Archive | February, 2011

Łajpd

Ciecz moich myśli była mocno zanieczyszczona. Zamiast normalnej zawiesiny pojawiły się plugastwa, które drastycznie obniżyły jakość trunku. Poziom złych myśli w pewnym momencie osiągnął stan krytyczny, który odebrał mi wszelkie chęci do dalszego funkcjonowania. Odbiło się to głównie na moim ciele. Słaby umysł to i ciało chorowite. Wolny weekend, alkoholowy filtr i odrobina medytacji pozbyły się szkodliwej zawartości i przywróciły stan równowagi.

Jak to bywa, gdy jedno zmartwienie odejdzie przychodzą kolejne. Tym razem bardziej konkretne problemy, rzeczy z którymi mogę sobie poradzić. Zauważyłem spadek motywacji, oraz pewien brak pewności własnych umiejętności. To drugie jest pewnie tymczasowe, także nie zwracam na to zbytniej uwagi. Z motywacją jest nieco gorzej. Zadowalam się teoretycznym rozwiązaniem problemu, brakuje potrzeby wdrażania go w życie. Muszę objąć jakąś strategię jak sobie z tym dziadem poradzić.

Ostatnio miałem sen. Początkowo myślałem, że to serdeczny żart mojej podświadomości. Dopiero w trakcie destylacji cieczy uzmysłowiłem sobie, że mógł on coś oznaczać. Śniło mi się, że jadę samochodem. Jechałem szybko i w pewnym momencie chciałem zwolnić. Hamulce nie reagowały, także postanowiłem hamować silnikiem. Im mniejszy bieg wrzucałem tym szybciej samochód zaczął jechać. Jak mam traktować ten sen? W moim rozumieniu to już teraz pracuję na wysokich obrotach, a zwalnianie nie ma sensu. Co więcej, najwyraźniej sam się przed tym wzbraniam. Natomiast gdyby faktycznie zwolnić to zapierdol życia przejdzie do prędkości absurdalnej. Paradoks? A może trzeba to zwolnienie traktować jako konieczność rozpatrzenia na spokojnie spraw absolutnie ważnych, których rozwiązanie przyczyni się do dalszego rozwoju (lub też zmian)?

Ten weekend był czystką na poziomie duchowym. Wprawdzie bilans zysków i strat trosk wydaje się być bez zmian to mimo wszystko było to mi potrzebne. Następny weekend będzie czystką fizyczną. Dwa koncerty, na których nie zamierzam się oszczędzać. Rozładowanie zgromadzonej energii w ciele również jest potrzebne.

Blind meeting

Splot wydarzeń (początkowo byłem przekonany, że to spisek świata) sprawił, że z pracy wyszedłem później niż zwykle. W mej drodze na kolejkę napotkałem pewną niewidomą kobietę, która wraz z dzielnym psem próbowała odnaleźć urząd poczty polskiej. Twierdziła, że jest w pobliżu czegoś takiego, a ja z uporem maniaka mówiłem, że trzeba jeszcze kawałek przejść. Myliłem się, ale w ramach rekompensaty postanowiłem potowarzyszyć.

Jak to bywa, moja genialna skrzynka (czyt. mózg) dokonała paru obserwacji. Ogromnym (pozytywnym) zaskoczeniem okazała się być kobieta przy okienku pocztowym. Albo miała jakieś szkolenie z zakresu obsługi, osób niewidomych, albo jej intuicja (lub doświadczenie) sprawiły, że wie jak ma postępować. Bezproblemowo pomogła z wysłaniem listu. Wydając resztę dokładnie opisała jakie banknoty i monety podaje. Przyznam, że nie wpadłbym na coś takiego.

Kolejna ciekawa rzecz – został zburzony mój filmowy stereotyp osoby niewidomej idącej z psem. To nie jest tak, że psisko biegnie przed siebie, a pani dziarsko idzie za nim. Pies potrafi zboczyć z kursu, a czasami instynktownie podchodzi do nie tych pasów co trzeba. Kobieta za to poruszała się bez większych problemów, chociaż w stylu “podskokowym”. Zapewne dzięki temu uniknęła wielu zbędnych potknięć.

Co jeszcze? A tak, w porównaniu z tą babką to wiele miniętych osób wydawało się być ślepcami.