Złamanko

Oto jedna z wielu historii inspirowanych alkoholem. Dużo się tej nocy działo. Byłem niezniszczalny, także nie przejąłem się zbytnio gdy na mej drodze z punktu A do punktu B wyrosło (a może już tam było?) coś w co przywaliłem solidnie nogą.

O poranku zorientowałem się, że chyba boli mnie noga. Szybkie oględziny wykazały porządny siniak (który nabierał rumieńców), oraz mocno spuchnięty palec. Właśnie wtedy przypomniałem sobie, że chyba w coś walnąłem.

W każdym razie, uznałem, że to zwykłą rzecz, która mogła nastąpić po kolizji. Nie specjalnie się przejmując funkcjonowałem sobie dalej.

Po tygodniu opuchlizna nie zmalała, także (zgodnie z obietnicą) poszedłem zrobić sobie RTG. Badanie wykazało, że oto mam złamany paluszek u nóżki. Dzień później (od otrzymania wyników; dwa tygodnie od chwili ZERO) pan ortopeda wyjaśnił mi, że nie specjalnie może pomóc, bo kość po prostu musi się zrosnąć. Usztywnienia nie są potrzebne, także mam jedynie ograniczać używanie stopy.

Wszystko fajnie i pięknie. Dwa tygodnie łaziłem sobie w pełni szczęśliwy. Gdy się dowiedziałem, że mam kość złamaną nagle stopa zaczęła boleć, chodzę wolniej bo wyobraźnia podpowiada mi, że dwie połówki kości radośnie się przemieszczają. Słowem, stałem się obolałym człowiekiem.

Chyba nie warto chodzić do lekarza, bo człowiek się jeszcze wpędzi w jakieś choróbska.