#debataACTA

Tak jak internet bogaty, tak kolorowo było na dzisiejszej debacie. Ludzi było sporo, a większość z nich wyglądała tak jakby była z łapanki. Do rzeczowej dyskusji przychodzili ludzie w dresikach, sweterkach i cardiganach z dekoltem (szkoda, że to kobiety ich nie nosiły). Przychodzili dojebać, podyskutować, manifestować (ruch Oburzonych, wtf?), lub zwyczajnie fantazjować (niczego innego nie spodziewałem się po pierwszym trollu polskiej sieci).

Zapomnieli tylko o tym, że mieli reprezentować coś więcej niż swoje interesy. Zapomnieli, że aparycja menela* (bo jak inaczej można nazwać spotkanie z premierem w dresie?) nie pomoże w poważnym przyjmowaniu argumentów. Zapomnieli o tym, że z ich strony powinna iść jakaś wspólna myśl.

Nie udało się. Każdy czepiał się czegoś innego (jedni ZAiKSu, inni GMO, ktoś jeszcze problemów ISP itd). Każdy chciał powiedzieć jak fajnie jest korzystać z internetu, lub jak bardzo myli się premier. A ten cierpliwie ich słuchał, po czym łoił niczym niesfornego bachora.

Fajnie, że wykorzystano Twittera/IRCa/FB. Szkoda tylko, że to było publicznie emitowane w telewizji. To była popisówka, a nie poważna debata. Takie coś powinno się odbyć w zamkniętym gronie, a nie przy grupie pospiesznie zebranych ludzi. Ta dyskusja powinna być rzeczowa, a nie walką słowną i medialną zagrywką.

Po czterech godzinach przysłuchiwania się tej debacie odniosłem wrażenie, że skutecznie wkurzono premiera, a ten po raz kolejny wydawał się być lepiej przygotowany niż zebrani goście. Nie znaczy to, że miał rację we wszystkim co mówił. Właściwie ta debata nie była potrzebna – premier postawił sprawę jasno – nie wycofa się z podpisanej gotowości do ACTA. Jedyne co można zrobić to zadbać o to czy w przyszłości ten dokument zostanie podpisany czy nie (AFAIR to właśnie taką sytuację premier dopuszcza). Niestety było tak jak ostatnio.

A może jednak coś ta debata zmieniła? Może coś ruszyło i jest szansa, którą trzeba wykorzystać? Pytanie tylko, czy po stronie “internetowej opozycji” uda się zebrać merytorycznie mocną grupę osób, która mogłaby reprezentować nasz wspólny interes? Nie wyobrażam sobie aby ta sama zbieranina (co miała okazję uczestniczyć w debacie) miała w późniejszym czasie brać udział w konsultacjach..

Myślę, że dzisiejsze wydarzenie mógłbym wyrazić w paru prostych zdaniach. Niestety nie byłyby one za bardzo cenzuralne. Z mojego punktu widzenia oberwałoby się wszystkim.

* żeby nie było – na szczęście byli też tacy co wiedzieli jak się ubrać. O dziwo byli o wiele bardziej konkretni w swoich wypowiedziach. A może to był po prostu efekt jaki spowodował ich wizerunek?