Archive | Filmy RSS for this section

Tron Legacy

Lubię rzeczy, które pobudzają moją kaleką wyobraźnię. Wyobraźnia wymusza myślenie, a myślenie sprawia, że nie czuję się nierobem. Jest kilka filmów, które pobudziły w pewien sposób moją wyobraźnię. Dzięki temu po ich obejrzeniu zastanowiłem się kilka razy nad przesłaniem, a czasami po prostu delektowałem się niektórymi smaczkami.

Tak było w przypadku nowego Trona. Fabuła godna telenoweli dla osłów, ale obrazy i muzyka zrobiły swoje. Ze smaczków warto wspomnieć o Obi Wan Kenobim w wersji rave oraz genialnej muzyce Daft Punk. Rozbawiła mnie wizja programów wypowiadających się o swoim przeznaczeniu. Świat wewnątrz maszyny okazał się być nader fikuśny. Programy mają osobowość, robią sobie igrzyska, oraz powstają samoistnie (zapewne raz na jakiś czas /dev/random generuje kod jakiegoś mniejszego programu w dowolnym języku).

Czy warto na to iść? Myślę, że tak. Chociażby dla samej przyjemności wchłaniania obrazu i dźwięku. Okazuje się, że nie trzeba wymagać za wiele od fabuły aby czasami film mógł się spodobać.

Miniblog: Koniec z kinem 3D

Za namową znajomej poszedłem (wbrew wcześniejszym postanowieniom) na nowego Resident Evil w technologii 3D. Podobnie jak wcześniej zawiodłem się. Obraz jest czasami niewyraźny, wkurzają upaćkane łapami okulary. Filmy są nastawione na efekciarstwo nowej technologii. Do tego taki obraz potrafi być męczący dla oczu (i nie tylko, choć mnie migreny z powodu oglądania takich filmów nie dręczą).

Nie przekonałem się do tego typu kina. Od dzisiaj nie zamierzam iść na kolejne filmy w 3D. To jest strata pieniędzy. IMO tradycyjne kino 2D ogląda się o wiele przyjemniej.

Ps. jedyny efekt, z kina 3D jaki mi się podoba to wszelkiego rodzaju chmury, mgły, pył etc. To wygląda naprawdę fajnie. Cała reszta ssie.

The Imperial March

Nie ma nic fajniejszego niż jechać sobie przez miasto z puszczonym głośno Marszem Imperialnym. Cover w wykonaniu Epici wraz z orkiestrą symfoniczną jest niesamowity.

Przesłuchałem dzisiaj podobne covery na YouTubie. Niestety Marsz Imperialny bez orkiestry jest zwyczajnie słaby. Wszelkim wersjom granym na gitarach (Metallici, lub jakieś covery metalowe) brakuje jakoś tej mocy.

Obejrzane: Wiedźmin

Wiedzmińska saga Sapkowskiego nie jest mi obca. Kolejne części pochłaniałem tempem ciasteczkowego potwora i ciągle było mi mało. Po latach (jak to brzmi) postanowiłem sobie na odświeżenie pamięci oglądając serial.

Od samego początku wiedziałem, że to jest kino niskich lotów. W zasadzie nie ma co się wiele rozpisywać. Z tego wszystkiego najlepiej wypadają aktorzy (z wyjątkiem dziewczyny grającej Ciri). Co niektórzy włożyli trochę serca w swoje role. Podobała mi się aktorów odpowiedzialnych z rolę Geralta, Jaskiera, Nenneke. Najgorzej wypadła rola Ciri. Odnoszę wrażenie, że dziewczyna nauczyła się tekstu na pamięć i recytowała go w taki sposób jak to się robi w podstawówce. Wprawdzie była dość młoda, ale można było troszkę bardziej popracować nad tą rolą.

Niestety poza obsadą reszta jest po prostu tragiczna. Ciągle ta sama muzyka. Cały czas odnosiłem wrażenie, że całość się dzieje na zamku w Malborku. Natomiast kostiumy niektórych postaci były chyba wykonywane przez dzieci na zajęciach techniki (ktoś jeszcze pamięta taki przedmiot?). Lepiej będzie jak spuszczę zasłonę milczenia na efekty graficzne. W zasadzie filmy sprzed 15 lat miały lepsze.

Film był na swój sposób odważny. W zasadzie nie znam innego serialu z taką ilością nagich pań, oraz lejącej się krwi. Może gdyby reżyser miał nieco inną wizję udałoby się zrobić coś lepszego.

Po sukcesie gry The Witcher czekam z pewną nadzieją (jak już dzisiaj stwierdziłem, jestem człowiekiem naiwnym) na to, że może jacyś poważniejsi reżyserzy zwrócą swoją uwagę na tą sagę.

Obejrzane: Gamer

Pomysł na film dość ciekawy. Jakiś fragment skojarzył mi się jednoznacznie z Gladiatorem. Natomiast ogólnie to mam wrażenie jakbym widział wersję alternatywną filmu “Surogates“. Bardzo podobała mi się oprawa muzyczna (w tym Marilyn Manson i genialne Sweet Dreams), efekty również były super. Wydaje mi się, że fabuła była troszkę mdława, można było wycisnąć z niej coś więcej.

Ponownie jak wtedy przyszły jakieś dziwne myśli – czy tak będzie wyglądała nasza rozrywka w przyszłości? Portale społecznościowe, w których steruje się kimś innym, oraz gry akcji gdzie giną prawdziwe osoby?

