Star Wars: The Force Unleashed 2

Po raz kolejny mogłem się wcielić w rolę Starkillera (głupszego imienia nie można mu było nadać?). Tym razem wyruszyłem na epicką podróż aby ratować dupę (w sensie kobietę). Problem tylko jest taki, że chyba-prawie-na-pewno-a-może-jednak-nie Starkiller jest klonem. Ta epicka rozterka sprowadza się do tego, że w wątku fabularnym nasz bohater co chwila zastanawia się czy faktycznie kocha babę, czy to jednak sobie wmówił. A, no i jest jeszcze Vader, który mówi mu, że to tylko urojenia.

Jako, że bohater jest klonem (lub sklerotykiem) po raz kolejny trzeba odkryć część technik Mocy. Odkrywane są one w momencie kiedy są potrzebne. Efekciarstwo używania Mocy wzrosło, ale wielu fajnych technik zabrakło (albo ja miałem za mało palców na dłoni aby wyprowadzić odpowiednie kombo). Tak naprawdę użycie Mocy ograniczyło się tylko do trzech technik (pardon my english) – push, lightning i saber throw. Reszta właściwie nie była za bardzo potrzebna. No, na upartego można powiedzieć, że jeszcze mind trick, który jest “pomocny” w finalnej walce.

Autorzy w swej kreatywności udzielili nam aż trzy mapy. No dobra, były to cztery mapy, ponieważ później niby wracamy na Kamino, ale jest rozszerzone o nowe miejsca. Zabrakło za to walk z Jedi/Sith (może dlatego, że zabiłem ich w pierwszej części gry?). Jako ich namiastkę wrzucono adeptów mieczy i adeptów Mocy. Nie wiem jak ich inaczej nazwać, w każdym bądź razie walki z nimi były nudniejsze niż krojenie kolejnego żołnierza Imperium.

Punktem kulminacyjnym gry są oczywiście walki z bossami. Było ich chyba kilka (dwie, a może cztery?). Oczywiście tak jak w poprzedniej części gry bossa nie można zabić inaczej niż wyprowadzeniem kombo.

Paradoksalnie ostatnia walka z samym Vaderem była najnudniejsza. Vader postanowił, że zaatakuje mnie moimi własnymi klonami. Moje własne klony podobnie jak adepci miecza i Mocy potrafią się posługiwać albo mieczem, albo Mocą. Walka była jakimś kuriozum. Niby miałem posługiwać się mind trickiem aby przekonać klony do walki z Vaderem. Tak więc przekonywałem z zapałem akwizytora hordy moich braci (?), a ci przez chwilę próbowali bić się z Vaderem. Ostatecznie skończyło się na tym, że sam ich wszystkich zabiłem (tak jest naprawdę szybciej) i w końcu mogłem walczyć z samym Vaderem.

Tak, walka z nim była totalnie epicka! Biegałem, krajałem mieczem i strzelałem sobie iskierkami, a Vader stał w miejscu! Ale jak on stał! Czasami tylko od niechcenia machnął mieczem przez co często leżałem na ziemi. Nie był to problem bo przez całą walkę miałem włączony tryb “force rage” przez co i tak w ciągu pięciu minut ubiłem mistrza. Walka z klonami zajęła jakieś 30 minut (zanim zorientowałem się, że lepiej ich zabić), a Vader wytrzymał jedynie 5 minut.

Jedyną fajną rzeczą była końcówka walki gdzie mogłem wybrać czy go zabić, czy oddać rebeliantom (wybór spod znaku dark side i light side). Wybrałem to drugie, po czym nie miałem już ochoty sprawdzać co by się stało gdybym wybrał ciemną stronę mocy.

Podsumowując. Się biega i macha mieczem. Czasami poświeci się mocą, a na końcu rozwali Vadera. Wszystko to w imię ratowania kobiety (Starkiller miał w dupie całą wojnę). Dorzucić do tego trzy (no dobra – cztery) mapy, wielką rozterkę pod tytułem “czy jestem klonem” i mamy hicior za 140zł, który udało mi się przejść w niecałe 12 godzin (gdzie gracz ze mnie żaden).

Tags: , ,