Fail day

Przyzwyczaiłem się do tego, że na studiach pewnych egzaminów nie potrafię zaliczyć. Powodów jest wiele (w tym lenistwo). Teraz stało się podobnie. Dwie oblane poprawki przesądziły o tym, że na uczelni będę co najmniej rok dłużej niż to było planowane.

Nie przejąłbym się tym tak bardzo gdyby nie to, że z powodu mojego dość luźnego podejścia do uczelni z mojej winy pewna osoba nie poszła na jeden z zaległych egzaminów. Umowa była prosta, miałem powiadomić tą osobę kiedy będę znać termin. Zrobiłem to na.. ~30minut przed egzaminem. Oczywiście nijak nie udało się przyjechać na czas i przez własne zaniedbanie spierdzieliłem komuś plany związane z uczelnią.

Po raz kolejny dopadł mnie fail day (wtedy to nawet ‘day’ nie potrafiłem poprawnie napisać). Drastyczny spadek chęci do działania jest odczuwalny. Podobnie z samooceną i całą resztą, która może mieć wpływ na połysk różowych okularów.