Archive | May, 2012

Obserwacja

Lubię obserwować co się dzieje dookoła. Dzisiaj również oddałem się tej małej przyjemności i nagle znalazły się aż dwie obserwacje, o których chciałbym wspomnieć.

Jak zawsze w sezonie wiosenno-letnim wracając z pracy postanowiłem oddać swój hołd kobiecym biustom. Wszystkim. W ten oto sposób wypatrzyłem pewną torebkę, oraz rękę ją trzymającą. Właściwie to ta ręka jej nie trzymała. Ot właścicielka była chytra i wykorzystała atuty swojej anatomii. Zamiast trzymać torebkę sprytna pani po prostu zgięła swoją rękę i zrobiła z niej pokaźnych rozmiarów hak. Oczywiście na tym haku znalazła się torebka. Raczej typowy obrazek prawda? Wiele kobiet zawiesza w ten sposób swoją torebkę (chociaż określenie “torba” jest bardziej właściwe) i tak sobie drepcze z nią. Ciekaw jestem jak to się później odbije na ich zdrowiu. Czy po wielu latach targania swoich rzeczy w ten sposób powstanie zwyrodnienie, które spowoduje, że ręka pozostanie w domyślnej pozycji haka? Ciekawe na ile sposobów byłoby można wykorzystać ten fakt.

Obserwacja druga. Ludzie na ulicy nie zwracają uwagi na zbyt wiele szczegółów. Widzą przed sobą jedynie drogę do celu. W ten sposób minąłem aż dwójkę znajomych. W przypadku pierwszej osoby zastosowałem technikę zapuszczenia żurawia i ciągłego uśmiechania się w jej kierunku (byłem przekonany, że to jest lepsze od tradycyjnego przywitania się). Nie zauważyła mnie. Idąc za ciosem postanowiłem zignorować drugiego znajomego, którego minąłem. Przypadek?

Znowu o włosach

Jako sumienny pracownik postanowiłem przyjść do pracy z godzinnym opóźnieniem. Fuck the system co nie? Przygotowałem się i wyruszyłem w podróż na kolejkę. Postanowiłem zaszaleć i obrałem tą samą trasę co zawsze. Z reguły ulica, którą wędruję jest pusta. Tym razem tak nie było. Idąc widziałem kątem oka, że ktoś za mną idzie. Z początku nie przejmowałem się tym, ale ciekawość zwyciężyła. Obróciłem się. Nikogo nie było. To moje włosy mnie śledziły.

Właściwie nie dziwię się im. Od ostatniego czasu trochę im się przyrosło. Znowu są długie, czułkowate i nader chętne do headbangowania (kolokwialnie: chce się nimi napierdalać ^^). Właściwie nadchodzi moment, kiedy to zaczną przychodzić pierwsze kryzysy. Znowu najdzie mnie myśl ich ścięcia i bycia słodką piętnastką (wszyscy zgodnym chórem twierdzą, że krótkie włosy odejmują mi lat). Tym razem przygotowałem się na taką ewentualność. Specjalnie się spłukałem aby nie mieć pieniędzy na fryzjera. Dodatkowo wyposażyłem się suple co by przypadkiem nie wypadały mi całe kłaki z głowy.

Jestem gotów na hodowanie! Cel taki sam jak dawniej: dredy, aby zostać prawdziwym metalowym rastamanem \m/

Cybernetyczna długowieczność

Solenizantom obchodzącym co najmniej setne urodziny zadaje się pytanie o sekret długowieczności. Recepty są proste: kontrolowany alkoholizm, krzyżówki pod prysznicem, trzy kilogramy ziemniaków na śniadanie, lub po prostu doby humor. Oczywiście nie zaszkodzi do tego dodać zdrowego odżywiania, trybu życia i ogólnie rozumianego życia w zgodzie z naturą. Jednak czy są inne sposoby na długowieczność? Ostatnio rozmyślałem troszkę o tym w kontekście wampiryzmu. Teraz przyszła kolej na długowieczność w wersji digitalnej.

Załóżmy, że uda mi się przepchnąć całe swoje jestestwo przez kabelek i wyląduję w rzece Internetu. Jak to będzie? Czym będę? Czy będę świadomością lecącą po fali informacji? Będę przemierzać węzły brzegowe każdej dostępnej sieci, aby później skakać sobie po urządzeniach mobilnych? A może będę próbował wrobić kolejne osoby w teście Turinga?

Zastanawiałem się jak by się odnieść do takiej możliwości z kontekstu wiary. Gdzie byłby bóg w świecie stworzonym przez człowieka? Czym tak naprawdę byłaby rzeczywistość wirtualna gdyby mogli w niej przebywać ludzie?

Czy taka alternatywa byłaby w ogóle interesująca? Wieczne szwędanie za informacją wcale nie wydaje się być atrakcyjne. Tym bardziej, że moja elektryczna istota byłaby zależna od czynników, na które nie miałabym wpływu (ot choćby rachunki za prąd). Czy jako elektron odczuwałbym upływ czasu? Jeśli nie to nawet nie byłbym świadom swojej długowieczności.

Chyba jednak poczekam i umrę jako człowiek.

Nierówność

Nie ma niczego bardziej deregulującego niż nierówne schody. Geniusze zła powinni to uwzględnić w swoich planach zniszczenia.

Wiosna

W końcu dostrzegam szansę na polepszenie mojego zdrowia.

Jest takie miejsce

Jest takie miejsce w wszechświecie, w którym jest taka planeta, na której jest takie państwo, w którym jest takie miasto, które ma takie mieszkanie, w którym jest kanapa. Kanapa jakich wiele, a jednak kanapa wyjątkowa. Jest to kanapa, na której śnię.

Zazwyczaj sny moje są marnej postury. Są na tyle malutkie, że o nich zapominam zanim się skończą. Tylko nieliczne są dopakowane sterydami. Jednak ta kanapa jest inna. Ma moc. Wystarczy pięć minut leżenia z zamkniętymi oczami, a bohaterowie wśród snów atakują moją głowę. Są realne. Tak bardzo, że mam płytki oddech, a obrazy są rzeczywiste. Tak bardzo, że jestem świadom tego, że śnię. To jest tak piękne, że czasami nie chcę opuszczać koszmaru, który mnie nawiedza w niektórych z TYCH snów.

Nie pamiętam tych snów. Nie wiem o czym były. Wrażenia. One są najmocniejsze. Nie liczy się co się śniło. Liczy się to wrażenie jakie przychodzi na samą myśl o zapomnianym śnie. Tylko na tej kanapie.