Archive | October, 2011

Zły rozwój

Nawet papier toaletowy aby być użytecznym musi się rozwijać.

Tym oto słowem wstępu chciałem wyżalić swoje przemyślenia dotyczące rozwoju. Tego złego. Rozwój technologii jest niezaprzeczalnie zajebisty. Mamy fajne gadżety, kontakt ze wszystkimi, wszystko robimy sto razy szybciej. Mamy również rzeczy, które robią z nas kaleki, neurotyków, oraz społecznych wyrzutków.

To są te same rzeczy. Z tą tylko różnicą, że przestały działać (rozładowana bateria, brak zasięgu etc). Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do elektronicznych bajerów, że ich brak uświadamia mnie jak wiele umiejętności utraciliśmy. Tylko kto by się przejmował tym skoro prąd jest taki powszechny, a elektronika coraz tańsza i wydajniejsza, prawda?

Bezdomny = publiczny

Prywatność to takie coś co pozwala mi oglądać Teletubisie w zakamarkach własnego mieszkania bez przyznawania się do tego innym. Oznacza (prywatność – dop. autora [zawsze chciałem tak napisać]) również, że mogę po kryjomu znęcać się nad misiami i innym nic do tego jeśli robię to po cichu. Można powiedzieć, że jestem zdecydowanym zwolennikiem prywatności.

Niejako z tego powodu dość boleśnie rozbiła się o czaszkę myśl, która wpadła podczas pewnego zdarzenia na ulicy. W zdarzeniu brali udział bezdomni, którzy mają w Sopocie swoje miejsce. Miejsce to jest raczej wszystkim znane, bo całe tłumy mijają je wychodząc z tunelu idącego pod Aleją Grunwaldzką (jest to tak znane miejsce, że nie będę nawet dokładnie na nie wskazywać). Mamy miejsce, oraz “aktorów”. Zdarzenie dotyczy niejasnej kłótni, w której kobieta wiesza się na ręce mężczyzny i płacząc prosi go o to aby się jeszcze zastanowił nad czymś co prawdopodobnie doprowadziło ją do tego płaczu.

Banalne? A  teraz wyobraź sobie, że każdy swój problem musisz rozwiązać publicznie. Nie masz gdzie się schować, jesteś niczym publiczna dziwka od osobistych tragedii. Każdy może przyglądać się Twojemu dramatowi, może go komentować. Byle przechodzień poświęci parę minut swej uwagi, a później niczym widz odejdzie i jeszcze zacznie komentować, że nie masz wstydu, skoro takie sceny odwalasz.

Przerażająca jest myśl, o tym, że mógłbym stracić własną prywatność.

Blog status: revived

Rootnode zaliczył poważnego fuckup’a, a wraz z nim ten blog. Przepadły wszystkie wpisy, szablon, pluginy itd. Ja oczywiście nie zrobiłem sobie backupów przez co musiałem się troszkę nagimnastykować z przywróceniem danych. Większość postów odzyskałem dzięki starej bazie postów z Jogger.pl. Te po prostu zaimportowałem korzystając ze skryptu JoggerLaunch. Większy problem był z nowymi postami. Ich kopii nie było nigdzie.

Na szczęście z pomocą przyszedł Google. Okazuje się, że Google Reader przechowywał skeszowanego feeda RSS. Wystarczyło z niego przekopiować treść notek i tak udało mi się je zachować ;) Niestety nie ma zdjęć. Trudno, strata jest mała.

Odnośnie całej sytuacji na RN. Jak zwykle adminom dostały się poważne zjeby. Początkowo w mym mini załamaniu chciałem zrobić to samo. Szybko się jednak opanowałem – takie rzeczy mogły się wydarzyć, a RN nie oferuje stu procentowej skuteczności. Co więcej, brak backupów był moją winą, także biję się teraz w pierś ;) Przygotowałem jakiś prowizoryczny system do backupów, także w razie kolejnych problemów powinienem postawić bloga o wiele szybciej.

Siła muzyki

I znowu zamieszanie na chacie
I znowu zarzygane żółcią szmaty
Znowu tępa próba żyletki
Znowu wpierdol od taty

Happysad – Z pamiętnika młodej zielarki

Nie sądziłem aby jakikolwiek kawałek wywołał u mnie tyle emocji. Emocji związanych z konkretną osobą, która w pełni utożsamiała się ze wspomnianą piosenką. Na ostatnim koncercie skakałem do tego. Razem z nią, dla niej, za czas wspólnie spędzony.