Archive | March, 2012

Rzecz nowa o samotności

Będzie o samotności. I łódce. Zacznę jednak od początku. Samotność nie jest dla mnie czymś nowym. Miałem z nią kilkukrotnie do czynienia, raz czy dwa o mało się pochlastałem (oh poor emo boy). Oswoiłem się z nią, przyzwyczaiłem się do niej, czasami nawet za nią tęsknię. W każdym razie wydawało mi się, że wiem o niej dużo.

Teraz będzie o łódce. Wyobraź sobie łódkę (niech to będzie coś większego, np. żaglówka). Płyniesz na niej z grupą wspaniałych osób. Dogadujesz się z nimi bez problemu, stanowicie całkiem dobry zespół. I nagle z całego zespołu zostajesz tylko Ty. Sam jeden na tej zasranej łódce.

O takiej samotności chciałem powiedzieć. Nie jest to samotność związana z odejściem partnera. Nie jest to samotność związana z długotrwałym przebywaniem z dala od ludzi. Możliwe, że to w ogóle nie jest samotność.

Czy już domyślasz się, że łódka była metaforą? Zespół istniał. Pracował w tym samym biurze, każdej z tych osób poświęciłem ileś czasu. Teraz nie ma nikogo z tego składu.

Nie, to nie jest samotność. To jest ta głupia pustka jaką ludzie pozostawiają po sobie. To często idzie w parze z samotnością. Teraz jednak jest odczuwalna. Sprawia, że czuję się samotny. Mimo świadomości, że tak nie jest.

Po jakimś czasie przyzwyczaję się do wiecznej nieobecności tych osób. W końcu myśli o tych osobach pozostaną osamotnione i przepadną. Zwykła kolej rzeczy.

Jump style biatch

Poniekąd jestem fanem pewnego stylu zwanego jump style. Ot takie skoczne coś, co moje nogi robią każdego dnia podczas pracy. Odkryłem, że jest prosty sposób na to jak stać się mistrzem w tej dziedzinie.
Przepis jest prosty – trzeba przez całą zimę chodzić w ciężkim obuwiu (glany FTW!), po czym na wiosnę przełączyć się na obuwie “lekkie”. Jump style gwarantowany.

Wagary w świecie dorosłych

Trzeba je zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem. Tym razem zapomniałem o tym. Tyle jeśli chodzi o spontan.

Być jak Dumbledore

Z historycznym dyrektorem szkoły Hogwart łączy mnie coś więcej niż zwykła zajebistość. Łączy nas pewna potrzeba. Na tyle subtelna, że mało kto ją zauważa, na tyle duża, że nie daje spokoju.

I widzę się w tym pieprzonym lustrze z parą nowych skarpet..

KFC / McDonald self ban

Podobnie jak w przypadku FB nadszedł czas aby porzucić restauracje KFC i McDonald. Powodem jest niskiej jakości kupa, produkowana na bazie składników pochodzących z wymienionych restauracji. Jestem prostym człowiekiem i wyznaję proste zasady. Jedną z nich jest stara ludowa mądrość (a może instynkt), że jeśli kupa jest zła to coś się dzieje.

Owszem dzieje się. Organizm nie jest już w stanie prawidłowo trawić tego jedzenia (he, chciałoby się powiedzieć “gówna”). Skoro nie trawi to wydala. Skoro to nie jest przetrawione, a jest wydalane możecie się domyśleć jaką konsystencję posiada.

Postanowienie jest proste. Porzucam posilanie się wątpliwej jakości jedzeniem z wyżej wymienionych restauracji. Nie oznacza to, że przechodzę na zdrowy tryb odżywiania się (właściwie samo porzucenie tych restauracji jest przejściem na zdrowszy tryb życia). Nie oznacza to, że ban jest całkowity i absolutnie święty. Pozostawiam sobie furtkę na posiłki w bardzo naglących sytuacjach, oraz okazjonalne picie kawy (no nie wmówicie mi, że ich kawa również ma domieszkę mięsa).

Po raz kolejny wychodzi na to, że kupa jest kwintesencją ludzkiego życia.

