Archive | Myśli nieokiełznane RSS for this section

Ostatnie przemyślenie

Koniec świata jest kwestią godzin. Tak przynajmniej wynika z kamiennego symulatora Majów. Ponoć Sierpniowcy nie zgadzają się z tą tezą, ale ich symulacje wykonane na plaży zmyły się (no i nie są tak medialni jak wytępiony lud).

Zakładając, że ten koniec świata jest prawdziwy, co robisz w ten dzień? Czy modlisz się do boga, spijasz resztki alkoholu, czytasz ulubioną książkę, gwałcisz dziewice? A może, tak jak ja, zastanawiasz się co zjesz jutro po pracy?

Gdyby faktycznie to miało nastąpić, czy żałowałbym, że ostatnie chwile spędziłem przy komputerze pisząc notkę o tym co myślę? Jakże zabawna jest myśl, że w obliczu zagłady moje myśli wędrują wokół spraw codziennych.

Jeśli przeżyję jutrzejszą zagładę zrelacjonuję przeżycia tamtejszego dnia. Natomiast jeśli to się nie uda dla potomnych (ehm.. zmutowanych myszy?) pragnę pozostawić info, że w dniu, w którym umrzemy miałem zjeść sushi.

Weź tu gadaj

x: Wpadłem w małą depresję. Nie mam zbyt wielu znajomych, mam problem z poznaniem nowych osób. Szukam dziewczyny od dłuższego czasu i nic z tego nie wychodzi

(parę chwil, godzin, później)

x: Właściwie to mam wyjebane w to czy kogoś obrażę czy nie.

y: Biorę po trochu ze wszystkich religii. Wierzę w karmę, niebo, anioły, co do istnienia piekła nie jestem przekonana, wierzę również w apokalipsę zombie. Skoro to wszystko jest możliwe, to zombie również.

Cytaty luźno przytoczone. Z powodu przeraźliwej trzeźwości nie byłem w stanie zapamiętać ich lepiej.

Chyba jednak na imprezach powinno się chlać, densować, ruchać, przygotowywać na apokalipsę zombie, a nie wykładać filozofie.

Ps. Bycie trzeźwym w lokalnej społeczności pijanych szkodzi.

Katharsis

Katorga Alkoholowej Chwili, Katatoniczny Atak Czkawki, Kosmiczna Apopleksja Cieśli, lub też zwykły prosty KAC. Już raz o nim pisałem. Co najmniej raz był on powodem do zaprzestania mojej przygody z alkoholem.

Tym razem odkryłem drugą naturę kaca. Doznałem oczyszczenia. Bo jak inaczej nazwać mechanizm drastycznej regulacji toksyn w organizmie? Jednak ja nie o tym. Natura dobrze radzi sobie z takimi problemami. Wyłączy większość kluczowych funkcji organizmu, tylko po to aby pozbyć się trucizny. Skutkiem ubocznym są wszelkiego rodzaju cierpienia natury psychicznej.

Tym razem zrozumiałem jednak, że to cierpienie przynosi oczyszczenie. Bo jak inaczej można nazwać mechanizm w którym wszystkie problemy znikają na dalszy plan? Nagle wszystko co dręczyło przestaje mieć znaczenie. Ważna jest ta krótka chwila cierpienia, a po niej przychodzi jeszcze większa radość. Czyż tak nie powinno być ze wszystkimi problemami jakie napotykamy w życiu? Wygląda na to, że kac w sensie metaforycznym, może przynieść ulgę od spraw bieżących.

Co prawda kac jedynie oddeleguje problemy na później, ale przynosi pewne zrozumienie – każdy z tych problemów traci na znaczeniu w obliczu poalkoholowego zabójcy.

Ps. jako wujek dobra rada polecam (po ustabilizowaniu pracy żołądka) wypicie hektolitrów przesłodzonej herbaty.

Paradoks zwyrola

Behemoth przełączył patrzałki w tryb otchłani. Oznaczało to nic innego jak preludium do burzy, która miała nastąpić. Kot, gdy leniwy, jest mało ruchawy. Jednak kiedy gałki ma czarne, idealnie czarne, łapie każdy detal. Łapie dosłownie, nie w przenośni. Potrafi złapać detal spadający z biurka znajdującego się w drugim pokoju. Potrafi z kanapy zrobić poligon. Potrafi.. no cóż, imię zobowiązuje, zrobić piekło.

Przygotowaliśmy podręczny zestaw anielski (czyt. anty-piekło) – atomizer (takie coś co psika mgiełką; fajna nazwa co nie?) z roztworem wody i cytryny. Ponoć to odgania zwierzaka. Ponoć to go przeraża. Czasami tak nawet jest, ale w ogólności broń jest skuteczna na ok. 5 minut. Później kot wraca do realizacji zniszczenia.

I tak ponownie postanowił zaatakować jakiś ciekawy detal. Tym razem były to kable od komputera. Tym razem nie miałem zestawu anielskiego. Tym razem straciłem cierpliwość. Złapałem szatana i go zbiłem, po czym rzuciłem przez pokój. A później zrobiło mi się żal tej decyzji.

I wtedy zrozumiałem pewien paradoks. Przypomnieli mi się zwyrole, którzy mają rodziny, które wykorzystują do treningu bokserskiego. Może oni mają podobną sytuację? Puszczają im nerwy do tego stopnia, że używają siły. Jednak później żałują tego co zrobili i próbują rekompensować straty (w moim wypadku było to smutne spojrzenie skierowane na kota; nie przejął się tym)? Życie toczy się do kolejnego momentu puszczenia nerwów..

Rozmyśl

Czasami jadę tak szybko samochodem, że nie potrafię dogonić guzika zmiany utworu w radiu.

