Nowe śmiecie

Jak wspominałem, opuściłem miejsce przesiąknięte mroczną energią. W tempie błyskawicznym udało nam się znaleźć mieszkanie w Sopocie. Jako ciekawostkę warto dodać, że jest to mieszkanie tego samego Chomika, u którego mieszkałem parę lat temu. Podobnie jak dawniej w nowym lokum również odkryliśmy rzeczy sprzed epoki. Ogólnie mieszkanie miało w sobie coś z dwóch skrajności. Z jednej strony mamy mieszkanie wykonane w “nowym budownictwie”, nowiutkie i przytulne. Z drugiej strony jego wyposażenie wydaje się być sprzed epoki (zwłaszcza sztućce, które chyba zostały wykradzione z NRD).

Mieszkanie służyło do tej pory jako baza na wakacyjne wypady dla emerytowanych turystów z Niemiec (tak właściwie to cały czas tak jest, ale mniejsza o to). Widać również, że nie za bardzo przemyślano zakup rzeczy wchodzących w skład wyposażenia. Przecież nie jest problemem to, że kran w kuchni się nie obraca, a płyta grzewcza ma problem ze zmieszczeniem patelni i garnka. W końcu przyjeżdża się raz na rok, także nie ma co się przejmować takimi niedogodnościami nie? Cóż, w takim codziennym życiu te pomyłki skutkują kanonadą naczyń obitych o zlew podczas skomplikowanych operacji płukania, lub logistycznym planowaniem co najpierw będzie się podgrzewać.

No, ale się w końcu wprowadziliśmy. Pomiędzy czasem kiedy oglądaliśmy mieszkanie, a wprowadziliśmy się wyparowała z mieszkania pralka. Tia, a my się cieszyliśmy, że nie będzie trzeba wpłacać kaucji. Okazało się również, że trzeba solidnie przetrzepać parę zakamarków, pozbyć się (a właściwie zręcznie ukryć) całą masę zbędnych rzeczy i dokupić kilkanaście pierdółek, które są potrzebne.

Stworzyliśmy zalążek ciepłego kurwidołka. Teraz pozostaje dopieszczenie detali i sprawienie aby powrót do mieszkania był przyjemnością a nie koniecznością (tak było dla mnie w poprzednim mieszkaniu). Daje to spore pole do popisu. Przyznaję, że w tej sytuacji nawet spodobało mi się bieganie po Ikei i szukanie przeróżnych badziewi, których pewnie nigdy nie wykorzystam, ale za to ładnie wyglądają.

W całym zamieszaniu czuję się jak simek ze znanej gry (naprawdę muszę pisać, że mowa o “The Sims”)? Trochę zakupów, trochę odkładania kasy, kolejne zakupy (iteracje powtarza się wielokrotnie) aż w końcu otrzymuje się coś co cieszy wszystkich ;)