Chmielno – moje zadupie

Chmielno jest określane jako bajeczne, cudowne i świecące oparami zajebistości. Jest to wieś, jak każda inna tylko bardziej fajna. Niby dlatego, że są lasy, jeziora, legendy i inne takie tam. Czasami ludziki wyjdą w kolorowych strojach (czyt. kaszubi w końcu przebiorą się i pokażą turystom). Jest bajecznie. Tak przynajmniej myślałem jakiś czas temu.

Teraz zauważam martwicę, a stęchlizna uzupełnia luki w mych nozdrzach. Samo Chmielno jest co najwyżej zadbane. Rozwoju praktycznie nie ma, a promocja miejscowości jest fatalna. Organizowane imprezy są co roku takie same, prowadzone zgodnie z ogólnym porządkiem świata. Jednym zdaniem – plan pięcioletni powtarzany kolejne 20 lat.

Z czego to wynika? Głównie z braku kreatywności u osób odpowiedzialnych za rozwój kultury, oraz promocję gminy (tak, Chmielno jest również gminą). Nie jest to jedyny problem. Bardzo mało osób chce cokolwiek z tym zrobić. Władza jest kółkiem samouwielbienia, które chroni się na wszelkie możliwe sposoby.

Oczywiście próbowano wykonać pewne urozmaicenia (skupię się tylko na samej wsi Chmielno, bo w obrębie gminy nie dzieje się nic ciekawego). Stworzono “park kamienny“, postawiono jakiś pomnik przyjaźni. Zrobiono też inny pomnik – wielki głaz w kamiennej ramce ku chwale “czegoś”. Wszystkie te rzeczy wykonane nerwowo, bez pomysłu, byle jak.

Po moich ostatnich plotkach w szkole dowiedziałem się, że były pomysły na zmiany. Większość, z nieznanych przyczyn, została zniszczona. Podobnie sprawy się mają z pewnymi przedsięwzięciami sportowymi. Niektóre z nich, pomimo osiągnięć, nie są w żaden sposób wspierane. Sporo oskarżeń o taki obrót spraw pada na władze gminy. Aż dziwne, że ciągle są wybierani ci sami ludzie.

Ostatnio zacząłem patrzeć na to miejsce bardzo krytycznie. Do domu rodzinnego przyjeżdżam rzadko. Z tego też powodu jestem ciekaw tego co się dzieje w “mojej” wsi. Niestety nie dzieje się nic. “Zastój” jest jedynym słowem, które najlepiej opisuje sytuację. Żeby nie było, że tylko narzekam – mam swoje pomysły na zmiany. Raczej nic wielkiego, ale coś jednak jest. Jeden z nich zaczynam powolutku ruszać do przodu. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie (o ile wyjdzie), ale myślę, że warto.

W przyszłości zamierzam wrócić na stare śmieci. Nie chcę aby okazało się, że wracam do martwej wsi.

2 Responses to “Chmielno – moje zadupie”

  1. Kasia March 8, 2011 at 9:19 pm #

    w tej wsi fajne garnki lepią;)

  2. Damian January 21, 2012 at 11:59 am #

    Radku, dokładnie. Razem z tornistrami wracaliśmy ze szkoły. I to o czym mówisz, ta sytuacja trwająca już trzecią nam znaną dekadę, przypomina mi nieco trylinkę na Akacjowej. Wiem w którym miejscu zejść z chodnika, żeby od Gryfa, aż do mojego domu można było dojść po takich, które są całe, niekiedy mijając pomiędzy nimi połówki. Tak samo jest w całej miejscowości …od lat zmienia się tylko wygląd (dzięki trwonionym unijnym pieniądzom – co naiwnie uwiarygadnia UE jako cudowny twór), a nie mentalność ludzi.
    Aha, i mogę Ci powiedzieć, co z resztą sam pewnie wiesz, że na pewno jak wrócisz na stare śmieci, władze będą inne.

    Pozdrawiam :)