Strefa śmierci muzyki

Idę pośród popiołów. Ogromna przestrzeń jest pusta, krzyczy na mnie swoją ciszą. Próbuję rozgrzebać popioły w nadziei, że coś pod nimi znajdę. Nie udaje mi się. Zbyt dużo ich jest, a ja nie mam odpowiednich narzędzi aby zająć się tym miejscem. Opuszczam je.

Słyszę nagle znajomą melodię. Coś co kojarzy mi się z czymś dawno zapomnianym. Rozglądam się dokoła i widzę jak z popiołów wychodzą znajome dźwięki i melodie. Myślałem, że były martwe. Nie były. Po prostu zagubiły się w mej pamięci. Wśród nich znalazłem wielu przyjaciół. Tych, którzy mnie wspierali, którzy po raz kolejny przypomnieli mi wiele sytuacji, o których zapomniałem wraz z nimi.

Wrócili też ci, których celowo skazałem na zapomnienie. Wykrzyczeli mi prosto w twarz rzeczy, których miałem nadzieję uniknąć wraz z ich wygnaniem. Nie dziwię się. Nie porzuca się przyjaciół. Zrobiłem to tylko dlatego, że znaleźli się w złym miejscu o złym czasie. Sama ich obecność sprawia, że przyjemne kiedyś rzeczy pozostały jedynie chłodnym głazem zatopionym w mroku.

Odkryłem strefę śmierci. Miejsce, w którym lepiej nie grzebać. Samo przypomni o sobie. Nie ma możliwości aby rzeczy obdarzone tak dużym ładunkiem po prostu przestały istnieć. One wrócą do mnie. W swoim czasie, przy odpowiedniej melodii.

One Response to “Strefa śmierci muzyki”

  1. tarat May 17, 2011 at 10:24 pm #

    Podzieliłbyś się tym ziołem które bierzesz ;D