Happy Flat

To już prawie tradycja, że co rok zmieniam mieszkanie. Tym razem wystarczyło ~9 miesięcy aby powtórzyć przygodę. Zapuściliśmy się w nowe rejony – wybór padł na Gdynię.

Operacja przenosin była sprawna. Tydzień pakowania i 3 godziny przewożenia rzeczy. Ot prostota. Później tylko wypakowanie gratów, poprzedzone mozolnym sprzątaniem mieszkania.
Podczas tego zadania wyszło sporo mankamentów związanych z nowym mieszkaniem. Szafa się nie domyka, kawałek drewnianej improwizacji płyty gips-karton nie przylega do ściany, wszystko się klei itd.

Mieszkanie pamięta czasy Gomułki (czy tam innego Gierka). Widać* to choćby po stanie farby na ścianach w łazience. Nie jest to z resztą jedyna ciekawostka. W tej samej łazience płytki podłogowe pamiętają chyba czasy WW2, a te na ścianie przedstawiają różne stadia rozwoju kolonii bakterii (co ciekawe, żadna z tych płytek się nie powtarza). Jest pralka, która jest w stanie wykonać 1/4 prania z poprzedniego mieszkania.

Przechodząc do kuchni można zaobserwować cudowny przykład tłustego kurzu, oraz rozklejających się szafek. Oglądając zwisający na słowo honoru okap można zaobserwować kolejną ciekawostkę – ów okap nie jest połączony z kominem. Kolejna ciekawostka dotycząca tego miejsca – na ścianach wiszą, a właściwie są przyklejone obrazki. Same obrazki stanowią raczej nikłą rozrywkę estetyczną, ale sposób ich montażu jest cudowny. Widać, że biurowa ramka na zdjęcie i kropelka potrafi zdziałać cuda.

Ucieknijmy z tego miejsca. Są jeszcze dwa pokoje! Jest pokój dzienny. Ma telewizor, ładne ściany i nawet fajnie wygląda. Z jego okien widać wielki budynek Thomson Reuters. Poprzednia lokatorka zostawiła cudowne zasłony (prezent od mamy!), które przyczyniły się do spłodzenia jej dziecka (doprawdy nie chcę znać dalszych szczegółów).
Ostatni pokój to nasza graciarnia. Czerwonawe coś z wielką prawie sprawną szafą. Z tej strony mamy cudowny widok na.. inny blok.

Po drobnych poprawkach (dokonanych i tych planowanych) mieszkanie jest całkiem przyjemne. Tylko.. trzeba uważać na inwigilację. Z jednej strony do okien zaglądają nam pracownicy biurowca, z drugiej przygląda nam się lokalna komuna. Właściwie to nie przeszkadza w zmianie gaci dopóki żyje się w błogiej nieświadomości.

Ach tak, zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy. Mamy nowego lokatora. Nazywa się Behemoth i jest kotem.

To jest ostatnie mieszkanie, które wynajmuję. Następnym razem (czyli zgodnie z tradycją będzie to za ok rok) wracam do domu rodzinnego, lub kupuję własne mieszkanie.

* opis mieszkania (celowo pisany w czasie teraźniejszym) przedstawia mniej więcej stan z daty wprowadzenia. Teraz jest zupełnie zajebiście