowolnym języku).

Czy warto na to iść? Myślę, że tak. Chociażby dla samej przyjemności wchłaniania obrazu i dźwięku. Okazuje się, że nie trzeba wymagać za wiele od fabuły aby czasami film mógł się spodobać.

Miniblog: Fail dail

Zapewne gdybym dzisiaj pływał łódką po jeziorze i z niej wypadł to nie trafiłbym do wody. Dzisiaj błędy popełniają się seryjnie, bez naciskania spustu. Dzięki temu mam lawinowy spadek motywacji, a dobry humor już dawno poszedł zaprzyjaźnić się z innymi.

Jeszcze gorsze okazuje się perpetuum mobile demotywacji. Każdy błąd utwierdza mnie w przeświadczeniu, że nic się nie uda. Najlepiej chyba będzie pójść szybko spać. Na wszelki wypadek zdejmę półkę wiszącą nad łóżkiem co by mnie nocą nie chciała zaatakować.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Niniejszy wpis rozpoczyna serię corocznych notek, które można określić jako “podsumowanie roku” (dawniej tytułowanych w ten właśnie sposób). Przedstawiona treść będzie pokroju egoistycznego harlequina, także będzie coś o cyckach, piwie, pasztecie oraz odrobinie uczuć.

Rok 2010 rozpoczęliśmy w sposób spokojny. Nie wpadłoby mi wtedy do głowy, że spokojny początek jest jedynie ciszą przed burzą. Już pod koniec pierwszego miesiąca tego roku zakończył się blisko trzy letni związek. Nie było to łatwe przeżycie. Jego konsekwencje wryły się mocno na kolejne miesiące, a po dziś dzień odbijają się czkawką.

Po raz pierwszy pojawiły mi się myśli samobójcze. Na szczęście były to tylko małe pierdy mojego serca, a nie prawdziwa determinacja zakończona sukcesem. Odczułem w sposób straszliwy samotność, oraz pewnego rodzaju bezsilność. Z tej bezsilności i samotności rozpoczęła się seria zmian, oraz wewnętrznych transformacji.

Rozpoczęło się od poznania buddyzmu Diamentowej Drogi. Ten wybór okazał się być jednym z najlepszych w tym roku. Dzięki praktykom osiągnąłem wewnętrzny balans, oraz dystans do tego co się wydarzyło i wydarza. Dzięki napotkanym buddystom odkryłem coś jeszcze. Zwykła życzliwość dla innych jest czymś pięknym. To co najcenniejsze, co możemy ofiarować innym jesteśmy my sami.

Kwiecień okazał się być ciężkim miesiącem. Głównie przez psychiczne obciążenie wynikające z naprawdę fatalistycznych snów. Po raz pierwszy w życiu odczułem w sposób wyraźny koszmary senne, ciągnące się za mną przez kilka dni.

Koszmary przepadły. Nastał czerwiec, a wraz z nim ogólne przyspieszenie czasoprzestrzeni. Nagle okazuje się, że poznaję kobietę będącą przeciwieństwem mnie. Ja spokojny i mało socjalny no-life zaczynam zadzierać z kimś, kto nie odpuści nudy. Szalony miks naszych temperamentów póki co wydaje się sprawdzać. Nagle wszystko mknie do przodu.

Było kilka udanych imprez. Pierwsze pogo, później kolejne. Przestałem się bać wypadów na imprezy (no dobra, nadal mam jakieś opory, ale mniejsze). Zdobyłem więcej szacunku do samego siebie, oraz nabrałem pewności siebie. Ciężko było do tego dojść. Zwłaszcza po moich przejściach.

Nastąpiła też kolejna poważna transformacja. Tym razem zmianie uległo moje zewnętrze. Zrzuciłem parę kilo pozbywając się mopa z głowy. Staranna pielęgnacja włosów przez ponad rok była skuteczna. Udało mi się w końcu związać je gumką i wyglądać jak “młody Sojka”. Niestety kojarzyły mi się one z moją poprzednią miłością. Głównie dlatego, że to dzięki Tej kobiecie udało mi się wytrzymać coraz dłuższe sesje mycia głowy. Włosy ściąłem tłumacząc innym, że “chciałem zrzucić parę kilo”, lub próbowałem insynuować jakoby mój gust uznał kudły jako passé. Później odkryłem, że był to również symbol ostatecznego zerwania z przeszłością.
Niestety z przeszłością do końca nie zerwałem. Nie wypalił też inny plan związany z kudłami. Chciałem zrobić z nich dredy i poczuć się jak prawdziwy rasta.

Coś jeszcze? Skoro to jest podsumowanie to warto wspomnieć o postępach na tle zawodowym. Kolejnych porażkach na tle uczelnianym. Statystycznie częściej się uśmiechałem, miałem więcej ruchu, dzielnie starałem się wyrobić normę średniej ilości spożytego piwa.

Po fatalnym rozpoczęciu roku nie spodziewałem się zbyt wiele. Wszystko zapowiadało się w szarych barwach. Wprawdzie tęcza nie wdarła się do mózgu, ale szarość przepadła. Dokonałem wielu ciekawych odkryć. Utwierdziłem się również w tym, ze nie ma czego żałować.

Nie wiem czy mogę określić ten rok udanym. Pozostały na mnie szramy, których się nie pozbędę. Wryły się również nowe doświadczenia. Narodziły się nowe relacje. Dawne uległy odświeżeniu, inne wygasają. Był to dynamiczny rok, oferujący pełny zakres wrażeń. W bilansie zysków i strat jestem raczej stratny. Ubytek włosów jest zdecydowanie zauważalny.

To co było skutecznie zapiłem whisky w rytmie Lady Gaga. Na przyszłość nie planuję zbyt wiele. Jedynie tyle aby być bardziej zajebistym niż teraz. Chcę również popełnić jakieś postępy w praktyce buddyjskiej (buddyzm nie okazał się być jedynie tymczasową zabawką). Jeśli uda się sformować konkretne cele to spiszę je tutaj aby później sprawdzić co z nich dokonałem.

Nowy rok rozpoczyna się dobrze. Zobaczymy jakim okaże się być.