Tak… to jest kupa. To jest odpowiedź. Od tysięcy lat wszystkim cywilizacjom, kulturom i religiom, wielkim wojnom i rewolucjom, najwybitniejszym ludziom na świecie zawsze towarzyszy kupa. Teraz rozumiesz… to jest życie. Mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz.

Romantykiem być

Romantycy to piromanii. Płonie ich serce, żar namiętności rozpala zmysły, pożoga nienawiści trawi to co zostało itd. Ja również miałem okazję poczuć się jak prawdziwy romantyk. Dosięgnął mnie płomień wspomnień.

Nie były to zwykłe wspomnienia. Otóż dokonałem całopalenia czegoś co nazwaliśmy “złotymi myślami”. Nie były to zwykłe złote myśli. To miał być blog dwójki osób w wersji analogowej. Jedna pisze swoje myśli, zakleja kartkę i oddaje zeszyt drugiej osobie. Ta robi dokładnie to samo – spisuje jakąś ważną rzecz, po czym zakleja kartkę i oddaje z powrotem. Kartki były zaklejane celowo – mieliśmy je odkleić później (nawet po wielu latach) aby przekonać się o czym myśleliśmy.

Zabrakło konsekwencji. W zeszycie znalazły się dwa wpisy, które faktycznie zostały odczytane po latach (dokładnie to sześciu). Drugi z wpisów należał do mnie i był górnolotną prozą zdesperowanego chłopaka będącego w stanie bardzo wskazującym. Ten pierwszy był zdecydowanie ciekawszy. Mieszanka opisu sceny ze słynnych Harlekinów wraz z kobiecą dumą posiadania.

O całej sprawie zapomniałem aż do odnalezienia wspomnianego zeszytu. Chętnie bym go zostawił jednak rzeczy opisane są zbyt prywatne. Poza tym dotyczą przeszłości. Spaliłem je. Niczym romantyk obróciłem w niwecz to co było częścią mnie.

Jej wpis kończył się słowami “Jest mój. Nikomu go nie oddam“. Mój zdaje się kończył w nieco inny sposób “Mam nadzieję, że Kotek mi wybaczy“. Tia..

Tradycja

Tradycja jest usystematyzowanym dziwactwem jednej (lub wielu) osoby. To może być również dziwny rytuał osób, który występuje o określonej porze, a jego pochodzenie jest równie tajemnicze i niezrozumiałe co mop wsadzony do rury PCV. Jednakże takie coś jest i mimo swego paradoksu jest jednym z wielu spoiw relacji międzyludzkich.

Jest to sposób kiedy można się spotkać i wspólnie wykonać jakąś czynność (np. wsadzić do rury PCV mopa), po czym upić się i cieszyć się z porządnie wykonanego zadania. Jeśli to jest cykliczne przyzwyczajamy się do tego, a później wmawiamy kolejnym pokoleniom, że jest to konieczne bo robili tak ich dziadkowie.

To jest po prostu fajne. Serio. Jest to jedna z tych rzeczy, które można wspominać. Wspólne niedzielne obiady, których nieformalną tradycją stała się kłótnia o kazanie księdza, czy też wieczorne wyprowadzanie zwierzaka (np. chomika) razem z ojcem.

W moim domu również były tradycje. Niedzielny obiad to oczywista oczywistość. Z ciekawych tradycji jest poker. Od wielu lat (a nawet pokoleń) zbiera się ekipa, która dla przyjemności grywa sobie w pokera. Tego klasycznego. Udało im się nawet w ten proceder wciągnąć moją osobę.

Od czasu wyjazdu do wielkiego miasta pewną tradycją są ponowne wizyty w domu. Siadam sobie z mamą w kuchni, rozmawiam co i jak, a później z ojcem przy piwie oglądam kolejny durny film. Tradycją jest również oglądanie Jerry Springer Show. Robię to tylko gdy jestem w Chmielnie. Zazwyczaj po paru piwach (to też jest tradycją).

To są przyzwyczajenia. To mogą być uzależnienia. Mimo to jest to coś co dobrze się wspomina. Taka mała głupia rzecz, absurdalna rzecz, a potrafi wywołać po latach uśmiech. Jeśli masz jakieś regularne dziwności nazwij je tradycją i ciesz się z nich w przyszłości.