Paradoks zwyrola

Behemoth przełączył patrzałki w tryb otchłani. Oznaczało to nic innego jak preludium do burzy, która miała nastąpić. Kot, gdy leniwy, jest mało ruchawy. Jednak kiedy gałki ma czarne, idealnie czarne, łapie każdy detal. Łapie dosłownie, nie w przenośni. Potrafi złapać detal spadający z biurka znajdującego się w drugim pokoju. Potrafi z kanapy zrobić poligon. Potrafi.. no cóż, imię zobowiązuje, zrobić piekło.

Przygotowaliśmy podręczny zestaw anielski (czyt. anty-piekło) – atomizer (takie coś co psika mgiełką; fajna nazwa co nie?) z roztworem wody i cytryny. Ponoć to odgania zwierzaka. Ponoć to go przeraża. Czasami tak nawet jest, ale w ogólności broń jest skuteczna na ok. 5 minut. Później kot wraca do realizacji zniszczenia.

I tak ponownie postanowił zaatakować jakiś ciekawy detal. Tym razem były to kable od komputera. Tym razem nie miałem zestawu anielskiego. Tym razem straciłem cierpliwość. Złapałem szatana i go zbiłem, po czym rzuciłem przez pokój. A później zrobiło mi się żal tej decyzji.

I wtedy zrozumiałem pewien paradoks. Przypomnieli mi się zwyrole, którzy mają rodziny, które wykorzystują do treningu bokserskiego. Może oni mają podobną sytuację? Puszczają im nerwy do tego stopnia, że używają siły. Jednak później żałują tego co zrobili i próbują rekompensować straty (w moim wypadku było to smutne spojrzenie skierowane na kota; nie przejął się tym)? Życie toczy się do kolejnego momentu puszczenia nerwów..

One Response to “Paradoks zwyrola”

  1. radmen September 4, 2012 at 10:16 pm #

    Info dla ludzi stowarzyszonych/sympatyzujących z PETA i/lub innymi organizacjami dobra zwierzęcego – kot jest karmiony, kuweta wymieniana, przemoc fizyczna ogranicza się do nieco mocniejszych klepnięć po głowie. Wszystko jest w porządku. Idźcie ratować foki, czy inne raki.