Coś się kończy, coś się zaczyna

Niniejszy wpis rozpoczyna serię corocznych notek, które można określić jako “podsumowanie roku” (dawniej tytułowanych w ten właśnie sposób). Przedstawiona treść będzie pokroju egoistycznego harlequina, także będzie coś o cyckach, piwie, pasztecie oraz odrobinie uczuć.

Rok 2010 rozpoczęliśmy w sposób spokojny. Nie wpadłoby mi wtedy do głowy, że spokojny początek jest jedynie ciszą przed burzą. Już pod koniec pierwszego miesiąca tego roku zakończył się blisko trzy letni związek. Nie było to łatwe przeżycie. Jego konsekwencje wryły się mocno na kolejne miesiące, a po dziś dzień odbijają się czkawką.

Po raz pierwszy pojawiły mi się myśli samobójcze. Na szczęście były to tylko małe pierdy mojego serca, a nie prawdziwa determinacja zakończona sukcesem. Odczułem w sposób straszliwy samotność, oraz pewnego rodzaju bezsilność. Z tej bezsilności i samotności rozpoczęła się seria zmian, oraz wewnętrznych transformacji.

Rozpoczęło się od poznania buddyzmu Diamentowej Drogi. Ten wybór okazał się być jednym z najlepszych w tym roku. Dzięki praktykom osiągnąłem wewnętrzny balans, oraz dystans do tego co się wydarzyło i wydarza. Dzięki napotkanym buddystom odkryłem coś jeszcze. Zwykła życzliwość dla innych jest czymś pięknym. To co najcenniejsze, co możemy ofiarować innym jesteśmy my sami.

Kwiecień okazał się być ciężkim miesiącem. Głównie przez psychiczne obciążenie wynikające z naprawdę fatalistycznych snów. Po raz pierwszy w życiu odczułem w sposób wyraźny koszmary senne, ciągnące się za mną przez kilka dni.

Koszmary przepadły. Nastał czerwiec, a wraz z nim ogólne przyspieszenie czasoprzestrzeni. Nagle okazuje się, że poznaję kobietę będącą przeciwieństwem mnie. Ja spokojny i mało socjalny no-life zaczynam zadzierać z kimś, kto nie odpuści nudy. Szalony miks naszych temperamentów póki co wydaje się sprawdzać. Nagle wszystko mknie do przodu.

Było kilka udanych imprez. Pierwsze pogo, później kolejne. Przestałem się bać wypadów na imprezy (no dobra, nadal mam jakieś opory, ale mniejsze). Zdobyłem więcej szacunku do samego siebie, oraz nabrałem pewności siebie. Ciężko było do tego dojść. Zwłaszcza po moich przejściach.

Nastąpiła też kolejna poważna transformacja. Tym razem zmianie uległo moje zewnętrze. Zrzuciłem parę kilo pozbywając się mopa z głowy. Staranna pielęgnacja włosów przez ponad rok była skuteczna. Udało mi się w końcu związać je gumką i wyglądać jak “młody Sojka”. Niestety kojarzyły mi się one z moją poprzednią miłością. Głównie dlatego, że to dzięki Tej kobiecie udało mi się wytrzymać coraz dłuższe sesje mycia głowy. Włosy ściąłem tłumacząc innym, że “chciałem zrzucić parę kilo”, lub próbowałem insynuować jakoby mój gust uznał kudły jako passé. Później odkryłem, że był to również symbol ostatecznego zerwania z przeszłością.
Niestety z przeszłością do końca nie zerwałem. Nie wypalił też inny plan związany z kudłami. Chciałem zrobić z nich dredy i poczuć się jak prawdziwy rasta.

Coś jeszcze? Skoro to jest podsumowanie to warto wspomnieć o postępach na tle zawodowym. Kolejnych porażkach na tle uczelnianym. Statystycznie częściej się uśmiechałem, miałem więcej ruchu, dzielnie starałem się wyrobić normę średniej ilości spożytego piwa.

Po fatalnym rozpoczęciu roku nie spodziewałem się zbyt wiele. Wszystko zapowiadało się w szarych barwach. Wprawdzie tęcza nie wdarła się do mózgu, ale szarość przepadła. Dokonałem wielu ciekawych odkryć. Utwierdziłem się również w tym, ze nie ma czego żałować.

Nie wiem czy mogę określić ten rok udanym. Pozostały na mnie szramy, których się nie pozbędę. Wryły się również nowe doświadczenia. Narodziły się nowe relacje. Dawne uległy odświeżeniu, inne wygasają. Był to dynamiczny rok, oferujący pełny zakres wrażeń. W bilansie zysków i strat jestem raczej stratny. Ubytek włosów jest zdecydowanie zauważalny.

To co było skutecznie zapiłem whisky w rytmie Lady Gaga. Na przyszłość nie planuję zbyt wiele. Jedynie tyle aby być bardziej zajebistym niż teraz. Chcę również popełnić jakieś postępy w praktyce buddyjskiej (buddyzm nie okazał się być jedynie tymczasową zabawką). Jeśli uda się sformować konkretne cele to spiszę je tutaj aby później sprawdzić co z nich dokonałem.

Nowy rok rozpoczyna się dobrze. Zobaczymy jakim okaże się być.