Zakrzep

Konsystencja mojej krwi w żyłach jest bliższa ropie aniżeli wodzie. Opieszałość w ruchach, ogólnie skostnienie ciała jest jednym z objawów tego zjawiska. Podczas zimy całe moje ciało przechodzi hibernację. Całe z wyjątkiem głowy.

Z jej powodu organizm musi się wybudzać i na oparach letniej kondycji próbuje sobie żyć. Im dłużej tym zasoby są mniejsze, aż dopada mnie stan taki jak dzisiaj (głowa oczywiście uparcie chce pracować na pełnych obrotach) – totalnej niechęci do wszystkiego. Ciężkie stało podniesienie się, a niebotycznym wysiłkiem wydaje się siedzenie w bezruchu. Syzyfowe koło zatoczyło krąg i dopadło mnie w sytuacji, w której chcę coś zrobić, a jednak mi się nie chce.

W najbliższych dniach podejmę kroki w celu zerwania tego marazmu. Jeśli przyjdzie mi z tego powodu umrzeć to bardzo możliwe, że zupełnym przypadkiem otrzymam nagrodę Darwina.