Od pewnego czasu mam wrażenie, że wszelkiego typu wirtualne społeczności aż za bardzo ingerują w nasze życia. Czy jest możliwym, aby kiedyś nastała aż tak radykalna zmiana?

Obejrzane: Surogates (Surogaci)

Taki skrótowy opis, gdyż szczegółowe i tak idą mi słabo :) Właśnie obejrzałem ten film i jestem pod ogromnym wrażeniem. Jest sporo elementów, które sprawiają, że film się nie nudzi. Przyznam, że mnie momentami sama fabuła bardziej przygniatała niż efekty. Gdybym miał sklasyfikować ten film, to pewnie postawiłbym go gdzieś obok “Ja, robot”.

W głowie mam cały czas jedno pytanie “czy za bardzo nie przyzwyczajamy się do kolejnych cudów techniki, do wygód z tym związanych”? Wydaje mi się, że ta technika, która niby pomaga, sprawi pewnego dnia, że gdzieś zatracimy naszą naturę, lub nadamy jej szutczny wymiar.
To tak wygląda troszkę jak z nowym autem. Jest fajne, dobrze wyposażone. Lecz gdzie radość z jazdy, prowadzenia, skoro większość zależy już teraz od komputera? Przybywa przełączników, automatów, a emocje gdzieś znikają.

Polecam obejrzenie tego filmu. Dla mnie był niesamowicie ciekawy. Ogólnie lubię filmy, które po obejrzeniu skłaniają mnie do chwili zadumy, ten się do tego zalicza. Poza tym, jest to chyba pierwszy film od paru miesięcy, po którym nie żałuję pieniędzy wydanych na bilety do kina.

Anime: Detroid Metal City

Krauser szama netoperka

Detroit Metal City (w krócie DMC) to historia pewnego chłopaka, który chce zrobić karierę w branży pop. Ów chłopak jest wokalistą i (wątpliwym) liderem death metalowego zespołu. Nie lubi tego, ale tkwi z tą kapelą. Oczywiście z tego powodu prowadzi podwójne życie. Na codzień chłopaczek, który kocha muzykę rozrywkową. W nocy pan chaosu i gwłacicel świń.

Przyznaję, że w każdym odcinku uśmiałem się niesamowicie. Perypetie alter ego death metalowego Krausera są niesamowite. Tak więc możemy sobie zobaczyć jak pan ciemności próbuje zreformować swojego brata, lub jak przypadkiem sieje ciosy zabijające policjantów. Ubaw przedni, choć czasami mam wrażenie, że niektóre z sytuacji z tego anime mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie w realnym świecie ;)

Festiwale filmów porno

Jak wiadomo jest masa filmowych festiwali, w tym festiwale filmów porno. To pierwsze wydaje się posiadać sens – jest fabuła, efekty, jest co oceniać. Natomiast co z tym drugim rodzajem filmów? Przecież tam też są wyłanianie najlepsze filmy roku. Wątpię żeby chodziło o fabułę, efekty pewnie też nie mają tutaj znaczenia. Poza tym one są przecież cholernie wtórne! W takim razie co decyduje, że jakiś pornos wygrywa?

Czyżby decydowała liczba penisów włożonych jednocześnie do waginy? A może zwycięża film, który ma najwyższy stosunek penisów względem spenetrowanych otworów?

Pominę tutaj całą otoczkę jaka towarzyszy takim festiwalom. Niemniej jednak jestem śmiertelnie ciekaw na jakiej podstawie wybierany jest najlepszy film porno roku..

Obejrzane: Terminator 4 – Salvation

Byłem, obejrzałem. Fabuła może niezabardzo fascynująca, ale efekty i muzyka jak najbardziej. Troszkę brakowało mi oryginalnego motywu dźwiękowego, w zamian dostałem ‘cover’, który średnio mi się podobał.

Ogólnie ten film ma parę baboli, o których mam ochotę wspomnieć:

  • maszyny nadal potrzebują paneli dotykowych i interfejsów
  • po kiego grzyba te maszyny komunikują się pomiędzy sobą po angielsku?
  • jakim cudem można przeżyć, bez urazu wybuch ładunków jądrowych będąc jakieś 0.5km od centrum wybuchu?

Poza tym mamy nawet wyprasowanego w photoshopie Arniego, z mistyczną mgiełką wokół jajek!

Film polecam, ze względu na efekty. Jeśli się nie czepiać szczegółów to naprawdę fajnie się oglądało. Nie nudziłem się ani przez chwilę.

Obejrzane: Dragonball Evolution

Nie będę się specjalnie wysilał nad opisem – podobnie jak nie przyłożyli się do swojej pracy twórcy tego filmu. Pal licho, że nawiązali “luźno” do znanego anime Dragonball. Ten film jest tak śmiesznie nakręcony, że nawet nie wiedziałem kiedy się skończył (a byłem trzeźwy).

Jakaś akcja jest, ale robiona skrótowo – dokładnie tak samo jak przedstawiono tam trening Goku i jego walkę z “Lordem” Piccolo. Albo autorzy się śpieszyli i zrobili film na skróty, albo nie mieli żadnego pomysłu na wykonanie.

Gdybym miał się uczepić samych związków z anime, to chyba bym umarł. Goku został nasłany przez Piccolo (a nie z planety Vegeta). Genialny żółw wcale nie jest taki stary, a i po drodze spotykamy jakąś mistyczną radę z mistycznym wiaderkiem, które w ogóle nie zostało wykorzystane.

Żenua, nie polecam. Szkoda nawet łącza internetowego na ściągnięcie tego filmu.