Coś się kończy, coś się zaczyna 2011

Zbliżający się Noworodek 2012 nadszedł wykopując na emeryturę dziadka 2011. Wraz z tym wydarzeniem, skończył się kolejny etap w życiu. Tak na prawdę żaden etap się nie zakończył, bo takiego nie planowałem. Po prostu koniec roku jest dobrą okazją aby podsumować to co się wydarzyło.

A wydarzyło się całkiem sporo. Do zdecydowanych faworytów 2011 można zaliczyć wymarzony koncert SOAD, oraz najmniej spodziewana akcja tego roku – wakacje w Hiszpanii. Nie spodziewałbym się aby w jednym roku wybrać się na dwa całkiem spore wypady zagraniczne. Dzięki temu udało się trochę odetchnąć od lokalnej rzeczywistości, oraz wzbogacić o kolejne, naprawdę dobre wrażenia.

Jednakże ten rok nie należał wyłącznie do wyjazdowych. Był to także rok koncertowy. Jelonki, SOADy, Happysady, Acid Drinkersy i inne. Wszystko to w atmosferze szalonego pogo. W pamięci pozostaną wszelkie siniaki, nastawione kręgosłupy, zadrapania oraz zakwasy w okolicy szyi. Będę pamiętać tą niesamowitą energię jaka towarzyszyła podczas tych koncertów. Na pewno będę chciał to przeżyć raz jeszcze.

2011 to czas małych chwil przyjemności. Zacieśniania więzi z nowymi przyjaciółmi, radości z odnowienia dawnych znajomości. Wspólne imprezy małe i większe. Radość wywołana chwilami szczęścia bliskich. Odrzucałem wszelkie chwile nieprzyjemne, a z tych dobrych starałem się wycisnąć najwięcej jak się da.

Nie zawsze to się udawało, jednakże chwile słabości były rzadkością. Były zwątpienia, żale i inne smuty. Było nieciekawie, a czasami niespokojnie na tyle aby poważnie zastanowić się nad tym co dalej zrobić aby nie wpaść w większe kłopoty. Bywało źle.

To wszystko przyczyniło się, że dzisiaj jestem tym kim jestem. Wzbogaciłem się o nowe doświadczenia, zdobyłem sporo dobrych wrażeń. Z tych złych wyciągnąłem lekcje. Teraz to właściwie również się z nich cieszę. Każda sytuacja (nawet jeśli nie do końca mi odpowiadała) nauczyła mnie czegoś nowego.

Niestety nie udały się wszystkie plany. Niektóre zawaliłem z powodu lenistwa. Inne upadły z powodu braku czasu. Mimo to wiele rzeczy udało się wykonać. Są to rzeczy małe i większe. Takie małe zwycięstwa na wojnie toczonej z życiem ;)

Nie wiem czy na ten rok będę sobie spisywać cele. Myślę, że pozostają mniej więcej takie same jak wcześniej:

  • być bardziej zajebistym
  • być pożytecznym dla innych
  • pisać jeszcze bardziej zakręcone notki na blogu
  • ciągle rozwijać się zawodowo
  • spędzić wakacje poza Polską
  • w ogóle korzystać z każdej chwilii
  • równocześnie znajdować czas na rzeczy ważniejsze i bardziej trwałe niż wszystko wymienione wyżej

Z tym oto (jak zwykle) suchym podsumowaniem roku rozpoczynam nową (równie sztuczną) epokę swojego życia. Oby ten rok wyglądał dokładnie tak samo jak jego początek.