Toksoplazmoza

W 2006 roku Robert Sakopolsky ze Standford sprawdzał, jak dokładnie toksoplazmoza wpływa na zachowanie zarażonych myszy i szczurów. Okazało się, że (…) zapach kotów nie wywoływał paniki, a wręcz stał się bardziej atrakcyjny.

Jak Toksoplazma gondii wpływa na nasze zachowanie?

Dzisiaj słyszałem, jak mój komputer mruczy.

Cybernetyczna długowieczność

Solenizantom obchodzącym co najmniej setne urodziny zadaje się pytanie o sekret długowieczności. Recepty są proste: kontrolowany alkoholizm, krzyżówki pod prysznicem, trzy kilogramy ziemniaków na śniadanie, lub po prostu doby humor. Oczywiście nie zaszkodzi do tego dodać zdrowego odżywiania, trybu życia i ogólnie rozumianego życia w zgodzie z naturą. Jednak czy są inne sposoby na długowieczność? Ostatnio rozmyślałem troszkę o tym w kontekście wampiryzmu. Teraz przyszła kolej na długowieczność w wersji digitalnej.

Załóżmy, że uda mi się przepchnąć całe swoje jestestwo przez kabelek i wyląduję w rzece Internetu. Jak to będzie? Czym będę? Czy będę świadomością lecącą po fali informacji? Będę przemierzać węzły brzegowe każdej dostępnej sieci, aby później skakać sobie po urządzeniach mobilnych? A może będę próbował wrobić kolejne osoby w teście Turinga?

Zastanawiałem się jak by się odnieść do takiej możliwości z kontekstu wiary. Gdzie byłby bóg w świecie stworzonym przez człowieka? Czym tak naprawdę byłaby rzeczywistość wirtualna gdyby mogli w niej przebywać ludzie?

Czy taka alternatywa byłaby w ogóle interesująca? Wieczne szwędanie za informacją wcale nie wydaje się być atrakcyjne. Tym bardziej, że moja elektryczna istota byłaby zależna od czynników, na które nie miałabym wpływu (ot choćby rachunki za prąd). Czy jako elektron odczuwałbym upływ czasu? Jeśli nie to nawet nie byłbym świadom swojej długowieczności.

Chyba jednak poczekam i umrę jako człowiek.

Jest takie miejsce

Jest takie miejsce w wszechświecie, w którym jest taka planeta, na której jest takie państwo, w którym jest takie miasto, które ma takie mieszkanie, w którym jest kanapa. Kanapa jakich wiele, a jednak kanapa wyjątkowa. Jest to kanapa, na której śnię.

Zazwyczaj sny moje są marnej postury. Są na tyle malutkie, że o nich zapominam zanim się skończą. Tylko nieliczne są dopakowane sterydami. Jednak ta kanapa jest inna. Ma moc. Wystarczy pięć minut leżenia z zamkniętymi oczami, a bohaterowie wśród snów atakują moją głowę. Są realne. Tak bardzo, że mam płytki oddech, a obrazy są rzeczywiste. Tak bardzo, że jestem świadom tego, że śnię. To jest tak piękne, że czasami nie chcę opuszczać koszmaru, który mnie nawiedza w niektórych z TYCH snów.

Nie pamiętam tych snów. Nie wiem o czym były. Wrażenia. One są najmocniejsze. Nie liczy się co się śniło. Liczy się to wrażenie jakie przychodzi na samą myśl o zapomnianym śnie. Tylko na tej kanapie.

Nie tak dawno, bo prawie sześć lat temu napisałem notkę o uścisku ręki. Wiesz co? Nic się nie zmieniło. “Galarety” nadal są. Jest ich chyba więcej. Może jest to wynikiem braku szacunku, a może braku dobrego wychowania. Możliwe, że ludzie mają po prostu na to wyjebane.

W każdym razie problem ten ciągle mnie irytuje.

Mój przyjaciel wampir

W moim urojonym świecie mam przyjaciela wampira. Teodor jest wiekowym gentlemanem. Jak na prawdziwego gentlemana przystało podczas naszej pierwszej wizyty zwrócił się do mnie z pytaniem czy życzę sobie przemianę w wampira. Wspominał też o tym, że będę musiał żywić się wyłącznie krwią, co mnie jako małe dziecko dość mocno odstraszyło. Zainspirowany jego sposobem bycia oznajmiłem mu, że ta propozycja nie wydaje się być dla mnie dość atrakcyjna i szczerze podziękowałem. Widząc jednak zawód na jego twarzy szybko dodałem, że zastanowię się nad tym i dam mu znać.

Udało mi się nieco pocieszyć Teodora. W ten oto sposób zyskałem przyjaciela, który co jakiś czas odwiedzał mnie i ponownie składał swoją propozycję. Trzeba przyznać, że jego oferta jest dość szczodra – życie wieczne za parę niedogodności.

Ciało wampira nie starzeje się. Jeśli tak jest to kiedy powinienem wybrać moment na przemianę? Czy powinienem zrobić to jako dziecko? Pozostałbym niewinną istotą ze wzrokiem obarczonym jarzmem wieków. A może powinienem z tej oferty skorzystać teraz, kiedy ciało moje jest całkiem młode? Mógłbym korzystać z wszelkich uciech jakie oferuje ten świat. Co by się stało gdyby one mi się znudziły? Pozostaje jeszcze trzecia opcja – przemiana w zaawansowanym wieku. Czy strach przed śmiercią zmusiłby mnie do takiego posunięcia? Czy byłbym w stanie znieść fakt oglądania przez wieki starczego, schorowanego ciała zamkniętego w pułapce czasu?

Na szczęście Teodor jest zmyślony, także umrę sobie spokojnie bez zastanawiania się co bym robił z kilkusetletnim kacem życia.