Blind meeting

Splot wydarzeń (początkowo byłem przekonany, że to spisek świata) sprawił, że z pracy wyszedłem później niż zwykle. W mej drodze na kolejkę napotkałem pewną niewidomą kobietę, która wraz z dzielnym psem próbowała odnaleźć urząd poczty polskiej. Twierdziła, że jest w pobliżu czegoś takiego, a ja z uporem maniaka mówiłem, że trzeba jeszcze kawałek przejść. Myliłem się, ale w ramach rekompensaty postanowiłem potowarzyszyć.

Jak to bywa, moja genialna skrzynka (czyt. mózg) dokonała paru obserwacji. Ogromnym (pozytywnym) zaskoczeniem okazała się być kobieta przy okienku pocztowym. Albo miała jakieś szkolenie z zakresu obsługi, osób niewidomych, albo jej intuicja (lub doświadczenie) sprawiły, że wie jak ma postępować. Bezproblemowo pomogła z wysłaniem listu. Wydając resztę dokładnie opisała jakie banknoty i monety podaje. Przyznam, że nie wpadłbym na coś takiego.

Kolejna ciekawa rzecz – został zburzony mój filmowy stereotyp osoby niewidomej idącej z psem. To nie jest tak, że psisko biegnie przed siebie, a pani dziarsko idzie za nim. Pies potrafi zboczyć z kursu, a czasami instynktownie podchodzi do nie tych pasów co trzeba. Kobieta za to poruszała się bez większych problemów, chociaż w stylu “podskokowym”. Zapewne dzięki temu uniknęła wielu zbędnych potknięć.

Co jeszcze? A tak, w porównaniu z tą babką to wiele miniętych osób wydawało się być ślepcami.